czwartek, 8 września 2022

Alain Schroeder - Final farewell

Wybierając produkty na półkach, z reguły nie zastanawiamy się nad tym, jaka historia za nimi stoi. Tymczasem często poprzez kupno słodyczy, przetworzonej żywności przyczyniamy się do degradacji środowiska. Tak jest choćby na Sumatrze, gdzie uprawy pod olej palmowy stanowią zagrożenie dla populacji orangutanów. 


fot. Alain Schroeder


Stale rosnący konsumpcjonizm powoduje, że coraz bardziej wydzieramy naszej planecie jej naturalne tereny. Szczególnie widać to w krajach biednych i rozwijających się, które decydują się na wycinanie lasów, aby na ich miejscu tworzyć tereny rolnicze. To też powoduje, że kurczą się obszary bytowania zwierząt. Już dziś wiele gatunków zagrożonych jest wyginięciem, wymiera na danym terenie. Przykładem tego są orangutany, które żyją na Sumatrze. 

To właśnie życie orangutanów w Indonezji jest dziś zagrożone wylesianiem lasów deszczowych. Zwierzęta te wcześniej zajmowały całą wyspę, obecnie zaś gromadzą się na tylko północy i są uważane za zagrożone wyginięciem. Zmuszone są do przebywania na niewielkich skrawkach lasu, poza ich siedliskiem, a przy tym człowiek stale zagraża im kolejnymi działaniami. Orangutany żyją tylko na dwóch wyspach świata, właśnie Sumatrze i Borneo, gdzie rozrastające się plantacje oleju palmowego wypierają je z lasów deszczowych, ich naturalnego siedliska. Pozostało jedynie 14 tysięcy osobników. 

Indonezja jest pokryta trzecim co do wielkości lasem tropikalnym na świecie, jednak jest przy tym krajem, który znajduje się w czołówce światowej pod względem wylesiania. Najczęściej rolnictwo stawia na olej palmowy, który eksportowany jest na cały świat. Następnie zaś wykorzystywany jest w przemyśle żywieniowym. Znajdziemy go w wielu słodyczach, wyrobach cukierniczych, gotowych daniach, sosach, daniach typu fast food. Jednym z symboli tego oleju stała się Nutella. Nie trzeba przy tym dodać, że do zdrowych on nie należy. 

Choć w latach 2010-2015 wiele korporacji zobowiązało się do zmniejszenia zużycia oleju palmowego, to jednak niewiele zrobiło w tym kierunku. Ogromnym problemem dla Indonezji jest wypalanie lasów, co stanowi zagrożenie dla wielu innych gatunków zwierząt, jak i samych mieszkańców. 

Na całe szczęście są takie organizacje jak Program Ochrony Orangutanów Sumatrzańskich (SOCP), które zajmują się ochroną tych zwierząt oraz ponownym wprowadzaniem zagubionych, rannych lub uwięzionych orangutanów do ich naturalnych siedlisk. Pracy tej organizacji przyjrzał się Alain Schroeder, fotograf National Geographic. Jego zdjęcie zdobyło pierwszą nagrodę World Press Photo w 2020 roku w kategorii Historie przyrodnicze, jak i również w kategorii Single Nature.

Niestety prezentuje ono ciało miesięcznego orangutana, w pobliżu miasta Subulussalam na Sumatrze. Maluch ten zmarł wkrótce po tym, jak został odnaleziony wraz ze swoją ranną matką na plantacji palmy olejowej. Jego matka została oślepiona, złamano jej obojczyk, jak i również postrzelono ją aż 74 razy z wiatrówki. To tylko pokazuje okrucieństwo ludzi wobec zwierząt, jak i jest symbolem tego, do czego prowadzi nadmierna ekspansja człowieka, chęć zysku. Ostatnie pożegnanie to także dramat dla członków organizacji, którzy mimo swoich wysiłków, wciąż muszą mierzyć się z takimi sytuacjami, co niejednemu może odbierać nadzieję na lepsze jutro. Nie da się ukryć, że mały orangutan kojarzyć się może z noworodkiem, zdjęciami, które znamy z konfliktów zbrojnych, katastrof naturalnych - to też sprawia, że obraz ten jest tak wymowny, ma o wiele większą moc oddziaływania na widza. 

Warto na koniec dodać, że według badań DNA orangutana jest w aż 97% tożsame z ludzkim. To tylko pokazuje, że tym zwierzętom tak gnębionym dziś przez człowieka, nie jest aż tak daleko do nas samych. 

