Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wietnam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wietnam. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 marca 2018

Agent Orange - niewidzialny amerykański zabójca

Wojna w Wietnamie z pewnością była jedną z najbardziej brutalnych w II połowie XX wieku. Starcie komunizmu z kapitalizmem przyczyniło się do śmierci kilku milionów osób, dokonując wręcz istnego spustoszenia w tym azjatyckim regionie. Obie strony decydowały się na radykalne metody walki z wrogiem, jednak bez wątpienia najgroźniejsze skutki niosło ze sobą użycie przez siły amerykańskie środków do opryskiwania roślin. Jeden z nich, zwany Agentem Orange, do dziś nęka Wietnamczyków.

fot. Marie Dorigny


Jak zapewne niektórzy czytelnicy wiedzą, siła wojsk Wietnamu Północnego tkwiła przede wszystkim w działaniach partyzanckich prowadzonych w dżungli. To właśnie dżungla, lasy, liczne wioski w ich sąsiedztwie stanowiły bazy operacyjne Wietkongu. Dzięki licznym kanałom przerzutowym, pomocy ludności wiejskiej, partyzanci oraz regularna armia mogły prowadzić działania obronne i zaczepne z wrogiem. Zdając sobie sprawę z naturalnego obrońcy Wietkongu, Amerykanie wpadli na pomysł likwidacji chroniącej ich roślinności.

W tym celu do Wietnamu zaczęto sprowadzać ogromne ilości herbicydów. Jest to rodzaj pestycydów, których zadaniem było wyniszczenie drzew, pól uprawnych. Do początku lat 70. w ramach operacji Ranch Hand na wietnamskie pola i lasy zrzucono ponad 70 mln litrów herbicydów. Przyjmuje się, że spryskano około 1/4 Wietnamu Południowego, obszar, na którym mieszkało 4,5 miliona osób. Pestycydy miały działać niczym trujący napalm, skutecznie eliminując kryjówki i zaplecze żywieniowe Wietkongu. Ogromną część zrzuconych pestycydów stanowił Agent Orange. Jego nazwa wzięła się od koloru oznaczeń na beczkach, w którym go przechowywano. Mamy tutaj do czynienia z niezwykle silnym defoliantem, który całkiem szybko i skutecznie niszczył rośliny szerokolistne, uprawy warzywne, krzewy i drzewa liściaste. Jest on w stanie niszczyć młode drzewa w ciągu 3-4 tygodni. 

Dopiero po pewnym czasie okazało się, że Agent Orange zawierał TCDD – groźną dioksynę, która ma szkodliwy wpływ na zdrowie ludzi. Badania dowiodły, że okres połowicznego zaniku tej dioksyny w ciele człowieka wynosi ok. 10-15 lat, natomiast w wodach gruntowych wydłuża się nawet do ponad 100 lat. Dodatkowo odkłada się w tłuszczu zwierząt, przez co oczywiście wędruje w górę łańcucha pokarmowego. Nie trzeba w tym wypadku przypominać, że ogromne ilości tego środka dostały się do wód gruntowych, przez co będą nadal aktywne przynajmniej przez najbliższe 50 lat. 

Agent Orange ma potworny wpływ na ludzki organizm. Przede wszystkim ma zgubny wpływ na nasze geny. Po zakończeniu wojny szybko zaczęto zauważać gigantyczny wzrost liczby zachorowań na nowotwory, jak i narodzin chorych oraz zdeformowanych dzieci. Czynnik ten powoduje charakterystyczne zmiany wyglądu twarzy, deformacje płodów, poronienia, upośledzenia oraz niedorozwój. Defekty genetyczne sprawiły, że kilka pokoleń musi żyć z piętnem różnych chorób i zmian cielesnych. Wietnamskie władze oszacowały, że od czasu zakończenia wojny w wyniku kontaktu z Agentem Orange, śmierć poniosło około 400 tysięcy osób, a na świat przyszło ponad pół miliona dzieci z wadami genetycznymi. Wietnamskie Stowarzyszenie Ofiar Agent Orange (VAVA) twierdzi, że obecnie w Wietnamie żyje blisko 3 miliony ludzi dotkniętych działaniem substancji. 

fot. Marie Dorigny



Oczywiście do dziś rząd amerykański nie chce oficjalnie uznać, że Agent Orange ma wpływ na wymienione wyżej cierpienia. Zaakceptowanie wyników badań byłoby dla Amerykanów jednoznacznym przyznaniem się do stosowania broni chemicznej, a co za tym idzie, popełnienia zbrodni wojennej. Amerykańscy weterani, którzy mieli styczność z Agentem Orange, już w latach 80. wywalczyli odszkodowanie w wysokości 180 mln dolarów. Mimo składania pojedynczych i zbiorowych pozwów Wietnamczyków, wszystkie są konsekwentnie oddalane przez amerykańskie sądy. 

