niedziela, 12 stycznia 2020

Dmitrii Baltermants - Grief

II wojna światowa była okresem, w którym zginęły miliony osób, a przy tym dostarczyła jednak wielu ikonicznych fotografii. Sporo osób zapewne kojarzy obrazy wyzwalanych więźniów obozów koncentracyjnych, flagę na Iwo Jimie, Monte Cassino czy też pocałunek z dnia zwycięstwa. O części z nich już pisałem wcześniej na blogu. Tym razem chciałbym przyjrzeć się zdjęciu wykonanym w 1942 roku przez Dmitriego Baltermantsa. Powszechnie znane jest ono jako Grief, czyli cierpienie. 


fot. Dmitrii Baltermants


Jak doskonale wiadomo, wojska niemieckie na terenach okupowanych stosowały liczne narzędzia terroru. Często bowiem dochodziło do masowych egzekucji, podpaleń. Szczególnie tyczyło się to ludności żydowskiej, która w oczach pewnego niespełnionego kaprala nabrała znaczenia największego zagrożenia dla aryjskiej rasy. Już w czasie inwazji na Polskę w 1939 roku dochodziło do egzekucji Żydów. Przybrały one na sile wraz z atakiem III Rzeszy na Związek Radziecki. Niedługo po zajęciu Kijowa Niemcy w pobliskim Babim Jarze w kilka dni zamordowali ponad 30 tysięcy Żydów. Do podobnych zbrodni dochodziło w wielu innych miastach w ZSRR. Jedna z takich historii miała miejsce na Krymie. 

Słynny półwysep był areną jednych z najbardziej zaciekłych walk w trakcie II wojny światowej. We wrześniu 1941 roku praktycznie cały Krym z wyjątkiem Sewastopola znalazł się w niemieckich rękach. Już wtedy specjalne oddziały zajmowały się likwidacją ludności żydowskiej. Do największej masakry doszło w listopadzie, kiedy to Niemcy w okolicach miasta Kercz zamordowali w rowach przeciwczołgowych ponad 7 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Na przełomie grudnia i stycznia miała miejsce operacja desantowa kerczeńsko-teodozyjska, podczas której wojskom ZSRR udało się wyzwolić Półwysep Kerczeński we wschodniej części Krymu. To właśnie wtedy odkryto miejsce rozstrzelań. 

Wraz z wojskami znalazł się tam urodzony w Warszawie Dmitri Baltermants. Oficjalny wojskowy fotograf zastał przerażający obraz setek, tysięcy zamrożonych zwłok, wśród których błądziły kobiety w poszukiwaniu członków swych rodzin. Na pierwszym planie widzimy rozpacz dwóch kobiet, które prawdopodobnie znalazły swych mężów lub synów. Na posiadanym negatywie wiele lat po wojnie fotograf nieco przyciemnił niebo, aby całość nabrała jeszcze bardziej posępnego i przejmującego charakteru. 

Zdjęcie jednak z powodu potencjalnie zbyt dużego szoku dla opinii publicznej zostało ocenzurowane. Dopiero w latach 60. oficjalnie opublikowano je w prasie. Z miejsca stało się ono ikonicznym obrazem wojny, dla wielu dobitnie podsumowującym smutek, cierpienie, które dotknęło miliony obywateli ZSRR.

Fotografia ta została kilka lat temu umieszczona na liście 100 najważniejszych zdjęć w historii, według magazynu Time



fot. Dmitrii Baltermants


Źródła:






czwartek, 9 stycznia 2020

Pride 1985 - romans z potrzeby

Historia pokazuje, że w niektórych okolicznościach dochodzi do pewnych przymierzy, które w normalnych warunkach nie przyszłyby nam do głowy. Tyczy się to zarówno wydarzeń politycznych, społecznych jak i militarnych. Jednym z takich nieoczekiwanych układów był sojusz, jaki zawarły ze sobą w Anglii związki górnicze z organizacjami LGBT. 


fot. Colin Clews


Wielka Brytania była miejscem, gdzie rozpoczęła się wielka rewolucja przemysłowa. To właśnie tutaj prężnie działały setki kopalń węgla kamiennego, który był niezbędny dla gospodarki. Jeszcze przed I wojną światową wydobywano tu rocznie ponad 300 mln ton węgla, a w całym sektorze zatrudnionych było ponad milion osób. W owym czasie Wielka Brytania była drugim na świecie po USA wydobywcą węgla. Jednak z biegiem kolejnych dekad jej rola, jak i samego górnictwa zaczęła maleć. 