Źródła:

https://www.worldpressphoto.org/collection/photo-contest/2020/alain-schroeder-na/1

https://www.lensculture.com/projects/1597381-saving-orangutans

https://www.sapereambiente.it/arte/fotografia/lorango-vittima-della-deforestazione-vince-il-world-press-photo/

niedziela, 4 września 2022

Emmett Till - śmierć, która wstrząsnęła Ameryką

Stany Zjednoczone lat 50. i 60. XX wieku znacznie różniły się od tego, co dziś znamy. Zwłaszcza Południe uosabiało niezwykle konserwanty kierunek społeczeństwa, co jest widoczne po dziś dzień. Mimo upływu 100 lat od wojny secesyjnej, nadal można było zaobserwować wyraźny podział na dwie Ameryki. Podział ten był w szczególności widoczny w podejściu do czarnoskórej ludności. Wyraźnie o tym przekonać się miał Emmett Till, bohater dzisiejszego wpisu.

fot. David Jackson


II wojna światowa wydawać się mogła przełomem dla stosunków między białą a czarną ludnością Ameryki. Wiele osób o afrykańskich korzeniach służyło w armii, pracowało w fabrykach dla wspólnego wojennego wysiłku. Koniec zmagań w Europie i na Pacyfiku przyniósł jednak powrót do dawnych czasów. Wciąż w wielu południowych stanach obowiązywały tak zwane Prawa Jima Crowa. Były to regulacje prawne, które ograniczały prawa czarnoskórej ludności, jeszcze bardziej pogłębiając różnice między Amerykanami. To właśnie z tego wzięły się słynne do dziś osobne toalety, szkoły, siedzenia w autobusach, gdzie wyraźnie pokazywano rzeczy "tylko dla białych" bądź "nie dla kolorowych". Jednak z początkiem lat 50. XX wieku Krajowe Stowarzyszenie na Rzecz Popierania Ludności Kolorowej (NAACP) oraz inne organizacje z sukcesem wywalczyły stopniowe zniesienie segregacji w szkołach. To tylko jeszcze bardziej rozsierdziło mieszkańców Południa.

Emmett Till był 14-letnim chłopcem, który urodził się i mieszkał w Chicago. Choć i tu spotykał się z oznakami segregacji, to jednak ta część USA znana była z bardziej liberalnych poglądów. Chłopiec ceniony był za swój żywiołowy charakter, częste dowcipy, które opowiadał. Latem 1955 roku został zaproszony na wakacje do swojej rodziny w Missisipi. Przed wyjazdem matka ostrzegła go jednak, że jest to zupełnie inne miejsce, gdzie należy przestrzegać specyficznych reguł. Emmett wraz z kuzynami przybywa do małego miasteczka Money. Pewnego dnia udaje się do lokalnego sklepu. Gdy wychodził z niego, gwizdnął na właścicielkę, Carolyn Bryant. Po reakcji znajomych od razu zrozumiał, że popełnił ogromny błąd. Po kilku dniach do domu, w którym znajdował się chłopiec, wpada Roy Bryant ze swoim przyrodnim bratem J.W. Milamem. Mężczyźni wyciągają chłopca z domu, jednak oznajmiają rodzinie, że wywiozą go na drogę, gdzie dostanie małą nauczkę za swój wybryk. Los Emmetta miał okazać się wyjątkowo brutalny.

Chłopiec zaginął, a jego zmasakrowane ciało znaleziono 3 dni później w rzece. Till był nie do rozpoznania, a oprawcy dodatkowo przywiązali jego ciało drutem kolczastym do odziarniarki, aby poszło na dno. Emmetta w zasadzie udało się zidentyfikować tylko dzięki sygnetowi, który miał na palcu. Jego twarz była napuchnięta, jedno oko wybite, a nos połamany w wielu miejscach. Choć lokalnym władzom zależało na szybkim pogrzebie, to jednak zgodnie z wolą matki chłopca, Mamie Bradley, uroczystość odbyła się 2 września przy otwartej trumnie. Kobiecie zależało na tym, aby jak najwięcej osób zobaczyło, co stało się z jej synem. Na miejscu pojawiło się ponad 50 tysięcy mieszkańców, gdzie dla wielu z nich ciało chłopca było wręcz przerażające. Podczas pogrzebu powstało słynne zdjęcie, gdzie zrozpaczona matka spogląda na ciało Emmetta.



Jeszcze przed pogrzebem Moses Newson i Simeon Booker zostali wyznaczeni do przeprowadzenia dziennikarskiego śledztwa. Booker wziął udział w pogrzebie wraz z fotografem Davidem Jacksonem, który zrobił słynne zdjęcie Tilla w trumnie. Nakład ich czasopisma JET wzbudził na tyle duże zainteresowanie, że musiano zorganizować po raz pierwszy w historii dodruk. Dwóch wspomnianych dziennikarzy omówiło na łamach również zbliżający się proces i odegrało kluczową rolę w znalezieniu kilku kluczowych świadków.

