piątek, 29 maja 2015

Nie-Romantycznie

W 2011 roku zdjęcie całującej się pary podczas zamieszek w Vancouver obiegło cały świat. Dla wielu osób stało się ono symbolem zwycięstwa miłości nad agresją. Przez kilka dni tworzono rożne teorie na temat fotografii. Rzeczywistość okazała się jednak trochę inna. 


fot. Rich Lam

Tego dnia Vancouver Canucks w decydującym meczu o Puchar Stanleya ulegli we własnej hali Boston Bruins 0:4, co niezwykle rozzłościło miejscowych kibiców. Swe niezadowolenie tym faktem okazali na ulicy. Szybko doszło do poważnych zamieszek, jakie przerodziły się w burdy, niszczenie sklepów i samochodów. W centrum tych wydarzeń znalazł się Rich Lam, którego uwagę w pewnym momencie przykuła para leżąca na jezdni. Był on pewien, że ma do czynienia z rannymi ludźmi, dlatego wykonał szybką serię zdjęć, jaka została dodatkowo opatrzona osobą policjanta. 

Wróciłem niedługo po tym na lodowisko, gdzie znajdowali się redaktorzy gazety. Dałem im moje karty pamięci i wróciłem do pakowania sprzętu. Chwilę potem podeszła do mnie znajoma i powiedziała "Ładne masz ujęcie z tą parą całującą się na ulicy." Nie wiedziałem, co ona mówi. Nigdy nie wykonywałem takiego ujęcia. Robiłem przecież zdjęcia rannym na ulicy. Wróciłem do pokoju i momentalnie szczęka mi opadła!
                                                                                     Rich Lam dla Popular Photography

Zdjęcie to błyskawicznie zostało opublikowane w wielu serwisach na całym świecie. Powstało całkiem sporo teorii, zastanawiano się nad moralnością całej sytuacji. Na całe szczęście rodzina chłopaka na zdjęciu rozpoznała w nim Scotta Jonesa, 29-letniego Australijczyka, który od pół roku pracował w Vancouver. Wraz ze swą dziewczyną, Alex Thomas z Kanady, wybrali się na mecz. Gdy zaczęły się zamieszki, próbowali oni wydostać się z centrum. Trafili jednak wprost na interwencję policji. Choć funkcjonariusze nie byli zbyt agresywni wobec nich, to jednak dziewczyna została popchnięta i uderzona tarczą. W wyniku tego dostała ataku histerii, a Alex próbował ją uspokoić i pocieszyć. Właśnie pocałunek był tego częścią. I dokładnie ten moment został uwieczniony przez fotografa. Całość została zarejestrowana także kamerą:


Sama para przeżywała potem swoje pięć minut. Byli zapraszani do różnych programów telewizyjnych, udzielali wielu wywiadów. Jak sami stwierdzili, ta sytuacja scementowała ich 6-miesięczny wtedy związek.

Źródła:
http://www.popphoto.com/how-to/2011/06/interview-photographer-richard-lam-his-vancouver-riot-kiss-photo
http://www.theguardian.com/world/2011/jun/17/vancouver-kiss-couple-riot-police
http://www.fakt.pl/To-zdjecie-obieglo-swiat-Tajemnica-rozwiazana-,artykuly,106892,1.html

wtorek, 26 maja 2015

Człowiek-pochodnia

Ułamek sekundy decyduje często o tym, że fotografowi udaje się uwiecznić ten jeden decydujący moment, jaki całkowicie wpływa na odbiór jego obrazu. Najnowszym przykładem tego może być zdjęcie Sebastiana Borowskiego z roku 2014. 


fot. Sebastian Borkowski

26 kwietnia 2014 roku na stadionie miejskim we Wrocławiu odbywał się mecz pomiędzy Śląskiem Wrocław a Zagłębiem Lubin. Jak to zwykle bywa, w czasie meczu kibice zaczęli odpalać race. Sebastian Borkowski specjalizuje się między w fotografii sportowej. Będąc na tym meczu, zauważył nagle, że jeden z kibiców z Lubina zachowuje się niezwykle agresywnie. Co chwilę wchodził na ogrodzenie, machał zapaloną racą w kierunku stewardów. Do tego z oczywistych względów był on zamaskowany. 