Po II wojnie światowej większość kopalń została znacjonalizowana przez rząd, a samo górnictwo zyskało liczne subsydia. Niestety w związku z ekspansją węgla z krajów bloku wschodniego brytyjski węgiel stał się mniej konkurencyjny. Już pod koniec lat 50. wydobycie spadło poniżej 200 mln ton rocznie, a setki kopalń zaczęto likwidować. W latach 70. wzrosło znaczenie ropy naftowej, gazu ziemnego, a przede wszystkim energii jądrowej. Mimo wszystko górnicy cieszyli się sporymi przywilejami, jak i posiadali silne związki zawodowe. Jeszcze w latach 70. byli w stanie swymi strajkami i protestami obalać rządy. Wszystko to jednak zmieniło się wraz z wkroczeniem na arenę Margaret Thatcher.

Żelazna Dama była przeciwna mocnej pozycji związków zawodowych, jak i dążyła do radykalnych zmian w gospodarce. Na początek zabrała się za hutnictwo, gdzie w ciągu kilku lat zatrudnienie w tym sektorze zmalało z 200 do 70 tysięcy. Zdaniem ekonomistów mimo nowoczesnych kopalń, rocznie rząd musiał dokładać do tej gałęzi gospodarki aż 250 mln funtów. Przy tym węgiel importowany do Wielkiej Brytanii był o 25% tańszy niż pozyskiwany na miejscu. W 1983 roku premier wyznaczyła Iana MacGregora na osobę odpowiedzialną za restrukturyzację górnictwa. Na początku 1984 roku zaplanowano zamknięcie 20 ze 170 czynnych kopalni, choć w planach była likwidacja kolejnych 70. To oczywiście nie spodobało się związkom zawodowym. 12 marca 1984 roku rozpoczął się ogólnokrajowy strajk, choć nie objął on wszystkich ośrodków. Głównie przebiegał on na terytorium Walii. Strajk traktowany był jako konfrontacja między górnikami a rządem. Wiadomym było, że tylko jedna strona może wyjść z tego zwycięsko. 

Protestujący górnicy oczywiście nie otrzymywali pensji. Ich sytuację można porównać nieco do ośrodków górniczych na Górnym Śląsku. W tradycyjnych rodzinach to mężczyzna był jedynym żywicielem rodziny. W takim wypadku całe rodziny pozostawały bez środków do życia. Można było to choćby zobaczyć w takich kinowych produkcjach jak Billy Elliot czy Dumni i wściekli. Zaczęto zatem tworzyć w całej Wielkiej Brytanii zbiórki na rzecz górników. I tu właśnie dochodzimy do głównej historii. Jedną z bardziej prześladowanych w latach 70. i 80. w Anglii społeczności były osoby homoseksualne. Był to czas, kiedy zaczęto mówić o HIV i AIDS, a dopiero w roku 2000 oficjalnie zniesiono zakaz publicznej manifestacji orientacji seksualnej. 

Nic zatem dziwnego, że niektórzy z aktywistów dostrzegli nieco analogiczną sytuację u górników, którzy byli brutalnie pacyfikowani przez policję podczas pikiet. Jedną z takich osób był Mark Ashton, który wraz z przyjacielem Michaelem Jacksonem w czerwcu 1984 roku założył organizację Lesbians and Gays Support the Miners. Rozpoczęli oni kwesty na rzecz rodzin górników, a wkrótce do ich akcji dołączyło kilkanaście innych grup. LGSM wspierała przede wszystkim górników z okolic walijskiego Swansea. Mimo początkowej niechęci szybko doszło do wspólnych kontaktów, jak i wizyt. Przez nieco ponad pół roku grupie udało się zebrać 22,5 tysiąca funtów (dziś ponad 67), gdzie całość trafiła do rodzin górników. 