Bryant i Milam zostali szybko aresztowani. Mimo ewidentnych dowodów, zeznań świadków obaj zostali uniewinnieni przez lokalną ławę przysięgłych. Mimo to, wielu białych mieszkańców Ameryki było zszokowanych, że w ich czasach dochodzi do morderstw rodem z XVIII czy XIX stulecia. Uniewinnienie sprawców oburzyło społeczność Afroamerykanów w całym kraju. Wtedy też powstał ruch Emmett Till Generation, który przyczynił się do masowych spotkań, strajków i marszów na rzecz równego traktowania czarnoskórej ludności zgodnie z prawem. Nie minęło wiele dni, gdy w mieście Montgomery, Rosa Parks odmawia ustąpienia białemu mężczyźnie miejsca w autobusie, co wraz ze sprawą Emmetta jest katalizatorem zmian i zniesienia segregacji rasowej w kolejnych latach.

źródła: 

https://time.com/4399793/emmett-till-civil-rights-photography/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Emmett_Till

https://www.youtube.com/watch?v=aNVh1MGDjMo&ab_channel=ciekawehistorie

https://www.loc.gov/collections/civil-rights-history-project/articles-and-essays/murder-of-emmett-till/

sobota, 30 października 2021

Nilüfer Demir - Alan Kurdi

Już od wielu lat możemy zaobserwować masową emigrację ludności z Bliskiego Wschodu. Wieloletnie wojny w Iraku, Afganistanie i Syrii sprawiają, że mieszkańcy tych krajów uciekają przed biedą, śmiercią i szukają lepszego jutra w Europie. Oczywiście sam ten proces wszędzie wzbudza ogromne kontrowersje. Nie można jednak zapomnieć, że wiąże się z ludzkimi dramatami, tragediami. Największym symbolem tragizmu tych czasów jest zdjęcie Alana Kurdiego, małego chłopca, który utonął podczas próby przedostania się do Grecji.



fot. Nilüfer Demir


Mamy 2015 rok. Od 4 lat w Syrii trwa wojna domowa, która spustoszyła barwny i niegdyś piękny kraj o głębokiej historii. Mnóstwo osób poniosło śmierć, odniosło rany, straciło dach nad głową. Niepewne czasy skłoniły ogromne rzesze ludzi do ucieczki z kraju. Najbliższym i najbardziej pewnym miejscem dla uciekinierów staje się Europa. Mnóstwo osób przedostaje się zatem do Turcji, skąd następnie ich celem jest uzyskanie azylu w UE. Ponieważ coraz więcej granic zostaje zamkniętych, pilnie strzeżonych, najbliższą, lecz ryzykowną drogą stają się greckie wyspy, znajdujące się nieopodal Turcji.

Warunkiem koniecznym do przedostania się na jedną z wysp, jest skorzystanie z łodzi. Wiele osób oddaje swoje ostatnie oszczędności szmuglerom, którzy pakują na małe łodzie zdecydowanie zbyt wielu uciekinierów. Prowadzi to do katastrofy. W szczytowym okresie nie ma dnia, byśmy nie usłyszeli o dziesiątkach, a nawet setkach ofiar, którym nie udało się przepłynąć morza. Nie da się dziś w zasadzie oszacować, ilu Syryjczyków, Irakijczyków czy mieszkańców innych krajów utonęło gdzieś między Turcją a Grecją, Północną Afryką a Włochami, Hiszpanią. Z racji specyfiki obecnych mediów, co najwyżej możemy dowiedzieć się tylko o ofiarach, lecz nie mamy ich obrazów. Zmieniło się to jednak dzięki tureckiej fotografce, której udało się uwiecznić ciało Alana Kurdiego.

Alan, przedstawiciel kurdyjskiej mniejszości w Syrii, 2 września 2015 roku wraz ze swoimi rodzicami oraz starszym bratem, Ghalibem, wsiada na jedną z przepełnionych łodzi. Ich celem jest znajdujące się niezbyt daleko greckie Kos. Wyspę można zobaczyć gołym okiem i stanowi ona ziemię obiecaną dla emigrantów. Celem rodziny jest uzyskanie azylu, a następnie podróż do Kanady. Niestety łódź, a w zasadzie wątpliwej jakości ponton, szybko nabiera wody. Rodzina trafia do morza. Z całej czwórki uratuje się tylko Abdullah Kurdi, ojciec i głowa rodziny.

Tego dnia na plaży w okolicach Bodrum znajdzie się Nilüfer Demir, fotografka, która pracowała dla tureckiej agencji DHA. Regularnie odwiedzała ten region, aby dokumentować sytuację uchodźców. W tym czasie miała akurat zająć się grupa Pakistańczyków, którzy mieli zamiar popłynąć na Kos. Nagle kobieta dowiedziała się, że na brzegu znajdują się ciała Syryjczyków. W wywiadzie dla magazynu VICE, Nilüfer stwierdziła, że gdy zobaczyła ciało chłopca, sparaliżowało ją. Po chwili jednak Turczynka ochłonęła i wykonała serię zdjęć. Był to dla niej straszny widok, po którym trudno było jej zasnąć.