W pewnym momencie jeden z miejscowych ochroniarzy zbliżył się do kibica w celu przeprowadzenia interwencji. Autor zdjęcia był przekonany, że ochroniarz ten w ręku trzyma niewielką gaśnicę. Okazało się jednak, że był to gaz pieprzowy. Ten po zetknięciu się z zapaloną racą, natychmiast wywołał pożar i kibic na moment zapłonął, niczym żywa pochodnia. Choć w tym wypadku może się wydawać, że kibic powinien w takiej sytuacji odnieść poważne poparzenia, to jednak do tego na szczęście nie doszło. Całość zapłonu trwała zaledwie ułamki sekund, co można choćby zaobserwować po zupełnym braku reakcji ze strony reszty kibiców. Sam "poszkodowany" po prostu zeskoczył z ogrodzenia i wmieszał się w tłum. Najprawdopodobniej przed poparzeniami ochroniła go kominiarka. 

Autor zdjęcia dopiero w czasie przeglądania plików zauważył, co tak naprawdę udało mu się uchwycić. Po publikacji tej fotografii w mediach rozgorzała dyskusja na temat bezpieczeństwa na stadionach. Zwracano uwagę na słabe przeszkolenie ochroniarzy, a także niedostateczne zabezpieczenia podczas kontroli kibiców. Zdjęcie to także ukazało się w wielu zagranicznych mediach, choć jedynie w charakterze ciekawostki, nie w związku z sytuacją na polskich stadionach. 

Niedawno Sebastian Borkowski otrzymał za tę fotografię II nagrodę w prestiżowym konkursie Grand Press Photo .

Sytuację ze zdjęcia można zobaczyć także na zamieszczonym filmie:

Źródła:
http://fotoblogia.pl/7393,zdjecie-czlowieka-pochodni-symbolem-rzeczywistosci-stadionowej
http://sport.fakt.pl/kibic-slaska-zapalil-sie-od-ataku-gazem-lzawiacym,artykuly,458019,1.html
http://www.prw.pl/articles/view/42577/Sebastian-Borowski-nominowany-do-Grand-Press-Photo-2015



wtorek, 5 maja 2015

One last ride...

Często powiada się, że nie ma gorszej rzeczy dla rodzica niż pochowanie własnego dziecka. Jeszcze gorszą rzeczą jest jednak patrzenie na śmierć dziecka oraz powolne godzenie się z nadchodzącym końcem. Każdego dnia dziesiątki tysięcy rodzin zmaga się z takimi dramatami i mimo rozwoju medycyny, nadal sporo potyczek z rakiem oraz innymi chorobami kończy się porażką. W 2006 roku Renée C. Byer udokumentowała jedną z takich sytuacji, gdzie Cyndie French towarzyszyła swemu synowi Derekowi w jego zmaganiach z rakiem. 

fot. Renée C. Byer


Pod koniec 2004 roku u Dereka Madsena zdiagnozowano nerwiak zarodkowy (neuroblastoma). Jest on najczęstszym pozaczaszkowym guzem litym wieku dziecięcego, który stanowi około 15% wszystkich dziecięcych guzów złośliwych. Statystycznie szanse przeżycia obliczane są w tym wypadku 50 na 50. Główny okres choroby oraz leczenia w przypadku chłopca miał miejsce, gdy ten ledwo co ukończył 11. rok życia. 

Niestety wszelkie metody leczenia okazały się niewystarczające, w związku z czym Cyndia musiała stopniowo pogodzić się z nadchodzącą śmiercią syna. Postanowiła mimo wszystko wykorzystać ten czas w jak najlepszy sposób, organizując dla niego różne atrakcje, przyjęcia, czy nawet pozwalając prowadzić mu samochód.



Derek dowiaduje się, że czeka go jeszcze szereg zabiegów radiacyjnych, których celem będzie zmniejszenie guzów rozprzestrzeniających się po całym jego ciele. Chłopiec mimo namowom lekarzy i mamy odmawia dalszego leczenia - "Nie obchodzi mnie to! Zabierz mnie do domu, to już koniec!"


"One last ride..."

Tuż przed śmiercią chłopca jego mama powiedziała: "Czuję w moim sercu, że zrobiłam dla niego wszystko, co mogłam" 

10 maja 2006 roku po podaniu środków uśmierzających ból oraz w otoczeniu najbliższych, Derek odszedł z tego świata. Cyndia w ostatnich chwilach śpiewała synowi utwór "Because We Believe" Andrei Bocellego.

Cały reportaż ukazał się w 2006 roku na łamach The Sacramento Bee, a jego autorka uhonorowana została nagrodą Pulitzera.


Źródła:
http://www.pulitzer.org/works/2007-Feature-Photography
http://pl.wikipedia.org/wiki/Nerwiak_zarodkowy