Dosyć sporym zaskoczeniem dla wielu osób był fakt, iż podczas odbywającej się 29 czerwca 1985 roku parady równości w Londynie, na samym przodzie wspólnie ze sobą maszerowali walijscy górnicy z gejami i lesbijkami. Był to wyraz solidarności i wdzięczności za okazaną pomoc. Jeszcze tego samego roku dzięki wsparciu Krajowego Związku Zawodowego Górników do statusu Partii Pracy wpisano walkę o prawa mniejszości seksualnych. Polecam przy okazji wspomniany wcześniej film Dumni i wściekli, który bliżej przedstawia całą sytuację. 




fot. 2, 3, 4 NN



Strajk górników zakończył się w 1985 roku niepowodzeniem. Wielka Brytania w owym czasie sprowadzała nawet węgiel z Polski, dzięki czemu była w stanie zaspokoić potrzeby gospodarki. Górnikom nie tylko nie udało im się złamać Thatcher, lecz również cała sytuacja mocno odbiła się na ich sytuacji finansowej. Choć wielu z nich wróciło do pracy, to przyjmuje się, że straty w rodzinie górniczej w owym czasie wyniosły średnio 7-8 tysięcy funtów. Dla rządu cały strajk również okazał się niezwykle kosztowny, a przy tym oznaczał kolejną rewolucję przemysłową. Już kilka lat później roczne wydobycie spadło poniżej 100 mln ton. Obecnie wszystkie duże ośrodki zostały zlikwidowane, a w całym sektorze górniczym pracuje mniej niż 2 tysiące osób. Mark Ashton, który założył organizację LGSM, zmarł w 1987 roku w wyniku powikłań związanych z AIDS. 

Źródła:
https://www.vice.com/en_uk/article/exqzp4/jonathan-blake-lgsm-pride-923
https://en.wikipedia.org/wiki/Lesbians_and_Gays_Support_the_Miners
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1606627,1,jak-thatcher-rozbila-gornikow.read
https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/480497,zamykanie-kopaln-w-wielkiej-brytanii-brytyjski-wegiel-i-margaret-thatcher.html


wtorek, 21 maja 2019

Pieta - śmierć w cieniu narkotyków

Narkotyki to niewątpliwie problem, który na dużą skalę dotyka wielu krajów na świecie, zwłaszcza tych miejsc, gdzie panuje bieda i bezrobocie. Jednym z takich przykładów są Filipiny. Od 2016 roku miejscowy rząd wydał jednak bezwzględną wojnę narkotykom, a rozporządzenie Rodrigo Duterte przyczyniło się do ulicznych polowań. Jedną z ofiar nowej polityki stał się Michael Siaron, którego ciało w objęciach ukochanej znalazło się na zdjęciach wielu dzienników na całym globie. 

fot. Raffy Lerma





Rodrigo Duterte to jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci w świecie polityki. Kandydując w 2016 roku na urząd prezydenta Filipin, zapowiedział, że jego celem będzie zabicie nawet 100 tysięcy osób związanych z narkotykami. Dzięki ogromnemu poparciu od tego czasu sprawuje urząd głowy państwa. Jednym z jego pierwszych dekretów było wydanie wojny przemysłowi narkotykowemu. Nie był to oczywiście odosobniony pomysł, jednak jego założenia i realizacja to coś zupełnie nowego. Przede wszystkim policjanci oraz zamaskowani zabójcy, którzy są często opłacani przez kraj, otrzymali parasol ochronny dla zabijania dealerów czy narkomanów. 