Jeszcze tego samego dnia zdjęcie trafiło na Twittera i inne media społecznościowe, po czym lotem błyskawicy zostało udostępnione ogromną ilość razy, jak i pojawiło się w wielu mediach. Choć wywołało kontrowersje, to jednak przyczyniło się do tego, że kilka krajów zdecydowało się na zmianę swojego stosunku do imigrantów, co zdecydowanie pomogło osobom żyjącym w obozach.

Zawsze w takich sytuacjach pojawia się pytanie – dlaczego w ogóle wykonano zdjęcie? Moim zdaniem, jak i sporej grupy osób związanych ze zdjęciami, zadaniem fotografa jest przedstawianie rzeczywistości, przy jednoczesnym wyłączeniu emocji. Dzięki temu można pokazać innym to, czego jest się świadkiem. To też sprawiło, że cały świat dowiedział się o Alanie Kurdim, jak i innych uchodźcach, którzy próbowali uciec do Europy.

W dalszej części nadchodzi czas na refleksję, która zapewne przedstawicielom prawej, konserwatywnej strony nie przypadnie do gustu. Mamy 2021 rok, minęło 6 lat od śmierci Alana i nagle jednym z popularnych kierunków emigracji na Zachód stała się nasza wschodnia granica. Nie ma teraz dnia, abyśmy nie usłyszeli o nowej grupie przyłapanych uchodźców, osobach, które nadal koczują na granicy Polski i Białorusi. Jest to niezwykle kontrowersyjny temat, jednak moim zdaniem przepychanie kobiet w ciąży, małych dzieci z jednej strony na drugą, jest oznaką naszej słabości, jak i również powodem do wstydu. Wiadomym jest, że strona białoruska stara się wykorzystać całą sytuację, jednak wciąż mówimy o osobach, które potrzebują naszej pomocy.

Chciałbym przypomnieć, że w 1942 roku ponad 116 tysięcy Polaków, wśród których było przeszło 40 tysięcy cywilów (13 tysięcy dzieci) przedostało się z sowieckiej Rosji do Iranu. Tam ze strony lokalnych władz, jak i Brytyjczyków otrzymało niezbędną pomoc. Sporo dzieci trafiło do lokalnych sierocińców, jak i do Indii, gdzie mogło liczyć na najlepszą opiekę. Wygłodniali i zniszczeni ciężką pracą w ZSRR, Polacy znaleźli swoją ziemię obiecaną, a Władysław Anders stał się dla nich kimś pokroju Mojżesza.

Nie chcę za bardzo wyolbrzymiać obecnej sytuacji, jednak uważam, że nadszedł obecnie czas, abyśmy mogli choć w części spłacić wspomniany dług. W niedawnych sondażach ponad połowa Polaków opowiedziała się przeciw wpuszczaniu imigrantów do naszego kraju. Sposób, w jaki widzimy w każdym uchodźcy potencjalnego terrorystę, w zasadzie niczym nie różni się od tego, że przez lata w Polakach na Zachodzie widziano złodziei samochodów – przecież to takie oburzające!

Nie jestem wierzący, opowiedziałbym się nawet po stronie wrogów polskiego kościoła. Przypomniała mi się jednak historia, którą opowiedziała mi katechetka w szkole podstawowej. Do pewnej kobiety miał przyjść Jezus. Szykowała się zatem cały dzień na jego przybycie. Najpierw zapukał do niej bezdomny z prośbą o trochę jedzenia. Zignorowała go, bo czekała na Jezusa. Potem przyszedł wędrowny z osłem, z prośbą o trochę siana. Jego również odesłała. Na końcu zaś przyszedł pielgrzym z prośbą o trochę wody. On także został zignorowany. Gdy w końcu zjawił się Jezus, rozgniewany powiedział, że trzy razy zjawił się u kobiety, jednak ta go nie przyjęła. Interpretację historii w odniesieniu do sytuacji uchodźców, pozostawiam każdemu z czytelników.

Na końcu chciałbym pokazać kilka innych zdjęć Alana.


fot. 1, 2 3. N.N

Wyobraźcie sobie, że to teraz wasz syn, brat, siostrzeniec, bratanek, kuzyn. 


Źródła:

https://en.wikipedia.org/wiki/Death_of_Alan_Kurdi

https://en.wikipedia.org/wiki/Nil%C3%BCfer_Demir

https://ijoc.org/index.php/ijoc/article/viewFile/7252/2155

https://www.bbc.com/news/world-europe-34150419

https://time.com/4162306/alan-kurdi-syria-drowned-boy-refugee-crisis/

https://www.vice.com/pl/article/nnavbz/rozmowa-z-nilufer-demir