piątek, 11 maja 2018

Bibi Aisha - życie pod rządami Talibów

Afganistan pod rządami talibów stał się jednym z najniebezpieczniejszych miejsc na świecie, i to nie tylko dla obcokrajowców, lecz i samych mieszkańców. Surowe prawo oparte na islamie praktycznie eliminowało kobiety z życia społecznego, tworząc z nich niewolnice mężczyzn. Niestety mimo upadku rządu talibów, w wielu miejscach nie doszło do większych zmian, czego dowodem jest historia Bibi Aishy.

fot. Jodi Bieber

Matka Aishy zmarła, gdy dziewczynka była jeszcze mała. Kiedy miała 12 lat, jeden z jej wujów popełnił morderstwo. Zgodnie z obowiązującym prawem, ojciec dziewczyny chcąc ratować honor rodziny, oddał dziewczynkę rodzinie ofiary, aby spłacić dług. Aisha trafiła do zupełnie obcego miejsca, gdzie natychmiast została wydana za jednego z talibów. Od tego momentu zaczął się okres jej prawdziwej gehenny. Regularnie była bita i gwałcona przez męża, dręczona przez jego rodzinę, a także zmuszana do spania pod jednym dachem ze zwierzętami. W końcu dziewczyna postanowiła uciec. Niestety szybko została złapana. W wieku zaledwie 18 lat wymierzona została Afgance bardzo okrutna kara. Mąż za "przestępstwo" obciął dziewczynie uszy i nos, po czym pozostawił ją na śmierć na środku pustyni. 

Aishy na szczęście udało się przetrwać, po czym dzięki pomocy amerykańskich żołnierzy trafiła do ośrodka dla dręczonych kobiet. O losie dziewczyny dowiedziała się Jodi Bieber, południowoafrykańska fotograf. Akurat była w Afganistanie w celu stworzenia reportażu o afgańskich kobietach. Udało jej się namówić Aishę na sesję zdjęciową. Jak przyznaje sama Biebier: 

Powiedziałam jej, że ma najpiękniejsze włosy, jakie kiedykolwiek widziałam, jak i również, że jest piękną kobietą. Nie byłabym w stanie zrozumieć czy wiedzieć, jak się ona czuje. Jednak mogłam pokazać jej piękno właśnie dzięki fotografii. 

Zdjęcie dziewczyny niezwykle szybko trafiło na okładkę magazynu Time. Wizerunek młodej Afganki stał się jednym z symboli opresji kobiet żyjących pod rządami talibów. Sama Jodi Bieber odznaczona została główną nagrodą w konkursie World Press Photo 2011. Z pewnością wielu osobom obraz ten może się kojarzyć z innym słynnym portretem Afgan Girl, o którym pisałem kilka lat temu. Również i tutaj niezwykle przejmujące są oczy dziewczyny, które jak dla mnie odciągają nawet uwagę od nieistniejącego nosa. 

Losem Aishy zainteresowało się wiele osób ze Stanów Zjednoczonych, gdzie została sprowadzona w celu przeprowadzenia operacji plastycznych oraz odnalezienia nowego życia. Początkowo dziewczyna nie mogła odnaleźć się w nowym świecie, a także musiała poradzić sobie z obecną od wielu miesięcy traumą. Zdaniem lekarzy właśnie ta druga była przeszkodą dla przeprowadzenia operacji. Aisha najpierw otrzymała specjalną protezę nosa. Została również przyjęta pod dach afgańskiej rodziny w Maryland. Szybko nauczyła się pisać i czytać, jak i również porozumiewać w języku angielskim. Do gustu w szczególności przypadły jej szpilki, magazyny o modzie oraz filmy Bollywood. Po pewnym czasie lekarzom udało się zrekonstruować uszy i nos, dzięki czemu Aisha mogła znów poczuć się w pełni kobietą. Tak oto prezentowała się jeszcze ze specjalną protezą. Trzeba przyznać, że faktycznie mamy do czynienia z niezwykle piękną kobietą. 

fot. Alan Goldstein

Aisha miała to szczęście, iż o jej tragicznym losie dowiedziano się na Zachodzie, dzięki czemu trafiła pod opiekę specjalistów. Niestety każdego roku w Afganistanie oraz wielu krajach na świecie kobiety są okaleczane, oblewane kwasem, zabijane tylko dlatego, że chcą walczyć o swe prawa. Obyśmy kiedyś doczekali się takich czasów, gdy religia czy dawna kultura nie będą wyznacznikiem praw społecznych. 