Według oficjalnych informacji, tylko przez kilka pierwszych miesięcy zabitych zostało blisko 5 tysięcy osób. Do dziś liczba ta jest kilkukrotnie większa, a nieoficjalnie mówi się o kilkudziesięciu tysiącach ofiar. Na wezwanie prezydenta mieszkańcy mogą dokonywać samosądów, za które to nie poniosą odpowiedzialności karnej. Oczywiście taka sytuacja prowadzi do sporych nadużyć. Trudno bowiem oszacować, jak wielu Filipińczyków zginęło w wyniku sąsiedzkich zatargów, porachunków mafijnych. Nie jest bowiem trudno w tym kraju zabić drugiego człowieka z jednoczesnym podrzuceniem mu narkotyków. Wiele organizacji otwarcie krytykuje działania Duterte. Ten zaś nazwał Baracka Obamę i papieża Franciszka "skurwysynami". Swego czasu zagroził nawet synowi, że jeśli zarzuty wobec niego zostaną potwierdzone, to rozkaże policji go zabić. 

W miastach na porządku dziennym są morderstwa. Dla wielu Filipińczyków mimo ogromnych zagrożeń, handel narkotykami nadal jest głównym źródłem utrzymania. 23 czerwca 2016 roku fotograf, Raffy Lerma jak każdej nocy przemieszczał się po Manili ze swym aparatem. Około 1:30 przybył na ulicę Edsa Taft-Pasay, gdzie natknął się na bardzo przejmującą scenę. Na środku ulicy, otoczona tłumem i kordonem policyjnym znajdowała się młoda dziewczyna trzymająca w ramionach martwe ciało chłopaka. Godzinę wcześniej do Michaela Siarona podjechał na motocyklu zamaskowany mężczyzna, po czym zastrzelił go z zimną krwią. Przy ciele pozostawił zaś karton z napisem: "jestem dealerem narkotyków, nie naśladuj mnie". 



Dziewczyna trzymając ukochanego w ramionach, prosiła jednocześnie gapiów o pomoc. Wszyscy jednak wiedzieli, że na nią jest już za późno. Raffy Lerma stwierdził potem, że cała scena prezentowała się niczym z desek teatralnych, świętego obrazu - jej oświetlenie, cisza oraz lament dziewczyny na długo pozostały w głowie wszystkim obecnym. Uchwycony kadr, poza dziewczyny i chłopaka nie bez powodu od razu kojarzą się z pietą watykańską Michała Anioła. 

Po powrocie do redakcji, lokalni reporterzy byli tym wszystkim wstrząśnięci. Jeden z nich stwierdził nawet, że nie chce już być fotografem. Wszyscy mieli takie samo poczucie winy. Czuli się winni, że nie byli w stanie pomóc ofierze i jego dziewczynie. Wykonywali tylko swą pracę. Zadecydowali jednak, że zdjęcia powinny zostać opublikowane, aby przekazać światu to, co się dzieje na Filipinach. 


fot. Raffy Lerma


Źródła: 



piątek, 3 maja 2019

Najsłynniejsze selfie w historii

Już od kilku lat jedną z najbardziej popularnych kategorii fotograficznych jest selfie. Tworzenie autoportretów za pomocą smartfona to dla wielu osób wręcz codzienny rytuał. Każdego dnia powstają niezliczone ilości takich zdjęć. Spośród milionów, miliardów takich zdjęć wybijają się jednak takie, o których swego czasu było niezwykle głośno.



2 marca 2014 w Dolby Theatre w Hollywood odbyła się 86. ceremonia wręczenia Oscarów. Jej prowadzącą została gwiazda telewizyjnych talk-show Ellen DeGeneres, dla której była to już druga taka gala w historii. Był to dzień, kiedy o statuetkę dla najlepszego filmu walczyły takie produkcje jak Zniewolony. 12 Years a Slave (wygrał), American Hustle, Ona, Witaj w Klubie, American Hustle, Wilk z Wall Street czy Grawitacja. W mediach to jednak nie laureaci poszczególnych nagród, lecz pewna fotografia zdobyła największy rozgłos.

