środa, 21 grudnia 2022

Lionel Messi - goniąc marzenia

Za nami z pewnością niezwykłe Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Po raz pierwszy rozgrywane na Bliskim Wschodzie i w dodatku o innej porze roku, przyniosły sporo emocji. Choć miały wielu bohaterów, to jednak na zawsze zapiszą się w historii dzięki Leo Messiemu. Człowiek nazywany przez wielu najlepszym piłkarzem w historii, wreszcie spełnił swoje największe marzenie. 


fot. Bao Tailiang


13 lipca 2014. Mamy 113. minutę meczu, kiedy to Mario Götze w finale MŚ w Brazylii strzela w dogrywce bramkę na 1:0, zapewniając reprezentacji Niemiec tytuł mistrzowski. Temu wszystkiemu przygląda się Leo Messi, który być może zdaje sobie sprawę, że jego największe marzenie w karierze już nigdy się nie spełni. Piłkarz, który w kryzysowym momencie praktycznie na własnych barkach wyciąga drużynę z fazy grupowej, wie, że upragniony sukces był na wyciągnięcie ręki. Choć w piłce klubowej osiągnął już praktycznie wszystko, to wciąż brak mu sukcesu z reprezentacją. Ciąży na nim ogromna odpowiedzialność, jak i również presja. Od lat porównywany jest do boskiego Diego. Maradona traktowany jest w Argentynie niczym bóg, więc każde z nim zestawienie jest dla gracza nobilitacją, jak i swego rodzaju klątwą. 

Właśnie z dekoracji finalistów 2014 pochodzi pierwsze zdjęcie, które prezentuje Messiego podążającego po srebrny medal. Na jego twarzy wyraźnie widać smutek, a nawet pewną pustkę, która może się kojarzyć z wypalonym człowiekiem.  

Messi często pada ofiarą krytyki argentyńskich mediów i kibiców, którzy zarzucają mu brak zaangażowania, jak i to, że nigdy nie dorówna legendzie. Leo doskonale to wie właśnie w 2014 roku, kiedy pierwszy raz od 24 lat Argentyna znalazła się w finale MŚ. Nad reprezentacją ciąży jakieś fatum. Można je nieco porównać do tego, które towarzyszy Anglikom na każdym mundialu. Naszpikowana gwiazdami kadra ma problemy z przebrnięciem 1/4 czy 1/8 finału. Z każdymi kolejnymi mistrzostwami wydaje się, że marzenie o pucharze jest nierealne, a zegar tyka. To tyczy się nie tylko Messiego, lecz także i kilku innych Argentyńczyków. 

Sam Lionel również przeżywa wzloty i upadki. Funkcjonująca niczym szwajcarski zegarek FC Barcelona nagle zacina się. Kończą się przez to liczne sukcesy, co powoduje także problemy finansowe. Messi w końcu decyduje się na opuszczenie Blaugrany i przenosi się do Paryża. Sezon 2021/2022 to jeden z najgorszych w jego karierze. Strzela wtedy tylko 11 bramek, z czego w Ligue 1 jedynie 6. Zupełnie inaczej wygląda jednak sytuacja z kadrą Argentyny. W czerwcu 2021 roku rozpoczyna się kolejna edycja Copa América. Messi ponownie staje się liderem drużyny, która dzięki jego golom i asystom zostaje mistrzem Ameryki Południowej. To nie tylko pierwszy tytuł w karierze reprezentacyjnej Messiego, lecz także pierwsze trofeum Argentyny na arenie międzynarodowej od 1993 roku. 

Nadchodzi przełom listopada i grudnia 2022 roku. Rozpoczynająca mundial z serią 36 meczów bez porażki, Argentyna uchodzi za jednego z faworytów turnieju. W pierwszym meczu kilka minut rozluźnienia doprowadza do katastrofy i Albicelestes sensacyjnie przegrywają z Arabią Saudyjską 1:2. W kolejnym spotkaniu męczą się z Meksykiem i dopiero przepiękny strzał Messiego daje im prowadzenie. Jest to punkt zwrotny na tych mistrzostwach. Rozpoczyna się ich ścieżka do finału, który już teraz można uznać za najlepszy w historii. Tu znów błyszczy Messi, który jest jednak raz po raz wstrzymywany przez równie genialnego Mbappé. Rzuty karne to jak zwykle loteria, jednak z większym szczęściem dla Argentyńczyków, którzy zaczynają szaleć z radości. Wśród nich jest także zapłakany Messi, który właśnie nie tylko spełnił swoje największe marzenie, lecz także dorównał boskiemu Diego. Moment, w którym podchodzi i całuje Puchar Świata, na zawsze przejdzie do historii i być może utnie wiele dyskusji, kto jest najlepszym graczem w dziejach futbolu. 

