wtorek, 21 maja 2019

Pieta - śmierć w cieniu narkotyków

Narkotyki to niewątpliwie problem, który na dużą skalę dotyka wielu krajów na świecie, zwłaszcza tych miejsc, gdzie panuje bieda i bezrobocie. Jednym z takich przykładów są Filipiny. Od 2016 roku miejscowy rząd wydał jednak bezwzględną wojnę narkotykom, a rozporządzenie Rodrigo Duterte przyczyniło się do ulicznych polowań. Jedną z ofiar nowej polityki stał się Michael Siaron, którego ciało w objęciach ukochanej znalazło się na zdjęciach wielu dzienników na całym globie. 

fot. Raffy Lerma





Rodrigo Duterte to jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci w świecie polityki. Kandydując w 2016 roku na urząd prezydenta Filipin, zapowiedział, że jego celem będzie zabicie nawet 100 tysięcy osób związanych z narkotykami. Dzięki ogromnemu poparciu od tego czasu sprawuje urząd głowy państwa. Jednym z jego pierwszych dekretów było wydanie wojny przemysłowi narkotykowemu. Nie był to oczywiście odosobniony pomysł, jednak jego założenia i realizacja to coś zupełnie nowego. Przede wszystkim policjanci oraz zamaskowani zabójcy, którzy są często opłacani przez kraj, otrzymali parasol ochronny dla zabijania dealerów czy narkomanów. 

Według oficjalnych informacji, tylko przez kilka pierwszych miesięcy zabitych zostało blisko 5 tysięcy osób. Do dziś liczba ta jest kilkukrotnie większa, a nieoficjalnie mówi się o kilkudziesięciu tysiącach ofiar. Na wezwanie prezydenta mieszkańcy mogą dokonywać samosądów, za które to nie poniosą odpowiedzialności karnej. Oczywiście taka sytuacja prowadzi do sporych nadużyć. Trudno bowiem oszacować, jak wielu Filipińczyków zginęło w wyniku sąsiedzkich zatargów, porachunków mafijnych. Nie jest bowiem trudno w tym kraju zabić drugiego człowieka z jednoczesnym podrzuceniem mu narkotyków. Wiele organizacji otwarcie krytykuje działania Duterte. Ten zaś nazwał Baracka Obamę i papieża Franciszka "skurwysynami". Swego czasu zagroził nawet synowi, że jeśli zarzuty wobec niego zostaną potwierdzone, to rozkaże policji go zabić. 

W miastach na porządku dziennym są morderstwa. Dla wielu Filipińczyków mimo ogromnych zagrożeń, handel narkotykami nadal jest głównym źródłem utrzymania. 23 czerwca 2016 roku fotograf, Raffy Lerma jak każdej nocy przemieszczał się po Manili ze swym aparatem. Około 1:30 przybył na ulicę Edsa Taft-Pasay, gdzie natknął się na bardzo przejmującą scenę. Na środku ulicy, otoczona tłumem i kordonem policyjnym znajdowała się młoda dziewczyna trzymająca w ramionach martwe ciało chłopaka. Godzinę wcześniej do Michaela Siarona podjechał na motocyklu zamaskowany mężczyzna, po czym zastrzelił go z zimną krwią. Przy ciele pozostawił zaś karton z napisem: "jestem dealerem narkotyków, nie naśladuj mnie". 



Dziewczyna trzymając ukochanego w ramionach, prosiła jednocześnie gapiów o pomoc. Wszyscy jednak wiedzieli, że na nią jest już za późno. Raffy Lerma stwierdził potem, że cała scena prezentowała się niczym z desek teatralnych, świętego obrazu - jej oświetlenie, cisza oraz lament dziewczyny na długo pozostały w głowie wszystkim obecnym. Uchwycony kadr, poza dziewczyny i chłopaka nie bez powodu od razu kojarzą się z pietą watykańską Michała Anioła. 