Zapewne nigdy nie doczekamy się ukarania winnych czy też stosownego programu pomocy dla Wietnamu ze strony Stanów Zjednoczonych. 

Zaprezentowane zdjęcia zostały wykonane w 1990 roku przez francuską fotografkę, Marie Dorigny. Mimo upływu blisko 30 lat, nadal mieszkańcy wielu wiosek czy miast wietnamskich borykają się z podobnymi problemami. 

Źródła:
http://fakty.interia.pl/swiat/news-trzy-pokolenia-ofiar-agent-orange,nId,1888721
http://hoga.pl/dobry-temat/agent-orange-czyli-wojna-zbiera-zniwo-po-40-latach-od-jej-konca/
http://bejsment.com/2012/03/13/do-ass/

środa, 11 stycznia 2017

Egzekucja

Są takie zdjęcia, które tylko samą siłą obrazu są w stanie z góry narzucić nam jedną i jedyną interpretację tego, co na nich widzimy. Przykładem może być fotografia Eddiego Adamsa, na której widzimy egzekucję cywila wykonaną przez wojskowego. Nie wszystko jednak jest tu takie oczywiste.

fot. Eddie Adams

Wojna w Wietnamie z pewnością przeszła do historii jako jedna z najbardziej brutalnych w ubiegłym stuleciu. Starcie poniekąd dwóch cywilizacji sprawiło, że najbardziej ze wszystkich cierpieli cywile. To po części ich dotyczy tematyka tego zdjęcia. Podejdziemy do niego z dwóch stron: powszechnego odbioru jak i ukrytej za nim prawdy.

Powszechny odbiór 


Zdjęcie zatytułowane "Generał Nguyen Ngoc Loan rozstrzeliwuje jeńca Wietkongu w Sajgonie" stało się bardzo szybko jednym z największych symboli manifestów antywojennych. Co na nim mamy? Wojskowy w jawny sposób morduje cywila, strzelając mu prosto w głowę na środku ulicy. Czy może być jakikolwiek inny dowód bestialstwa żołnierzy? Tak też obraz ten został odebrany przez ówczesne społeczeństwo. Cywil został przedstawiony jako ofiara, a generał jako potwór. Jednak krótka chwila, jaka została utrwalona przez Adamsa, na zawsze zmieniła życie Ngoc Loana. Zdjęcie trafiło na podatny grunt, albowiem koniec lat 60. to czas wzmożonych protestów antywojennych. Było ono często pokazywane na konferencjach i manifestacjach. Kiedy kilka miesięcy później generał został poważnie ranny w nogę, wysłano go na leczenie do Australii. Tam jednak na wieść o złej sławie wojskowego, musiał zostać przetransportowany do Stanów Zjednoczonych. Tematyka zdjęcia co pewien czas powracała, zwłaszcza w latach 90., kiedy to były generał musiał z powodu protestów i pogróżek zamknąć prowadzoną przez siebie restaurację. Kilka lat później umiera na raka. 

Prawda


Jak w rzeczywistości wyglądała cała sytuacja? Otóż 1 lutego 1968 roku wraz z rozpoczęciem ofensywy Tet Narodowa Milicja, która była bojówką Wietkongu, zaatakowała Sajgon. Ich celem była lokalna policja. Udali się do domów funkcjonariuszy, lecz większość z nich znajdowała się wtedy na służbie. Wobec tego dokonali rzezi ich rodzin. Nie szczędzono kobiet, dzieci, starców. W masowym grobie znaleziono blisko 40 ciał. Na wieść o tej makabrycznej zbrodni za mordercami wyruszyła grupa pościgowa z generałem Nguyen Ngoc Loanem na czele. Udało im się schwytać część sprawców. Jednym z nich był Nguyễn Văn Lém, który był jednym z szefów Narodowej Milicji. Kiedy zbrodniarza postawiono przed obliczem generała, ten wyjął pistolet i z bliska wymierzył sprawiedliwość. 


