poniedziałek, 2 stycznia 2017

Tragedia na Przełęczy Diatłowa

Tylko w samym XX wieku miało miejsce wiele wydarzeń, które do dziś pozostają dla nas zagadką. Jednym z nich jest tragedia na Przełęczy Diatłowa, kiedy to w 1959 roku w tajemniczych okolicznościach zginęło 9 uczestników studenckiej wyprawy w góry Uralu. 


namiot ekspedycji


W styczniu 1959 grupa rosyjskich turystów pod kierownictwem Igora Diatłowa ruszyła na wyprawę, której celem było zdobycie szczytu Otorten 1234,2 m n.p.m. Jej celem było przygotowanie podróżników do warunków arktycznych na wypadek przyszłych ekspedycji polarnych. Zaplanowana przez nich trasa o długości 350 kilometrów miała najwyższy, III stopień trudności. W skład wyprawy wchodzili Zinaida Kołmogorowa, Ludmiła Dubinina, Aleksandr Kolewatow, Rustem Słobodin, Jurij Kriwoniszczenko, Jurij Doroszenko, Nikołaj Thibeaux-Brignolle, Jurij Judin, Siemion Zołotariow oraz Igor Diatłow. 26 stycznia grupa znalazła się we wsi Wiżaj, która stanowiła punkt startowy. Na miejscu okazało się, że Jurij Judin z powodu choroby musi zrezygnować z dalszej podróży. Nie wiedział wtedy, że ocali mu to życie.

Mimo ostrzeżeń ze strony lokalnych mieszkańców o sporym niebezpieczeństwie, studenci chcą stanąć na szczycie, albowiem nikt jeszcze nie dokonał tego w okresie zimowym. Warto dodać, że dla Mansów, rdzennych mieszkańców Uralu - okolice szczytu uważane były za święte, zakazane. Ponieważ były to niezwykle odludne tereny, jakikolwiek kontakt z grupą był niemożliwy. Diatłow ustalił wcześniej, że po powrocie od razu wyśle znajomym telegram z informacją o sukcesie wyprawy. Termin ustalono na 12 lutego. Brak jakichkolwiek informacji o grupie początkowo nie dziwił, albowiem spodziewano się lekkiego opóźnienia. 15 lutego zostaje ogłoszony jednak alarm, a pomoc wyrusza dopiero 5 dni później.  

Na miejscu zjawiają się zarówno znajomi studentów jak i jednostki wojska oraz milicji. 26 lutego jednej z grup udaje się znaleźć w okolicy Chołatczachl ślady turystów prowadzące na przełęcz u stóp szczytu. Po wydostaniu się poza linię drzew napotykają namiot wyprawy Diatłowa. Jest on poważnie uszkodzony, w jego wnętrzu znajdują się wszelkie rzeczy niezbędne do przeżycia, a co najdziwniejsze - został on rozcięty od wewnątrz. Wokół namiotu widać ślady ludzkich stóp. Kierując się wzdłuż nich w stronę lasu sosnowego, ekipa natrafia na dwa pierwsze ciała. Są to Kriwoniszczenko i Doroszenko, bosi i ubrani tylko w bieliznę. W nocy rozpalili oni ognisko jednak nie uratowało ich to przed zamarznięciem. 300 metrów dalej spod śniegu wystaje ciało Diatłowa. Rozpoczyna się śledztwo. Do 5 marca udaje się znaleźć 2 kolejne ciała: Słobodina i Kołmogorowej. Wszystkie ciała posiadały na sobie mniej lub więcej ubrań oraz widoczne ślady odmrożeń. Z powodu dużej warstwy śniegu i trudnych warunków atmosferycznych, dalsze poszukiwania zostają wstrzymane do wiosny. 



4 maja w małym wąwozie odnalezione zostają pozostałe 4 ciała. Ich stan był jednak zupełnie inny od wcześniej zbadanych. Thibeaux-Brignolle miał strzaskaną czaszkę, Dubinina złamania 10 żeber po obydwu stronach klatki piersiowej, Zołotariow połamanych 6 żeber, a Kolewatow ranę skroni do kości. Oprócz tego ciała Zołotariowa i Dubininej nie miały oczu, a Dubinina miała także wyrwany język oraz część twarzy. Prowadzący sekcję lekarz stwierdził, że takie obrażenia powstają zwykle podczas wypadku samochodowego i nie mogą być spowodowane udziałem osób trzecich. Kiedy na niektórych ubraniach wykryto ślady promieniowania, prowadzący sprawę prokurator otrzymał od władz polecenie natychmiastowego zamknięcia sprawy, a jej akta aż do lat 80. zostają utajnione i zamknięte w archiwum. 

ciało Dubininej 

Oczywiście od samego początku wokół całej sprawy narosło wiele legend i hipotez. Udało się ustalić, że do feralnego zdarzenia doszło w nocy z 1 na 2 lutego. Z nieznanych dotąd przyczyn nagle wszyscy uczestnicy ekspedycji w pośpiechu opuścili namiot. Dlatego też praktycznie każda z osób nie miała na sobie kompletnej wierzchniej odzieży. Trzeba też sobie zdać sprawę z faktu, że na zewnątrz panowało ponad - 20 stopni Celsjusza, a przy silnym wietrze temperatura odczuwalna była jeszcze niższa. W takich warunkach człowiek długo nie wytrzyma, tym bardziej bez ubrania. 