W pewnym momencie pośród gwiazd i publiczności pojawiła się Ellen ze smartfonem w ręku. Zaczęła sobie robić selfie z wybranymi gwiazdami. Gdy doszła do Meryl Streep, wpadła na pomysł, aby pobić kolejny rekord. Ponieważ Meryl jest najczęściej nominowaną aktorką w historii Oscarów, Ellen wyszła z propozycją, aby obie zrobiły sobie zdjęcie, które ma pobić rekord w udostępnieniu na Tweeterze. Sytuacja nieco "wymknęła się spod kontroli", gdyż prowadząca zaczęła zapraszać do siebie coraz więcej gwiazd. W końcu telefon przejął od niej Bradley Coopper, który ostatecznie wykonał słynne zdjęcie. Oprócz Ellen, Meryl i Bradleya na selfie znaleźli się: Jennifer Lawrence, Channing Tatum, Julia Roberts, Kevin Spacey, Brad Pitt, Lupita Nyong wraz z bratem, Angelina Jolie i Jared Leto.

Cała sytuacja tak prezentowała się w telewizji:


Zdjęcie błyskawicznie zostało udostępnione na Tweeterze. Jeszcze przed końcem gali obraz udostępniono ponad 2 mln razy, by w ciągu doby liczba ta wzrosła do 3 mln. Dzięki temu w owym czasie stał się on rekordzistą amerykańskiego portalu społecznościowego. Z pewnością można powiedzieć, że na chwilę obecną jest najsłynniejszym selfie świata.

Dopiero po pewnym czasie wyszło na jaw, że cała spontaniczna akcja okazała się zaplanowanym działaniem firmy Samsung. Za selfie oraz kilka reklam w ciągu gali koreańska firma zapłaciła aż 20 mln dolarów. Ellen specjalnie otrzymała do tego celu najnowszy model Samsung Galaxy Note III, po czym przeszła szybkie szkolenie z jego obsługi. Choć nieco umniejsza to walory fotografii, to jednak nadal ma ona dużą moc, jak i wartość historyczną. Wystarczyło kilka lat, by Kevin Spacey stał się w Hollywood persona non grata, a "idealne" małżeństwo Pitta i Jolie nie przeszło próby czasu. 

Źródła:


środa, 27 marca 2019

Tragedia cygańskich dzieci, czyli o manipulacji słów kilka

W przypadku wielu materiałów fotograficznych w historii często dochodziło i nadal dochodzi do przeinaczania pewnych faktów, manipulowania nimi. Najczęściej mamy do czynienia z propagandą rządową bądź ze strony wybranych środowisk. Pod pewnymi względami przykładem tego może być zdjęcie czwórki cygańskich dzieci.

fot. N.N



Okres dwudziestolecia międzywojennego wielu osobom kojarzy się z czasami prosperity. Wzniesiona zostaje Gdynia jako jeden z nowocześniejszych portów morskich w Europie, w planach budowy znajduje się Centralny Okręg Przemysłowy. Niestety w wielu wsiach i miasteczkach nadal panuje bieda, którą można porównać do warunków z II połowy XIX wieku. Tyczy się to zwłaszcza lat 20. Bieda i nędza w szczególności dotknęły ludności cygańskiej. W 1923 roku mąż Marianny Dolińskiej zostaje aresztowany za wielokrotne kradzieże. Kobieta zostaje nagle sama z czwórką dzieci, bez żadnych środków do życia. Zaczyna snuć się od wioski do wioski w rejonie Radomia. W końcu wyczerpana całą sytuacją, popadająca w obłęd kobieta decyduje się na desperacki czyn. Postanawia skrócić cierpienia swych dzieci, wieszając je na drzewie. Dochodzi wtedy do morderstwa Stefana (7 lat), Bronisławy (5 lat), Antoniego (3 lata), Zosi (6 miesięcy). Nazajutrz kobieta zgłasza się na najbliższy posterunek policji. Przybyli na miejsce stróże prawa są przerażeni widokiem dzieci. Jeden z policjantów wykonał wtedy kilka zdjęć miejsca zdarzenia.