fot. Eddie Adams


Adams spoglądając na całą sytuacje, był pewny, że jest to forma zastraszania więźnia. Odruchowo jednak uruchomił migawkę i zarejestrował ostatnią sekundę życia wietnamskiego jeńca. Generał odwrócił się do fotografa i powiedział mu, że "Zabił wielu moich ludzi, twoich również", po czym obrócił się i wrócił do kwatery. Ciężko jest ocenić, czy postępowanie wojskowego było słuszne. Nawet sami prawnicy nie są w stanie dokładnie odnieść tej sytuacji do Konwencji Genewskiej. Można to zdarzenie porównać choćby do II wojny światowej, gdzie najczęściej w przypadku członków Waffen SS nie brano jeńców. 


fot. Eddie Adams


Adams za tę fotografię w 1969 roku otrzymał dwie najważniejsze nagrody w dziedzinie obrazu, czyli World Press Photo oraz Pulitzera. Do końca życia miał wyrzuty sumienia, że swym zdjęciem zniszczył przyszłość generała. Kilkukrotnie bronił go publicznie. Po jego śmierci stwierdził, iż "Ten człowiek był bohaterem. Ameryka powinna płakać." Sam Nguyen Ngoc Loan zapytany o to, czy nie ma żalu do fotografa, powiedział: A czemu miałbym mieć? Obaj wykonywaliśmy swoją pracę i staraliśmy się to robić najlepiej jak było to możliwe w tamtych warunkach.

Pamiętajmy, sama fotografia czy to, co widzimy w telewizji, nie oddają nam całej prawdy. Warto bliżej zapoznać się z tematem, zanim osądzimy drugą osobę. 

Źródła:
https://cherrieswriter.wordpress.com/2015/08/03/the-story-behind-the-famous-saigon-execution-photo/
http://www.nytimes.com/1998/07/16/world/nguyen-ngoc-loan-67-dies-executed-viet-cong-prisoner.html
http://archiwum.pdf.edu.pl/text-eddie-adams-general-nguyen-ngoc-loan-rozstrzeliwuje-wieznia-wietkongu-na-ulicy-sajgonu-zdjecie-przeklenstwo-321
http://blurppp.com/blog/legendarne-zdjecia-eddie-adamsa-egzekucja-czyli-manipulacja/

czwartek, 10 października 2013

Masakra w Huế

Wojna w Wietnamie była jednym z najbardziej krwawych konfliktów na świecie po roku 1945. Znaczną większość ofiar nie stanowili żołnierze, lecz ludność cywilna. Szacuje się, że śmierć oraz rany poniosło ponad dwa miliony niewinnych osób. Obie strony konfliktu dokonywały wtedy wielu zabójstw i egzekucji. Jednym z najtragiczniejszych, a wciąż mało znanych epizodów tej wojny jest masakra w Huế, do jakiej doszło w roku 1968.

fot. Horst Faas
Huế to miasto położone w środkowym Wietnamie. Po konferencji genewskiej w roku 1954, miasto znalazło się na obszarze Wietnamu Południowego, jednak nieopodal granicy z komunistyczną częścią tego kraju. Okazało się, że wraz z przebiegiem wojny, miało to bardzo zgubne skutki. W wyniku działań wojennych uległo sporemu zniszczeniu, jednak największą tragedią dla miasta okazała się styczniowa ofensywa wojsk Wietnamu Północnego oraz Wietkongu w roku 1968. 

31 stycznia po silnym uderzeniu, wojska z Północy szybko zajęły miasto. Na miejscu od razu ustanowiona została władza rewolucyjna, której zadaniem było rozprawienie się z "wrogami ludu".  Okupacyjne siły Wietkongu od samego początku były niezwykle sprawnie zorganizowane. Wkroczyły do miasta z gotowymi listami osób, z jakimi należy się jak najszybciej rozprawić. Na liście figurowały osoby związane z miejscową administracją, żołnierze, członkowie partii politycznych, duchowni, zwykli mieszkańcy oraz kilku cudzoziemców. Osoby te zostały szybko aresztowane i wywiezione poza granice miasta. Część z nich została zaklasyfikowana jako niegroźna dla władzy i poddana resocjalizacji, niestety większość osób z listy spotkał tragiczny los. W ciągu zaledwie 24 dni władzy, komuniści dokonali zabójstwa kilku tysięcy mieszkańców. Ich los został poznany dopiero wraz z odkrywaniem kolejnych masowych grobów. 