To tylko pokazuje, że nigdy nie warto rezygnować z marzeń, a podążając za nimi, można sięgnąć po upragniony cel. 


środa, 14 grudnia 2022

W poszukiwaniu pokoju wśród chaosu

Etiopia to z pewnością jedno z zapomnianych przez Boga miejsc na świecie. Wraz z sąsiednią Somalią od lat jest areną wewnętrznych i międzynarodowych konfliktów, jak i klęsk głodu, które przyczyniają się do śmierci wielu mieszkańców. To obszar, który czasem zdaje się być studnią bez dna - nieważne, ile środków przeznaczą międzynarodowe organizacje, zawsze znajdzie się kolejny problem. Tego między innymi dotyczą zdjęcia Amanuela Seleshiego. 


fot. Amanuel Seleshi


Oczyma młodego fotoreportera Amanuela Seleshiego możemy dziś obserwować cierpienie i agonię towarzyszące wojnie w Etiopii. Ten chłopak, który nagle zachwycił się fotografią, jest obecnie laureatem East African Photography Award, jak i również został doceniony przez World Press Photo. W trakcie studiów na Uniwersytecie w Addis Abebie jako inżynier mechanik zakochał się on w fotografii po obejrzeniu zdjęcia zrobionego w Paryżu w 1989 roku przez Elliotta Erwitta. Od tego momentu wiedział, że jego pasją będzie opowiadanie historii za pomocą zdjęć. Zaczynał klasycznie, czyli skromnie, przedstawiając miejsca w jego najbliższym otoczeniu. Wkrótce jednak zdecydował się w całości poświęcić fotografii, przez co zaczął pracować jako wolny strzelec. Udało mu się nawiązać współpracę z Agence France-Presse w 2020 roku. Jego pierwszym większym projektem była sytuacja związana z koronawirusem. Międzynarodową sławę zyskał jednak dzięki projektowi W poszukiwaniu pokoju wśród chaosu

Opowiedziana przez niego historia miała miejsce w 2021 roku. Udało mu się wtedy dostać do strefy działań wojennych na obszarach kontrolowanych przez rząd. Znalazł on się w miejscu, którego główną cechą jest dewastacja i chaos. Dane mu było dzięki temu opowiedzieć historie cywilów, pokazać przepełniony nadzieją ból w ich oczach, pozostałości po wojnie, która nie była ich dziełem. Fotograf w swojej pracy koncentrował się głównie na reakcji ludzi na wojnę. 

Jego projekt fotograficzny udokumentował gwałtowny konflikt wewnętrzny, który ogarnął Etiopię w listopadzie 2020 roku. Wybuchły w tym czasie walki z udziałem sił rządowych i Ludowego Frontu Wyzwolenia Tigray (TPLF), które bardzo szybko rozprzestrzeniły się z regionu Tigray, na północy Etiopii, na południe do sąsiednich stanów Amhara i Afar. Ów konflikt doprowadził do śmierci tysięcy osób, licznych przesiedleń, jak i kolejnej klęski głodu. Wszystko to związane było i nadal jest z napięciami na tle etnicznym. Zdaniem ONZ pod koniec 2021 roku blisko 400 000 ludzi doświadczało głodu, a zdecydowana większość z sześciu milionów mieszkańców regionu Tigray potrzebowała natychmiastowej pomocy. Sam konflikt sprawił, że około 2.5 mln mieszkańców zmuszonych zostało do porzucenia swoich domów. 