Źródła:
https://www.worldpressphoto.org/collection/photo/2011/portraits/jodi-bieber
https://wiadomosci.onet.pl/kiosk/nowe-zycie-aishy/ltbdz
https://www.npr.org/sections/thetwo-way/2010/10/13/130527903/bibi-aisha-disfigured-afghan-woman-featured-on-time-cover-visits-u-s

niedziela, 15 kwietnia 2018

Ronaldo Schemidt - World Press Photo of the 2018

Za nami rozstrzygnięcie tegorocznego World Press Photo, czyli jednego z najbardziej prestiżowych konkursów fotograficznych na świecie. Laureatem głównej nagrody został Ronaldo Schemidt z Wenezueli, którego zdjęcie z protestów antyrządowych wywarło największe wrażenie na jury. Co powinniśmy wiedzieć o tej fotografii


fot. Ronaldo Schemidt

Wenezuela jest obecnie krajem dotkniętym największym kryzysem gospodarczym na świecie. Utopijne państwo stworzone przez Hugo Chaveza przez lata funkcjonowało na krawędzi. Gospodarka w większości opierała się na sprzedaży ropy naftowej. Socjalna polityka miała dawać obywatelom wiele rzeczy za darmo, a pieczę nad wieloma strukturami państwa, w tym samym wydobyciem ropy, mieli sprawować rządzący. Wszystko to jednak zmieniło się wraz ze śmiercią Chaveza, nowymi wyborami oraz zmianami cen ropy. Wenezuela w szczególności odczuła zmiany rynkowe, a w przeciwieństwie do Rosji, nie dysponowała pokaźnymi rezerwami walutowymi. Na domiar złego brak inwestycji, wyrzucenie z kraju zagranicznych firm wydobywczych spowodowało dramatyczny spadek produkcji czarnego paliwa. Należy tu cały czas pamiętać, że mowa tu o kraju, który wedle szacunkowych danych, posiada największe złoża ropy na świecie. Obecnie władze wydobywają najmniej ropy od ponad 50 lat! 

To dopiero początek problemów. W Wenezueli panuje wysoka przestępczość, a rządzący są oskarżani o fałszerstwa wyborcze. Od początku kadencji Nicolása Maduro inflacja wzrosła do kilku tysięcy w skali roku! Ma to ogromny wpływ na wartość waluty czy też wzrost cen. Każdego miesiąca ceny zmieniają się o kilkadziesiąt lub nawet kilkaset procent. W roku 2012 mieszkańcy Wenezueli mogli zakupić jednego dolara amerykańskiego za około 10 boliwarów. Dziś jest to kwota rzędu 400 tysięcy. W kraju zapanował kryzys humanitarny. W sklepach brakuje produktów pierwszej potrzeby, w szpitalach trudno o medykamenty, a niektóre osoby korzystają nawet z leków dla zwierząt. Do tego Wenezuelczycy zmagają się z brakiem prądu czy wody. Rząd o trudną sytuację obwinia opozycję oraz Amerykanów.

Od 2014 roku prowadzone są regularne manifestacje antyrządowe. Mieszkańcy protestują przede wszystkim przeciw wysokiej inflacji, łamaniu praw człowieka, podwyżkom cen czy lekceważeniu, wręcz blokowaniu opozycji i mediów. Przyjmuje się, że tylko do końca 2017 roku z rąk rządzących zginąć mogło nawet kilkuset protestujących. Jedną z manifestacji na swych zdjęciach uchwycił Ronaldo Schemidt, fotograf AFP. Na głównym zdjęciu znajduje się 28-letni José Víctor Salazar Balza. 

Fotografia została wykonana w maju 2017, podczas starć demonstrantów z siłami rządowymi. Salazar zapłonął w wyniku wybuchu benzyny. Jedne źródła podają, iż była to eksplozja baku motocykla, inne zaś, że niesiony przez mężczyznę koktajl Mołotowa. Choć cała sytuacja wygląda niczym występ kaskaderski do filmu, to jednak zdarzyła się naprawdę, a mężczyzna ledwo uszedł z życiem. Na całe szczęście innym protestującym udało się szybko ugasić płomienie. Salazar miał jednak poparzone ponad 70 procent ciała i przeszedł ponad 30 operacji chirurgicznych. Obecnie dochodzi do zdrowia. 



Źródła:
https://www.diariolasamericas.com/america-latina/joven-quemado-protesta-caracas-requiere-ayuda-economica-n4128752
https://pl.wikipedia.org/wiki/Protesty_w_Wenezueli_(od_2014)
https://ceo.com.pl/wenezuela-jest-bankrutem-stoi-na-ropie-i-tonie-89140



wtorek, 13 marca 2018

Agent Orange - niewidzialny amerykański zabójca

Wojna w Wietnamie z pewnością była jedną z najbardziej brutalnych w II połowie XX wieku. Starcie komunizmu z kapitalizmem przyczyniło się do śmierci kilku milionów osób, dokonując wręcz istnego spustoszenia w tym azjatyckim regionie. Obie strony decydowały się na radykalne metody walki z wrogiem, jednak bez wątpienia najgroźniejsze skutki niosło ze sobą użycie przez siły amerykańskie środków do opryskiwania roślin. Jeden z nich, zwany Agentem Orange, do dziś nęka Wietnamczyków.

fot. Marie Dorigny


Jak zapewne niektórzy czytelnicy wiedzą, siła wojsk Wietnamu Północnego tkwiła przede wszystkim w działaniach partyzanckich prowadzonych w dżungli. To właśnie dżungla, lasy, liczne wioski w ich sąsiedztwie stanowiły bazy operacyjne Wietkongu. Dzięki licznym kanałom przerzutowym, pomocy ludności wiejskiej, partyzanci oraz regularna armia mogły prowadzić działania obronne i zaczepne z wrogiem. Zdając sobie sprawę z naturalnego obrońcy Wietkongu, Amerykanie wpadli na pomysł likwidacji chroniącej ich roślinności.