fot. N.N 



Kobieta po kilku miesiącach zostaje uznana za obłąkaną i trafia do szpitala psychiatrycznego. Trafia pod opiekę lekarza, Witolda Łuniewskiego. Ten uznaje, że kobieta cierpi na coś, co dziś możemy nazwać chorobą afektywną dwubiegunową. Jasnym jest, że czyn, którego dokonała, nie był do końca wynikiem świadomych działań. Do swej śmierci w 1928 roku Marianna Dolińska przebywała w ośrodku w Tworkach. To właśnie w tym czasie lekarz publikuje artykuł o swej pacjentce, który został między innymi zilustrowany zdjęciem samej Marianny, jak i zamordowanych dzieci.

Tuż po zakończeniu wojny zdjęcie wykonane z innej perspektywy znalazło się w kolejnym medycznym artykule. Z niewyjaśnionych do dziś przyczyn w różnych kręgach zaczęła krążyć trzecia fotografia, która zapewne była połączeniem dwóch poprzednich. Ponieważ negatyw bądź oryginał uległ uszkodzeniom, sporo osób uznało, że owe linie na zdjęciu to drut kolczasty. Szybko powiązano obraz ze zbrodniami dokonanymi przez UPA. W 1993 roku w jednym z artykułów we wrocławskim czasopiśmie "Na Rubieży" umieszczona została tytułowa fotografia z podpisem Dzieci polskie zamęczone i pomordowane przez oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii w okolicy wsi Kozowa. Od tego czasu zaczęto powszechnie ją uznawać za faktyczne zbrodnie Ukraińców. Warto przy tym dodać, że w czasie wojny próbowano przypisać całą historię bolszewikom i ich rzekomego mordu na dzieciach z 1919 roku.

Nie można zaprzeczyć, że wydarzenia na Wołyniu były ogromną tragedią, gdzie dokonywano bestialskich, wręcz brutalnych mordów na dzieciach, kobietach i mężczyznach. Niemniej jednak w tym przypadku do ich ilustracji użyto zdjęcia wykonanego 10 lat wcześniej, zanim jeszcze nastroje antypolskie osiągnęły punkt kulminacyjny. W międzyczasie znaleziono nawet dowódców odpowiedzialnych za ten mord czy też uznano jednego z niemieckich żołnierzy za autora zdjęcia. Dziś wciąż w wielu kręgach nadal panuje błędne przekonanie o pochodzeniu i znaczeniu fotografii. Doszło nawet do tego, iż przez pewien czas na jednym z oficjalnych pomników pamięci pomordowanych przez UPA widniała rzeźba inspirowana tytułowym zdjęciem.

Źródła:
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/95-lat-temu-marianna-dolinska-dokonala-dzieciobojstwa-zdjecia-przeszly-do-historii/s38fdw9
https://pl.wikipedia.org/wiki/Marianna_Doli%C5%84ska

środa, 13 marca 2019

George Junius Stinney - skazany za niewinność

Tak często łączone hasła prawa i sprawiedliwości nie zawsze idą ze sobą w parze. W dziejach mieliśmy już wiele przypadków, kiedy niewinne osoby skazano na surowe wyroki czy nawet karę śmierci. Jedna z takich mniej znanych historii dotyczy 14-letniego George'a Juniusa Stinney'a Jr. 


fot. N.N


Lata 40. XX wieku w Stanach Zjednoczonych to okres, w którym wciąż panuje segregacja rasowa, w szczególności widoczna w południowych stanach. Choć wielu czarnoskórych żołnierzy walczy na frontach II wojny światowej, to jednak wciąż spotykają się z wykluczeniem, rasizmem (świetnym przykładem tego zjawiska jest nominowany do Oskarów film Mudbound). W samej Ameryce ciemnoskóra ludność musi korzystać z osobnych miejsc w autobusach, kin, hoteli czy restauracji. Na porządku dziennym są wszelkie nadużycia policyjne. Idealnym i niestety tragicznym tego przykładem jest George Junius Stinney.