Na zaprezentowanym zdjęciu widzimy chłopca, który idzie przez mgłę w pobliżu wsi Chenna Teklehaymanot, mniej więcej 95 kilometrów na północny wschód od miasta Gonder. Miało to miejsce 14 września 2021 roku. Między 31 sierpnia a 4 września bojownicy powiązani z Tigray zabili w tej wiosce od 120 do 200 osób. Ciężko się oprzeć wrażeniu, że widoczny koń z dobytkiem na grzbiecie to jedyne, co pozostało chłopcu do przeżycia. Ponury charakter zdjęcia komponuje się z ogólną sytuacją w Etiopii, choć zgodnie z tematem reportażu, można tu dostrzec światełko nadziei wśród chaosu. 

A oto kilka innych zdjęć, które znalazły się w reportażu Seleshiego:

fot. Amanuel Seleshi

Źródła:
https://www.worldpressphoto.org/collection/photo-contest/2022/Amanuel-Sileshi/1
https://amanuelsileshi.com/portfolio/searching-peace-amidst-chaos
https://www.thereporterethiopia.com/27277/

sobota, 17 września 2022

Fatima Shbair - Strefa Gazy

Wieloletni konflikt w strefie Gazy wydaje się mało medialny, interesujący dla świata. Tymczasem dochodzi w nim do wielu ludzkich dramatów i tragedii. Pojedynek między Hamasem a Izraelem dotyka przede wszystkim ludności cywilnej, dla której naloty bombowe, gruzowiska, śmierć stały się czymś powszechnym. Jedną z osób, która od środka obserwuje i dokumentuje ten konflikt, jest Fatima Shbair.


fot. Fatima Shbair



Fatima Shbair to palestyńska fotograf, która od kilku lat zajmuje się reportażami na temat strefy Gazy, życia tamtejszej ludności. Kobieta ta urodziła się w 1997 roku w Gazie. Początkowo studiowała zarządzanie biznesem przez trzy lata na Uniwersytecie Al-Azhar w Kairze. Jednak potem zmieniła swoje zainteresowania i postawiła na dziennikarstwo. W 2019 zaczęła tworzyć swoje fotoreportaże, pracując w terenie, relacjonując eskalację sił izraelskich, atakujących strefę Gazy. Ponieważ w tym regionie nie było żadnych instytucji zajmujących się fotoreportażem, Fatima spędziła wiele lat na samodzielnym doskonaleniu swoich umiejętności. Dzięki temu można powiedzieć, że jest samoukiem.

Ma ona przesłanie, które chce przekazać światu. Ma być właśnie głosem nieopowiedzianych historii. Oczywiście od początku napotkała ona na swej drodze wiele trudności, ponieważ społeczeństwo w Gazie jest konserwatywne, więc kobiecie z aparatem nie było łatwo wejść w interakcję z wieloma mieszkańcami. Jednak krok po kroku, w końcu zdobyła szacunek i uznanie. Jeszcze niedawno pracowała jako freelancer, a swoje zdjęcia sprzedawała międzynarodowym agencjom.

Głośno o kobiecie zrobiło się w 2021 roku, kiedy to opublikowała swój reportaż: 11 Days of the Israeli-Palestinian Conflict. Za wykonaną pracę otrzymała nagrodę w ramach konkursu International Women's Media Foundation. W wieku 24 lat stała się najmłodszą laureatką w historii. Jest to bardzo ważne wyróżnienie, gdyż przyznawane jest fotoreporterkom, które podejmują poważne ryzyko i stawiają czoła śmierci, aby uchwycić niebezpieczne, ważne wydarzenia, rzucając światło na nieopublikowane historie.

Do tej pory wojna w Gazie 2021 była najtrudniejszym doświadczeniem w jej karierze. 11-dniowy konflikt wybuchł 10 maja 2021 roku, po rosnących napięciach związanych z groźbami eksmisji w spornej dzielnicy Szejka Jarrah we Wschodniej Jerozolimie, jak i również po starciach w kompleksie meczetu Al-Aksa. Hamas po postawionym Izraelowi ultimatum, wystrzelił rakiety na Jerozolimę. Izrael odpowiedział ze swej strony nalotami na Gazę. Konflikt nasilił się, obejmując inne miasta, co przyczyniło się do największego kryzysu od czasu wojny w Gazie w 2014 roku. Według ONZ w ciągu tych 11 dni zginęło ponad 230 Palestyńczyków, w tym 106 kobiet i dzieci. Po stronie Izraela z kolei było 13 ofiar śmiertelnych. Trudno nawet porównać skalę konfliktu, gdzie po jednej stronie mieliśmy Hamas ostrzeliwujący prostymi rakietami terytorium Izraela, a po drugiej stronie bogate państwo z potężnym lotnictwem. Doprowadziło to oczywiście przede wszystkim do zniszczeń i strat po stronie Gazy, gdzie głównie ucierpieli niewinni cywile. Tak niestety od lat wygląda polityka Izraela, który za bardzo nie liczy się z konsekwencjami swoich działań.

