wtorek, 27 grudnia 2011

Sharbat Gula

W roku 1984 wykonane zostało zdjęcie, które rok później stało się najsłynniejszym obrazem, jaki do tej pory ukazał się na okładce czasopisma National Geographic. Przez 17 lat ten jeden z najbardziej rozpoznawalnych na świecie portretów nosił tajemniczy tytuł "The Afghan Girl".


                                                                    Fot. Steve McCurry
                                                                                                

Jest rok 1984, radziecka interwencja w Afganistanie trwa już piąty rok. Ofiarami nalotów oraz samych walk stają się tysiące niewinnych osób. W obawie o życie wiele z nich zmuszonych jest do pozostawienia swych domostw i ucieczki do specjalnie tworzonych obozów dla uchodźców. Jednak taka podróż jest niezwykle niebezpieczna, gdyż Rosjanie bombardują praktycznie każdą większą grupę osób przemierzającą afgańskie tereny. Mimo wszystko, szacuje się, że liczba uchodźców przekroczyć mogła nawet 4 miliony osób.

Amerykański fotograf Steve McCurry jako jeden z pierwszych decyduje się na udokumentowanie tragedii Afgańczyków. Niestety jest to bardzo trudne przedsięwzięcie, w wyniku którego wielokrotnie przemierza kraj oraz obozy dla uchodźców w lokalnym ubraniu, a filmy fotograficzne zmuszony jest przemycać pod ubraniem. Pewnego dnia udał się do Nasir Bagh, miejsca, gdzie odnalazł dla świata tę afgańską dziewczynę. Był to obóz, w którym przebywało nawet przeszło 100 tysięcy uchodźców. McCurry zdecydował się na sfotografowanie grupy młodych uczennic. Bohaterka owej fotografii od samego początku wywarła na nim ogromne wrażenie. Aby zbytnio dziewczyny nie zrazić do aparatu, zdecydował się wykonać zdjęcia wszystkich uczennic, pozostawiając ją na sam koniec. 

W następnym roku jego fotografia obiega cały świat. Obraz dziewczyny staje się ikoną kultury. Nazywa się ją współczesną Mona Lisą. Jej podobizna trafia na koszulki, a sam McCurry zdobywa ogromną sławę, łącznie z otrzymaniem najważniejszych nagród fotograficznych. Jednak mimo wielu zapytań czytelników z całego świata, nikt nie był w stanie powiedzieć, kim jest ta słynna dziewczyna. Dlatego jej portret nazwano "Afghan Girl" jako symbol wszystkich kobiecych ofiar trwającej wojny. McCurry próbuje ją odszukać, jednak Afganistan zostaje zdominowany przez Talibów, którzy izolują go przed zagranicznymi mediami. 

Wydawało się, że zagadka tożsamości postaci ze zdjęcia nigdy nie zostanie rozwiązana. Jednak w roku 2002 po obaleniu reżimu Talibów, McCurry wraz z ekipą National Geographic wyrusza na poszukiwania dziewczyny.  Poszukiwania nie przynoszą początkowo rezultatów, gdyż wiele kobiet podaje się za osobę ze zdjęcia, a niektórzy mężczyźni próbują przekonać badaczy, że to ich żona. Wkrótce wybucha wieść, iż osobą na fotografii jest niejaka Alam Bibi, jednak również i ten trop okazuje się fałszywy. Gdy wydawało się, że poszukiwania zakończą się fiaskiem, ekipa przez przypadek natrafiła na mężczyznę, który twierdził, że zna tę kobietę. Według jego relacji, w czasie wojny mieszkał wraz z nią w jednym obozie i kobieta obecnie znajduje się w wiosce w okolicach Tora Bora. Mężczyzna obiecał ponadto, że sprowadzi ją do reporterów.

Po trzech dniach oczekiwania ekipa spotkała się z ową kobietą. W wyniku przeprowadzonego badania biometrycznego jej siatkówki, udało się niezaprzeczalnie ustalić, że spotkana kobieta, to właśnie tajemnicza "Afghan Girl".

Sharbat Gula, gdyż tak się nazywa, okazała się Pasztunką. Dzięki jej relacji mogliśmy poznać smutne dzieje Afganki. Na początku lat 80-tych rodzinna wioska Guli została zbombardowana przez radzieckie helikoptery. W wyniku nalotu zginęli rodzice Sharbat, a ona sama wraz ze swą babcią oraz bratem i trzema siostrami uciekła z wioski. W czasie przeprawy przez góry wielokrotnie zmuszeni zostali do krycia się przed radzieckimi helikopterami. Ostatecznie mimo wielu problemów, w tym śniegu i przenikliwego chłodu udało im się dostać do obozu. 