Po powrocie do redakcji, lokalni reporterzy byli tym wszystkim wstrząśnięci. Jeden z nich stwierdził nawet, że nie chce już być fotografem. Wszyscy mieli takie samo poczucie winy. Czuli się winni, że nie byli w stanie pomóc ofierze i jego dziewczynie. Wykonywali tylko swą pracę. Zadecydowali jednak, że zdjęcia powinny zostać opublikowane, aby przekazać światu to, co się dzieje na Filipinach. 


fot. Raffy Lerma


Źródła: 



piątek, 3 maja 2019

Najsłynniejsze selfie w historii

Już od kilku lat jedną z najbardziej popularnych kategorii fotograficznych jest selfie. Tworzenie autoportretów za pomocą smartfona to dla wielu osób wręcz codzienny rytuał. Każdego dnia powstają niezliczone ilości takich zdjęć. Spośród milionów, miliardów takich zdjęć wybijają się jednak takie, o których swego czasu było niezwykle głośno.



2 marca 2014 w Dolby Theatre w Hollywood odbyła się 86. ceremonia wręczenia Oscarów. Jej prowadzącą została gwiazda telewizyjnych talk-show Ellen DeGeneres, dla której była to już druga taka gala w historii. Był to dzień, kiedy o statuetkę dla najlepszego filmu walczyły takie produkcje jak Zniewolony. 12 Years a Slave (wygrał), American Hustle, Ona, Witaj w Klubie, American Hustle, Wilk z Wall Street czy Grawitacja. W mediach to jednak nie laureaci poszczególnych nagród, lecz pewna fotografia zdobyła największy rozgłos.

W pewnym momencie pośród gwiazd i publiczności pojawiła się Ellen ze smartfonem w ręku. Zaczęła sobie robić selfie z wybranymi gwiazdami. Gdy doszła do Meryl Streep, wpadła na pomysł, aby pobić kolejny rekord. Ponieważ Meryl jest najczęściej nominowaną aktorką w historii Oscarów, Ellen wyszła z propozycją, aby obie zrobiły sobie zdjęcie, które ma pobić rekord w udostępnieniu na Tweeterze. Sytuacja nieco "wymknęła się spod kontroli", gdyż prowadząca zaczęła zapraszać do siebie coraz więcej gwiazd. W końcu telefon przejął od niej Bradley Coopper, który ostatecznie wykonał słynne zdjęcie. Oprócz Ellen, Meryl i Bradleya na selfie znaleźli się: Jennifer Lawrence, Channing Tatum, Julia Roberts, Kevin Spacey, Brad Pitt, Lupita Nyong wraz z bratem, Angelina Jolie i Jared Leto.

Cała sytuacja tak prezentowała się w telewizji:


Zdjęcie błyskawicznie zostało udostępnione na Tweeterze. Jeszcze przed końcem gali obraz udostępniono ponad 2 mln razy, by w ciągu doby liczba ta wzrosła do 3 mln. Dzięki temu w owym czasie stał się on rekordzistą amerykańskiego portalu społecznościowego. Z pewnością można powiedzieć, że na chwilę obecną jest najsłynniejszym selfie świata.

Dopiero po pewnym czasie wyszło na jaw, że cała spontaniczna akcja okazała się zaplanowanym działaniem firmy Samsung. Za selfie oraz kilka reklam w ciągu gali koreańska firma zapłaciła aż 20 mln dolarów. Ellen specjalnie otrzymała do tego celu najnowszy model Samsung Galaxy Note III, po czym przeszła szybkie szkolenie z jego obsługi. Choć nieco umniejsza to walory fotografii, to jednak nadal ma ona dużą moc, jak i wartość historyczną. Wystarczyło kilka lat, by Kevin Spacey stał się w Hollywood persona non grata, a "idealne" małżeństwo Pitta i Jolie nie przeszło próby czasu. 