Dla Fatimy to była pierwsza wojna, którą udokumentowała. Przez 11 dni z narażeniem życia pracowała w terenie, jednocześnie martwiąc się o rodzinę w domu na północy strefy. Musiała wtedy znaleźć równowagę między pracą a rodziną. Wojna przyniosła jej większe doświadczenie i świadomość środowiska pracy w terenie. Zdała sobie sprawę z tego, jak ważny jest aparat fotograficzny, jak może przekazać szczegóły miasta, w którym od czasu blokady Gazy w 2006 roku, niczym w więzieniu mieszka około dwóch milionów ludzi.

Dorobek Fatimy, który został udokumentowany w trudnych warunkach, od razu przyciągnął uwagę sędziów Międzynarodowej Fundacji Mediów Kobiet. Członkowie komisji sędziowskiej byli pod wrażeniem tego, jak udało jej się uchwycić te niewiarygodne zdjęcia wśród szczątków trwających bombardowań.

Na załączonym przeze mnie zdjęciu widzimy palestyńską dziewczynkę, która stoi w swoim zniszczonym domu w Beit Hanoun w Gazie. Na tym zdjęciu mamy zarówno ogrom zniszczeń dokonanych przez siły Izraela, jak i tę dziewczynkę, która musi odnaleźć się w tej trudnej rzeczywistości. Można bez wątpienia stwierdzić, że jakaś część dzieciństwa została jej właśnie odebrana.

Więcej o reportażu można przeczytać tutaj

Źródła:

https://time.com/6123078/top-100-photos-2021/

https://www.alestiklal.net/en/view/10718/rewarded-for-courage-palestinian-photojournalist-fatima-shbair-won-german-journalism-award

https://www.voanews.com/a/at-24-palestinian-photographer-is-youngest-winner-of-journalism-award-/6256812.html

https://www.visapourlimage.com/en/festival/exhibitions/une-vie-assiegee


czwartek, 15 września 2022

Atta Kenare - tragedia w Bam

Zapominamy często o tym, jak wielkie niebezpieczeństwo czai się pod nami. Jednak Ziemia przypomina o sobie licznymi trzęsieniami, które doprowadzają do mniejszych kub większych katastrof. Jednym z krajów, który mocno ucierpiał w wyniku takich zdarzeń jest Iran. W grudniu 2003 roku w ułamku chwili zniszczeniu uległo miasto Bam.


fot. Atta Kenare


26 grudnia o godzinie 01:56 miasto Bam w południowo-wschodnim Iranie zostało nawiedzone przez trzęsienie o sile 6,6 w skali Richtera. Jego epicentrum znajdowało się 10 kilometrów na południowy zachód do miasta. Choć główne wstrząsy trwały mniej niż pół minuty, to jednak przyczyniły się do kolosalnych zniszczeń. Do końca nie wiadomo, jaka była liczba ofiar, jednak najczęściej mówi się o 26-34 tysiącach, gdzie rannych było nawet kilka razy więcej. To najtragiczniejsze tego typu wydarzenie w historii kraju.

Tak duża liczba ofiar spowodowana była nie tylko samym trzęsieniem, lecz w szczególności lokalnymi warunkami mieszkalnymi. Większość obiektów zbudowanych zostało z marnej jakości cegły, przez co w ułamku sekund zapadało się niczym domki z kart, grzebiąc śpiących mieszkańców. Przeprowadzone analizy wykazały, że aż 90% budynków i elementów infrastruktury w rejonie Bam zostało uszkodzonych lub zniszczonych, gdzie 70% domów zostało wręcz całkowicie zniszczonych. Blisko 100 tysięcy osób zostało bez dachu nad głową.