W 1944 roku w miasteczku Alcolu w Południowej Karolinie dochodzi do morderstwa dwóch białych dziewczynek, 11-letniej Betty June Binnicker i 8-letniej Mary Emmy Thames. Następnego dnia policja zatrzymuje George'a jako podejrzanego. Według funkcjonariuszy chłopiec na posterunku przyznaje się do postawionych mu zarzutów. Wkrótce dochodzi do procesu, który trwa łącznie mniej niż 3 godziny. Ława przysięgłych składająca się jedynie z białych obywateli wydaje werdykt, a sędzia uznaje chłopca winnym, skazując go na karę śmierci. Obrońca nie wykazuje większych chęci pomocy, pomijając nawet opcję odwołania się od wyroku. Po kilku miesiącach dochodzi do egzekucji na krześle elektrycznym. Strażnicy mieli ponoć spore problemy z dostosowaniem krzesła do wątłej budowy ciała chłopca, a w czasie wykonywania wyroku odsłoniła się spod maski przerażona twarz George'a. Stał się on jedną z najmłodszych osób skazanych na karę śmierci. 

Jeszcze przed wyrokiem wiele osób wysyłało do gubernatora stanu listy z prośbą o ułaskawienie. Ten jednak w roku wyborów bał się negatywnej opinii publicznej, przez co odmówił skorzystania z tego prawa. Tuż po wyroku, Catherine, siostra George'a rozpoczęła walkę o dobre imię chłopca. 

Od początku wiele na to wskazywało, że został on niesłusznie skazany. Przede wszystkim obie dziewczynki zabito przez zadanie wielu ciosów ciężką belką kolejową. Wątpliwie, aby chłopiec o wadze ledwie 40 kg mógł dysponować taką siłą. Zeznania policyjne również budzą wiele zastrzeżeń. George miał się ponoć przyznać do uderzenia dziewczynek w obronie własnej. Nie ma z przesłuchań żadnych nagrań, protokołów, jedynie notatki obu policjantów. Wszystko na to wskazuje, że same zeznania zostały wymuszone w czasie tortur. Odmawiając łaski, gubernator argumentował ten fakt, iż obie dziewczynki zostały zgwałcone przez chłopca. Tymczasem żadne badania medyczne nie potwierdzają takiego zdarzenia. 

Dopiero w 2004 roku lokalny historyk, George Frierson zaczął żmudne zbieranie wszelkich informacji na temat chłopca i wydarzeń sprzed 60 lat. Dzięki jego staraniom i ponownym otwarciu sprawy, w 2014 roku sąd orzekł, że George Junius Stinney został niesłusznie skazany na karę śmierci, jak i również nie zagwarantowano mu praw zawartych w konstytucji.  

Tak według filmowców mogła wyglądać egzekucja chłopca:



Źródła:
https://en.wikipedia.org/wiki/George_Stinney








piątek, 25 stycznia 2019

Sudan - ostatnie pożegnanie

2018 rok uwieczniony został na niezliczonej ilości zdjęć. Spośród nich wszystkich jednym z najbardziej przejmujących jest ostatnie pożegnanie Sudana, 45-letniego nosorożca północnego białego, będącego jedynym na świecie samcem tego gatunku. Wydarzenie to stało się symbolem dewastującego wpływu człowieka na środowisko.

fot. Ami Vitale


Afryka przez ostatnie kilkadziesiąt lat stała się przykładem zgubnego dla środowiska wpływu człowieka. Szczególnie jest to zauważalne w jej środkowej i południowej części, gdzie lokalne kraje i społeczności zmagają się z problemem kłusownictwa. Choć mamy XXI wiek, to jednak nadal w wielu krajach, głównie azjatyckich, ludzie wierzą w zabobony i mity o wielkiej mocy rogu nosorożca. W medycynie Wschodu sproszkowany róg nosorożca uznaje się za lekarstwo na choroby wątroby, serca, skóry. Mówi się o nim również jako o doskonałym afrodyzjaku. Choć oczywiście żadne naukowe badania tego nie potwierdzają, to jednak idiotów na tym świecie nie brakuje. 