Śledczy brali pod uwagę kilka wydarzeń. Jednym z nich był atak Mansów rozwścieczonych wejściem nieproszonych gości na zakazany teren. Nie znaleziono jednak żadnych śladów osób trzecich. Inną hipotezą było zejście lawiny, jednak nie doszukano się śladów tego zjawiska (o tym w dalszej części tekstu). Bardzo wiele mówiono o tym, iż wyprawa znalazła się na terenie poligonu wojskowego, gdzie testowano nową broń. Wielokrotnie znajdowano w rejonie szczytu metalowe fragmenty, które mogłyby wskazywać na wykorzystywanie rakiet lub bomb - stąd też ślady promieniowania. 

Istnieje także hipoteza związana z istotami pozaziemskimi. Tylko w samym lutym i marcu 1959 roku wiele osób zaobserwowało na niebie duże i niezwykle jasne kule, które przez długi czas utrzymywały się na niebie. Być może jedna z nich została uwieczniona na ostatnim zdjęciu wykonanym przez członków ekspedycji. 



Pojawiła się także informacja o człowieku śniegu. Choć wykluczono udział osób trzecich, to jednak obrażenia na ciałach wskazywać mogą na działanie dużej siły. Brak części twarzy u Dubininej może sugerować udział zwierząt, jednak teren ten znany jest w okresie zimowym z tego, że nie zapuszczają się tam zwykle wilki czy niedźwiedzie. W internecie można natrafić na jedno ze zdjęć wywołanych z aparatu Diatłowa. Trudno orzec, czy w tym wypadku jest ono autentyczne i kogo przedstawia. 



Od wielu lat niektórzy twierdzą, że na działanie grupy studentów miały silny wpływ infradźwięki, czyli fale dźwiękowe, które nie są słyszalne przez ludzkie ucho. Mogą być wywoływane przez silne wiatry, lawiny, wybuchy, rakiety lub przelatujące odrzutowce. Choć ich nie słyszymy, to jednak mogą one powodować u nas głębokie stany depresyjne i poczucie nagłej paniki. Mogłoby wtedy dojść do takiego zdarzenia u studentów, jednak wciąż nie pozostaje rozwiązana sprawa poważnych obrażeń głowy czy klatki piersiowej. 

Jeden z badaczy, Jewgenij Bujanowow, po niezwykle żmudnym i dokładnym śledztwie ustalił, że przyczyną tej tragedii mogła być mała lawina - osunięcie deski śnieżnej. tuż nad namiotem. Spowodowała ona poważne obrażenia u części osób, a także nagły atak paniki przed kolejną lawiną. Szczegółowo o tej hipotezie możecie przeczytać pod tym linkiem

Na koniec warto dodać, że nie był to jedyny taki przypadek w rejonie Góry Śmierci. Przez kolejne kilkadziesiąt lat dochodziło do kilku niewytłumaczalnych zdarzeń, kiedy to w tajemniczych okolicznościach ginęli członkowie ekspedycji lub nawet całe wyprawy. Świadkowie tych wydarzeń lub też przeprowadzane przez śledczych badania wskazują zawsze na ten sam czynnik - nagły atak paniki, stany lękowe, szybkie opuszczenie bezpiecznego miejsca. 

źródła:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tragedia_na_Prze%C5%82%C4%99czy_Diat%C5%82owa
http://www.planetagor.pl/articles/entry/Tajemnica-tragedii-na-prze-czy-Diat-owa-cz-I-pytania-bez-odpowiedzi
http://wmrokuhistorii.blogspot.com/2014/03/tragedia-na-przeeczy-diatowa.html
http://strefatajemnic.onet.pl/extra/smierc-na-przeleczy-diatlowa/brw48





2 komentarze:

  1. Wow, bardzo ciekawa historia, tragiczna i dramatyczna, ale naprawdę bardzo ciekawa. Zdjęcia mrożą krew w żyłach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli chcecie się dowiedzieć jak było naprawdę to polecam ten film:
    https://youtu.be/wCPGg6wzpCY
    Naprawdę świetnie wykonany, podają racjonalne wyjaśnienie i wiele faktów

    OdpowiedzUsuń