Jednym z powodów tak dużej liczby ofiar było to, że stosunkowo ciężkie dachy zapadały się, niwelując obszar ewentualnych kieszeni powietrznych. Przez to właśnie wszechobecny kurz i brak tlenu powodowały, że spora część ofiar niestety udusiła się. To właśnie takie ofiary na swoich zdjęciach uwiecznił Atta Kenare. Irański fotograf przybył na miejsce dzień po tragedii, gdzie był świadkiem wielu ludzkich dramatów. Na prezentowanym zdjęciu widzimy ojca, który niesie swoich dwóch martwych synów. Po wyglądzie ich ciał można się domyślać, że to właśnie uduszenie najprawdopodobniej było przyczyną śmierci. Ciężko nawet wyobrazić sobie, jak wielki to był dramat dla tego mężczyzny.

Wśród relacji mieszkańców Bam powtarzają się historie, gdzie ludzie mieli kontakt ze swoimi bliskimi, by ci po kilku czy kilkunastu minutach zamilkli na zawsze. Dopełnia to obraz tragedii samych ofiar, jak i rodzin, które nie miały możliwości przyjścia z pomocą. Choć warto wspomnieć, że zdarzały się cudowne i szczęśliwe chwile dla ratowników. Ostatnią żywą osobę wyciągnięto spod gruzów dopiero 8 stycznia, a więc blisko 2 tygodnie po trzęsieniu.

Iran w tym czasie mógł liczyć na międzynarodową pomoc, a trzęsienie w Bam przyczyniło się również do opracowania nowych przepisów budowlanych, jak i również norm dla ekip ratunkowych. Dziś miasto zostało odbudowane, lecz wielu ocalonych wciąż zmaga się z traumą wynikającą z tamtych wydarzeń.

Zdjęcie to nagrodzone zostało 2. miejscem w konkursie World Press Photo 2004 w kategorii Wydarzenia. 

Źródła:

https://www.borna.news

https://en.wikipedia.org/wiki/2003_Bam_earthquake

czwartek, 8 września 2022

Alain Schroeder - Final farewell

Wybierając produkty na półkach, z reguły nie zastanawiamy się nad tym, jaka historia za nimi stoi. Tymczasem często poprzez kupno słodyczy, przetworzonej żywności przyczyniamy się do degradacji środowiska. Tak jest choćby na Sumatrze, gdzie uprawy pod olej palmowy stanowią zagrożenie dla populacji orangutanów. 


fot. Alain Schroeder


Stale rosnący konsumpcjonizm powoduje, że coraz bardziej wydzieramy naszej planecie jej naturalne tereny. Szczególnie widać to w krajach biednych i rozwijających się, które decydują się na wycinanie lasów, aby na ich miejscu tworzyć tereny rolnicze. To też powoduje, że kurczą się obszary bytowania zwierząt. Już dziś wiele gatunków zagrożonych jest wyginięciem, wymiera na danym terenie. Przykładem tego są orangutany, które żyją na Sumatrze. 

To właśnie życie orangutanów w Indonezji jest dziś zagrożone wylesianiem lasów deszczowych. Zwierzęta te wcześniej zajmowały całą wyspę, obecnie zaś gromadzą się na tylko północy i są uważane za zagrożone wyginięciem. Zmuszone są do przebywania na niewielkich skrawkach lasu, poza ich siedliskiem, a przy tym człowiek stale zagraża im kolejnymi działaniami. Orangutany żyją tylko na dwóch wyspach świata, właśnie Sumatrze i Borneo, gdzie rozrastające się plantacje oleju palmowego wypierają je z lasów deszczowych, ich naturalnego siedliska. Pozostało jedynie 14 tysięcy osobników. 

Indonezja jest pokryta trzecim co do wielkości lasem tropikalnym na świecie, jednak jest przy tym krajem, który znajduje się w czołówce światowej pod względem wylesiania. Najczęściej rolnictwo stawia na olej palmowy, który eksportowany jest na cały świat. Następnie zaś wykorzystywany jest w przemyśle żywieniowym. Znajdziemy go w wielu słodyczach, wyrobach cukierniczych, gotowych daniach, sosach, daniach typu fast food. Jednym z symboli tego oleju stała się Nutella. Nie trzeba przy tym dodać, że do zdrowych on nie należy. 