W szczególności ceniony jest róg nosorożca białego. Gatunek ten pod koniec XIX wieku był bliski wyginięcia. Na wolności przy życiu pozostało zaledwie kilkadziesiąt osobników w regionie dzisiejszego RPA. Wzmożone wysiłki obrońców przyrody sprawiły, że nieco ponad 100 lat później ich liczebność sięgnęła ponad 20 tysięcy! Sukces ten jest oczywiście niweczony przez kłusowników, którzy zabijają, okaleczają zwierzęta dla ich rogów. Dla nich każdy taki element na czarnym rynku wart jest kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Największa tragedia niestety dosięgła nosorożca białego północnego. Są to zwierzęta, których nazwa wzięła się z błędu tłumaczeniowego, gdyż powinniśmy bardziej używać terminologii szeroki bądź szerokopyski. Gatunek ten wyróżnia się charakterystycznym, zakrzywionym rogiem, co oczywiście jeszcze bardziej wpływa na jego "magiczność". 

Na przełomie XX i XXI wieku nosorożce białe północne stanęły na skraju wymarcia. Zaliczone zostały do najbardziej zagrożonych na świecie gatunków. Większość ostatnich osobników żyła w niewoli. Podjęto oczywiście próby ich ratowania, jednak okazały się one bezowocne. Na początku 2018 roku przy życiu pozostały zaledwie 3 osobniki: Sudan, ostatni samiec oraz bezpośrednio spokrewnione z nim Najin oraz Fatu. Wszelkie próby ich rozmnożenia spełzły na niczym.

Podstarzały Sudan większość swego życia spędził w czeskim Zoo. W 2009 został przetransportowany do Kenii. Od razu stał się oczkiem w głowie lokalnego personelu. Niestety z biegiem lat jego organizm coraz częściej odmawiał posłuszeństwa. Nosorożec cierpiał na choroby skóry, jak i również w jego nogi wdała się infekcja. Lekarze chcąc ukrócić cierpienia, w marcu ubiegłego roku zdecydowali się uśpić zwierzę. 19 marca 2018 roku nadszedł bolesny czas rozstania. To własnie wtedy schorowanemu nosorożcowi podano środki usypiające. Jego stan był na tyle poważny, iż nawet nie mógł samodzielnie się poruszać. Ostatnie chwile zwierzęcia udokumentowała na swych zdjęciach Ami Vitale, fotograf pracująca dla National Geographic

Z pewnością jest to niezwykle poruszające zdjęcie, które z jednej strony chwyta za serce, a z drugiej wzbudza gniew na głupotę i bezsensowność ludzkich zachowań. Widać na nim jednak pewną nadzieję, tę wyjątkową więź, jaka łączyła Sudana z pracownikiem parku. Nawiązując do znanej reklamy, zdjęcie to wyraża więcej niż tysiąc słów. 

Tuż przed śmiercią pobrano od nosorożca materiał genetyczny z nadzieją, że z chwilą rozwoju nauki być może uda się odtworzyć ten gatunek. Niestety obecnie jest to jednak w sferze marzeń. Oby ten gatunek był ostatnim, o którym będziemy mogli powiedzieć wymarły. 



Źródła:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,23164399,ostatni-nosorozec-bialy-polnocny-nie-zyje-gatunek-na-wymarciu.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Nosoro%C5%BCec_p%C3%B3%C5%82nocny
https://pl.wikipedia.org/wiki/Nosoro%C5%BCec_bia%C5%82y