Źródła:


środa, 27 marca 2019

Tragedia cygańskich dzieci, czyli o manipulacji słów kilka

W przypadku wielu materiałów fotograficznych w historii często dochodziło i nadal dochodzi do przeinaczania pewnych faktów, manipulowania nimi. Najczęściej mamy do czynienia z propagandą rządową bądź ze strony wybranych środowisk. Pod pewnymi względami przykładem tego może być zdjęcie czwórki cygańskich dzieci.

fot. N.N



Okres dwudziestolecia międzywojennego wielu osobom kojarzy się z czasami prosperity. Wzniesiona zostaje Gdynia jako jeden z nowocześniejszych portów morskich w Europie, w planach budowy znajduje się Centralny Okręg Przemysłowy. Niestety w wielu wsiach i miasteczkach nadal panuje bieda, którą można porównać do warunków z II połowy XIX wieku. Tyczy się to zwłaszcza lat 20. Bieda i nędza w szczególności dotknęły ludności cygańskiej. W 1923 roku mąż Marianny Dolińskiej zostaje aresztowany za wielokrotne kradzieże. Kobieta zostaje nagle sama z czwórką dzieci, bez żadnych środków do życia. Zaczyna snuć się od wioski do wioski w rejonie Radomia. W końcu wyczerpana całą sytuacją, popadająca w obłęd kobieta decyduje się na desperacki czyn. Postanawia skrócić cierpienia swych dzieci, wieszając je na drzewie. Dochodzi wtedy do morderstwa Stefana (7 lat), Bronisławy (5 lat), Antoniego (3 lata), Zosi (6 miesięcy). Nazajutrz kobieta zgłasza się na najbliższy posterunek policji. Przybyli na miejsce stróże prawa są przerażeni widokiem dzieci. Jeden z policjantów wykonał wtedy kilka zdjęć miejsca zdarzenia.


fot. N.N 



Kobieta po kilku miesiącach zostaje uznana za obłąkaną i trafia do szpitala psychiatrycznego. Trafia pod opiekę lekarza, Witolda Łuniewskiego. Ten uznaje, że kobieta cierpi na coś, co dziś możemy nazwać chorobą afektywną dwubiegunową. Jasnym jest, że czyn, którego dokonała, nie był do końca wynikiem świadomych działań. Do swej śmierci w 1928 roku Marianna Dolińska przebywała w ośrodku w Tworkach. To właśnie w tym czasie lekarz publikuje artykuł o swej pacjentce, który został między innymi zilustrowany zdjęciem samej Marianny, jak i zamordowanych dzieci.

Tuż po zakończeniu wojny zdjęcie wykonane z innej perspektywy znalazło się w kolejnym medycznym artykule. Z niewyjaśnionych do dziś przyczyn w różnych kręgach zaczęła krążyć trzecia fotografia, która zapewne była połączeniem dwóch poprzednich. Ponieważ negatyw bądź oryginał uległ uszkodzeniom, sporo osób uznało, że owe linie na zdjęciu to drut kolczasty. Szybko powiązano obraz ze zbrodniami dokonanymi przez UPA. W 1993 roku w jednym z artykułów we wrocławskim czasopiśmie "Na Rubieży" umieszczona została tytułowa fotografia z podpisem Dzieci polskie zamęczone i pomordowane przez oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii w okolicy wsi Kozowa. Od tego czasu zaczęto powszechnie ją uznawać za faktyczne zbrodnie Ukraińców. Warto przy tym dodać, że w czasie wojny próbowano przypisać całą historię bolszewikom i ich rzekomego mordu na dzieciach z 1919 roku.

Nie można zaprzeczyć, że wydarzenia na Wołyniu były ogromną tragedią, gdzie dokonywano bestialskich, wręcz brutalnych mordów na dzieciach, kobietach i mężczyznach. Niemniej jednak w tym przypadku do ich ilustracji użyto zdjęcia wykonanego 10 lat wcześniej, zanim jeszcze nastroje antypolskie osiągnęły punkt kulminacyjny. W międzyczasie znaleziono nawet dowódców odpowiedzialnych za ten mord czy też uznano jednego z niemieckich żołnierzy za autora zdjęcia. Dziś wciąż w wielu kręgach nadal panuje błędne przekonanie o pochodzeniu i znaczeniu fotografii. Doszło nawet do tego, iż przez pewien czas na jednym z oficjalnych pomników pamięci pomordowanych przez UPA widniała rzeźba inspirowana tytułowym zdjęciem.

Źródła:
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/95-lat-temu-marianna-dolinska-dokonala-dzieciobojstwa-zdjecia-przeszly-do-historii/s38fdw9
https://pl.wikipedia.org/wiki/Marianna_Doli%C5%84ska