Choć w latach 2010-2015 wiele korporacji zobowiązało się do zmniejszenia zużycia oleju palmowego, to jednak niewiele zrobiło w tym kierunku. Ogromnym problemem dla Indonezji jest wypalanie lasów, co stanowi zagrożenie dla wielu innych gatunków zwierząt, jak i samych mieszkańców. 

Na całe szczęście są takie organizacje jak Program Ochrony Orangutanów Sumatrzańskich (SOCP), które zajmują się ochroną tych zwierząt oraz ponownym wprowadzaniem zagubionych, rannych lub uwięzionych orangutanów do ich naturalnych siedlisk. Pracy tej organizacji przyjrzał się Alain Schroeder, fotograf National Geographic. Jego zdjęcie zdobyło pierwszą nagrodę World Press Photo w 2020 roku w kategorii Historie przyrodnicze, jak i również w kategorii Single Nature.

Niestety prezentuje ono ciało miesięcznego orangutana, w pobliżu miasta Subulussalam na Sumatrze. Maluch ten zmarł wkrótce po tym, jak został odnaleziony wraz ze swoją ranną matką na plantacji palmy olejowej. Jego matka została oślepiona, złamano jej obojczyk, jak i również postrzelono ją aż 74 razy z wiatrówki. To tylko pokazuje okrucieństwo ludzi wobec zwierząt, jak i jest symbolem tego, do czego prowadzi nadmierna ekspansja człowieka, chęć zysku. Ostatnie pożegnanie to także dramat dla członków organizacji, którzy mimo swoich wysiłków, wciąż muszą mierzyć się z takimi sytuacjami, co niejednemu może odbierać nadzieję na lepsze jutro. Nie da się ukryć, że mały orangutan kojarzyć się może z noworodkiem, zdjęciami, które znamy z konfliktów zbrojnych, katastrof naturalnych - to też sprawia, że obraz ten jest tak wymowny, ma o wiele większą moc oddziaływania na widza. 

Warto na koniec dodać, że według badań DNA orangutana jest w aż 97% tożsame z ludzkim. To tylko pokazuje, że tym zwierzętom tak gnębionym dziś przez człowieka, nie jest aż tak daleko do nas samych. 

Źródła:

https://www.worldpressphoto.org/collection/photo-contest/2020/alain-schroeder-na/1

https://www.lensculture.com/projects/1597381-saving-orangutans

https://www.sapereambiente.it/arte/fotografia/lorango-vittima-della-deforestazione-vince-il-world-press-photo/

niedziela, 4 września 2022

Emmett Till - śmierć, która wstrząsnęła Ameryką

Stany Zjednoczone lat 50. i 60. XX wieku znacznie różniły się od tego, co dziś znamy. Zwłaszcza Południe uosabiało niezwykle konserwanty kierunek społeczeństwa, co jest widoczne po dziś dzień. Mimo upływu 100 lat od wojny secesyjnej, nadal można było zaobserwować wyraźny podział na dwie Ameryki. Podział ten był w szczególności widoczny w podejściu do czarnoskórej ludności. Wyraźnie o tym przekonać się miał Emmett Till, bohater dzisiejszego wpisu.

fot. David Jackson


II wojna światowa wydawać się mogła przełomem dla stosunków między białą a czarną ludnością Ameryki. Wiele osób o afrykańskich korzeniach służyło w armii, pracowało w fabrykach dla wspólnego wojennego wysiłku. Koniec zmagań w Europie i na Pacyfiku przyniósł jednak powrót do dawnych czasów. Wciąż w wielu południowych stanach obowiązywały tak zwane Prawa Jima Crowa. Były to regulacje prawne, które ograniczały prawa czarnoskórej ludności, jeszcze bardziej pogłębiając różnice między Amerykanami. To właśnie z tego wzięły się słynne do dziś osobne toalety, szkoły, siedzenia w autobusach, gdzie wyraźnie pokazywano rzeczy "tylko dla białych" bądź "nie dla kolorowych". Jednak z początkiem lat 50. XX wieku Krajowe Stowarzyszenie na Rzecz Popierania Ludności Kolorowej (NAACP) oraz inne organizacje z sukcesem wywalczyły stopniowe zniesienie segregacji w szkołach. To tylko jeszcze bardziej rozsierdziło mieszkańców Południa.