W tym celu do Wietnamu zaczęto sprowadzać ogromne ilości herbicydów. Jest to rodzaj pestycydów, których zadaniem było wyniszczenie drzew, pól uprawnych. Do początku lat 70. w ramach operacji Ranch Hand na wietnamskie pola i lasy zrzucono ponad 70 mln litrów herbicydów. Przyjmuje się, że spryskano około 1/4 Wietnamu Południowego, obszar, na którym mieszkało 4,5 miliona osób. Pestycydy miały działać niczym trujący napalm, skutecznie eliminując kryjówki i zaplecze żywieniowe Wietkongu. Ogromną część zrzuconych pestycydów stanowił Agent Orange. Jego nazwa wzięła się od koloru oznaczeń na beczkach, w którym go przechowywano. Mamy tutaj do czynienia z niezwykle silnym defoliantem, który całkiem szybko i skutecznie niszczył rośliny szerokolistne, uprawy warzywne, krzewy i drzewa liściaste. Jest on w stanie niszczyć młode drzewa w ciągu 3-4 tygodni. 

Dopiero po pewnym czasie okazało się, że Agent Orange zawierał TCDD – groźną dioksynę, która ma szkodliwy wpływ na zdrowie ludzi. Badania dowiodły, że okres połowicznego zaniku tej dioksyny w ciele człowieka wynosi ok. 10-15 lat, natomiast w wodach gruntowych wydłuża się nawet do ponad 100 lat. Dodatkowo odkłada się w tłuszczu zwierząt, przez co oczywiście wędruje w górę łańcucha pokarmowego. Nie trzeba w tym wypadku przypominać, że ogromne ilości tego środka dostały się do wód gruntowych, przez co będą nadal aktywne przynajmniej przez najbliższe 50 lat. 

Agent Orange ma potworny wpływ na ludzki organizm. Przede wszystkim ma zgubny wpływ na nasze geny. Po zakończeniu wojny szybko zaczęto zauważać gigantyczny wzrost liczby zachorowań na nowotwory, jak i narodzin chorych oraz zdeformowanych dzieci. Czynnik ten powoduje charakterystyczne zmiany wyglądu twarzy, deformacje płodów, poronienia, upośledzenia oraz niedorozwój. Defekty genetyczne sprawiły, że kilka pokoleń musi żyć z piętnem różnych chorób i zmian cielesnych. Wietnamskie władze oszacowały, że od czasu zakończenia wojny w wyniku kontaktu z Agentem Orange, śmierć poniosło około 400 tysięcy osób, a na świat przyszło ponad pół miliona dzieci z wadami genetycznymi. Wietnamskie Stowarzyszenie Ofiar Agent Orange (VAVA) twierdzi, że obecnie w Wietnamie żyje blisko 3 miliony ludzi dotkniętych działaniem substancji. 

fot. Marie Dorigny



Oczywiście do dziś rząd amerykański nie chce oficjalnie uznać, że Agent Orange ma wpływ na wymienione wyżej cierpienia. Zaakceptowanie wyników badań byłoby dla Amerykanów jednoznacznym przyznaniem się do stosowania broni chemicznej, a co za tym idzie, popełnienia zbrodni wojennej. Amerykańscy weterani, którzy mieli styczność z Agentem Orange, już w latach 80. wywalczyli odszkodowanie w wysokości 180 mln dolarów. Mimo składania pojedynczych i zbiorowych pozwów Wietnamczyków, wszystkie są konsekwentnie oddalane przez amerykańskie sądy. 

Zapewne nigdy nie doczekamy się ukarania winnych czy też stosownego programu pomocy dla Wietnamu ze strony Stanów Zjednoczonych. 

Zaprezentowane zdjęcia zostały wykonane w 1990 roku przez francuską fotografkę, Marie Dorigny. Mimo upływu blisko 30 lat, nadal mieszkańcy wielu wiosek czy miast wietnamskich borykają się z podobnymi problemami. 

Źródła:
http://fakty.interia.pl/swiat/news-trzy-pokolenia-ofiar-agent-orange,nId,1888721
http://hoga.pl/dobry-temat/agent-orange-czyli-wojna-zbiera-zniwo-po-40-latach-od-jej-konca/
http://bejsment.com/2012/03/13/do-ass/