Po wypędzeniu z miasta żołnierzy Wietkongu okazało się, że praktycznie nie ma w Huế rodziny, która nie straciłaby kontaktu z kimś bliskim lub znajomym. Mężczyźni wysyłani do obozów resocjalizacyjnych nigdy nie powrócili, podobnie, jak zaginęły całe rodziny "wrogów ludu". Rolnicy zauważyli, że w wielu miejscach na polu trawa była bardziej gęsta i wyższa. Wydarzenia wojenne sprawiły, że pierwsze groby i ślady tragedii zaczęto odkrywać dopiero po kilku miesiącach. W całym regionie miasta, a nawet w jego centrum znaleziono dziesiątki miejsc masowych morderstw. Niektóre groby skrywały kilkadziesiąt, a inne nawet setki ciał. Szybko wyszło na jaw ogromne okrucieństwo komunistów. Szczególnie w tym okresie ucierpiała dzielnica katolicka, gdzie tylko jednego dnia zamordowano kilkuset mieszkańców, którzy schronili się w katedrze.

Znalezione ciała w wielu przypadkach były ze sobą powiązane drutem kolczastym, kablem telefonicznym. Do częstych praktyk należało zakłuwanie nożami i bagnetami związanych ofiar, śmiertelne pobicia, podpalenia, czy też zakopywanie żywcem. Nie oszczędzano kobiet, dzieci i starców. Wraz z odkrywaniem kolejnych grobów, rodziny poszukujące bliskich, musiały dokonywać identyfikacji, tylko na podstawie kości oraz fragmentów ubrań i rzeczy osobistych. Zagraniczni reporterzy opisywali te miejsca jako przesiąknięte odorem śmierci, gdzie co jakiś czas rozlegał się przeraźliwy krzyk kobiety odnajdującej swego męża, syna, ojca. Wiele osób przybywało tu chcąc odnaleźć swych bliższych, mając jednak wciąż nadzieję, że nie spotkał ich straszliwy los. 






Właśnie podczas odkrywania i identyfikacji zaginionych, niemiecki fotograf Horst Faas uwiecznił na zdjęciu zrozpaczoną kobietę nad ciałem swego męża. Działo się to w roku 1969, czyli kilkanaście miesięcy po tragicznych wydarzeniach. Nie trudno zrozumieć rozpacz tej kobiety, która przez tak długi czas żywiła się nadzieją, że jednak jej mężowi nic się nie stało. To bardzo tragiczne zdjęcie, zważywszy na fakt, że kilka lat później miasto zostało już na stałe opanowane przez Wietnam Północny, a rządzący robili wszystko, by sprawę jak najlepiej zatuszować, włącznie z przymusowymi wysiedleniami rodzin ofiar. Wśród tych osób mogła się również znajdować kobieta ze zdjęcia. Autor fotografii stał się jednym z najlepszych fotoreporterów wojennych, prawdziwą ikoną wojny w Wietnamie. Jego zdjęcia do dziś stanowią znakomity dowód cierpienia Wietnamczyków oraz bezsensowności tamtego kofliktu.

Szacuje się, że w Huế zamordowanych mogło zostać od 3 do nawet 6-ciu tysięcy osób. Zbrodnia ta wywołała gwałtowne protesty, do których przyłączyli się nawet dotychczasowi zwolennicy komunistów. Choć rząd Wietnamu Północnego oficjalnie potępił sprawców masakry, to jednak dla większości osób była to wyłącznie zagrywka polityczna. Warto dodać, że Huế było jednym z wielu miejsc, które stało się areną masowych morderstw na tle ludności cywilnej.

Źródła:
http://en.wikipedia.org/wiki/Massacre_at_Hu%E1%BA%BF
http://pl.wikipedia.org/wiki/Hu%E1%BA%BF
http://www2.vcdh.virginia.edu/HIUS316/mbase/docs/hue.html
http://vnafmamn.com/fighting/massacre_athue.html