Emmett Till był 14-letnim chłopcem, który urodził się i mieszkał w Chicago. Choć i tu spotykał się z oznakami segregacji, to jednak ta część USA znana była z bardziej liberalnych poglądów. Chłopiec ceniony był za swój żywiołowy charakter, częste dowcipy, które opowiadał. Latem 1955 roku został zaproszony na wakacje do swojej rodziny w Missisipi. Przed wyjazdem matka ostrzegła go jednak, że jest to zupełnie inne miejsce, gdzie należy przestrzegać specyficznych reguł. Emmett wraz z kuzynami przybywa do małego miasteczka Money. Pewnego dnia udaje się do lokalnego sklepu. Gdy wychodził z niego, gwizdnął na właścicielkę, Carolyn Bryant. Po reakcji znajomych od razu zrozumiał, że popełnił ogromny błąd. Po kilku dniach do domu, w którym znajdował się chłopiec, wpada Roy Bryant ze swoim przyrodnim bratem J.W. Milamem. Mężczyźni wyciągają chłopca z domu, jednak oznajmiają rodzinie, że wywiozą go na drogę, gdzie dostanie małą nauczkę za swój wybryk. Los Emmetta miał okazać się wyjątkowo brutalny.

Chłopiec zaginął, a jego zmasakrowane ciało znaleziono 3 dni później w rzece. Till był nie do rozpoznania, a oprawcy dodatkowo przywiązali jego ciało drutem kolczastym do odziarniarki, aby poszło na dno. Emmetta w zasadzie udało się zidentyfikować tylko dzięki sygnetowi, który miał na palcu. Jego twarz była napuchnięta, jedno oko wybite, a nos połamany w wielu miejscach. Choć lokalnym władzom zależało na szybkim pogrzebie, to jednak zgodnie z wolą matki chłopca, Mamie Bradley, uroczystość odbyła się 2 września przy otwartej trumnie. Kobiecie zależało na tym, aby jak najwięcej osób zobaczyło, co stało się z jej synem. Na miejscu pojawiło się ponad 50 tysięcy mieszkańców, gdzie dla wielu z nich ciało chłopca było wręcz przerażające. Podczas pogrzebu powstało słynne zdjęcie, gdzie zrozpaczona matka spogląda na ciało Emmetta.



Jeszcze przed pogrzebem Moses Newson i Simeon Booker zostali wyznaczeni do przeprowadzenia dziennikarskiego śledztwa. Booker wziął udział w pogrzebie wraz z fotografem Davidem Jacksonem, który zrobił słynne zdjęcie Tilla w trumnie. Nakład ich czasopisma JET wzbudził na tyle duże zainteresowanie, że musiano zorganizować po raz pierwszy w historii dodruk. Dwóch wspomnianych dziennikarzy omówiło na łamach również zbliżający się proces i odegrało kluczową rolę w znalezieniu kilku kluczowych świadków.

Bryant i Milam zostali szybko aresztowani. Mimo ewidentnych dowodów, zeznań świadków obaj zostali uniewinnieni przez lokalną ławę przysięgłych. Mimo to, wielu białych mieszkańców Ameryki było zszokowanych, że w ich czasach dochodzi do morderstw rodem z XVIII czy XIX stulecia. Uniewinnienie sprawców oburzyło społeczność Afroamerykanów w całym kraju. Wtedy też powstał ruch Emmett Till Generation, który przyczynił się do masowych spotkań, strajków i marszów na rzecz równego traktowania czarnoskórej ludności zgodnie z prawem. Nie minęło wiele dni, gdy w mieście Montgomery, Rosa Parks odmawia ustąpienia białemu mężczyźnie miejsca w autobusie, co wraz ze sprawą Emmetta jest katalizatorem zmian i zniesienia segregacji rasowej w kolejnych latach.

źródła: 

https://time.com/4399793/emmett-till-civil-rights-photography/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Emmett_Till

https://www.youtube.com/watch?v=aNVh1MGDjMo&ab_channel=ciekawehistorie

https://www.loc.gov/collections/civil-rights-history-project/articles-and-essays/murder-of-emmett-till/