Jeszcze w dzieciństwie rodzice Sharbat zaaranżowali jej małżeństwo. Niedługo po sfotografowaniu, dziewczyna wyszła za mąż. Niestety jej życie nie ułożyło się najlepiej. Z powodu braku perspektyw mąż pracuje w piekarni w mieście, w wyniku czego małżeństwo spędza ze sobą mało czasu. Sama Sharbat w 2002 roku mieszkała w glinianej, nędznej chacie wraz z trójka swych dzieci, niestety jej czwarte dziecko zmarło 8 miesięcy po porodzie. Nasza bohaterka była niepiśmienna i marzyła o tym, aby wysłać swe dzieci do szkoły. Aż do spotkania z reporterami nigdy nie widziała swej fotografii i nie miała pojęcia, jak jej wizerunek stał się sławny na świecie.  

Mimo tego wszystkiego pozostała bardzo skromną osobą. Oświadczyła, że już nigdy nie udzieli żadnego wywiadu. Dbając o anonimowość przeprowadziła się do innej wioski. Od tej chwili nie mamy żadnych informacji o jej życiu. Szefowie National Geographic zdecydowali się pomóc całej rodzinie, zachowując wszelkie niezbędne informacje w tajemnicy. Jej twarz w 2002 roku po 17 latach życia w tym okrutnym świecie przekazuje nam poniekąd informacje o jej losie i przeżyciach.


Powracając do pierwszego zdjęcia, bez wątpienia tym, co rzuca się nam w oczy jest jej spojrzenie. To niezwykle zimne spojrzenie jest z jednej strony przerażające, głęboko nas przeszywa, natomiast z drugiej strony silnie przyciąga. Te niezwykle żywe, zielone oczy dają nam przekaz nie tylko tragicznych losów dziewczyny, lecz także losów całego narodu afgańskiego. Pasztunka hipnotyzuje nas swymi oczyma. Wydawać by się mogło, że spoglądając w obiektyw, rzuca wyzwanie fotografowi. Widać w nich mieszankę zarazem strachu oraz złości na cały świat. Ubrana jest w zniszczony strój, który symbolizuje jej nędze. Było to pierwsze w życiu zdjęcie Sharbat, które jednocześnie sprawiło, że ludzie na całym świecie mocniej zaczęli interesować się tym odległym konfliktem.
 

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Phan Thi Kim Phuc

Dnia 8 czerwca 1972 roku, Nick Ut wykonał zdjęcie, które zaszokowało opinię publiczną na całym świecie. Tego dnia udało mu się uwiecznić na zdjęciu Phan Thi Kim Phuc. Ta 9-letnia wietnamska dziewczynka została dotkliwie poparzona w wyniku omyłkowego zbombardowania przez samoloty wojsk Południowego Wietnamu grupy cywili uciekających z wioski Tramg Bang koło Sajgonu.


fot. Nick Ut
 
W 1972 roku wojna wietnamska wchodziła powoli w decydującą fazę. Obie strony konfliktu zaczęły stosować coraz bardziej drastyczne i brutalne środki walki. Wojska Wietcongu oraz Wietnamu Północnego w często dokonywały masakry ludności cywilnej, natomiast Amerykanie używając napalmu oraz  nalotów dywanowych wielokrotnie niszczyli cywilne osady i zabudowania.

8 czerwca doszło do walki o wioskę Tramg Bang. 9-letnia Kim Phuc dołączyła do grupy uciekinierów z wioski, która kierowała się w stronę stanowisk południowowietnamskich wojsk. Niestety w wyniku pomyłki pilota, który uznał ich za grupę wojsk nieprzyjaciela, dokonany został na nich zrzut ładunku z napalmem. W czasie bombardowania śmierć poniosły cztery osoby, w tym dwóch kuzynów Kim. Wiele innych osób zostało poważnie rannych.

Na miejscu tej tragedii znalazł się Nick Ut, 21-letni praktykant agencji Associated Press. Nagle z obłoków dymu wynurzyła się grupka dzieci. Na jej czele biegł niezwykle przerażony chłopiec. Tuż za nim podążała Kim krzycząca "Nong qua! Nong qua!", co oznaczało "za gorąco!". Całą tę sytuację zarejestrowała kamera Petera Davisa:
Fotograf początkowo sądził, że strzępy znajdujące się na ciele Kim, to kawałki ubrania. Z przerażeniem jednak uświadomił sobie, że to była jej skóra. Nick Ut na całe szczęście zrobił coś, czego w obecnych czasach raczej nie możemy się spodziewać po reporterach. Udało mu się zabrać Kim oraz inne poszkodowane dzieci do specjalistycznej kliniki w Sajgonie. Lekarze po badaniach stwierdzili, że poparzenia sięgające 60% powierzchni ciała, dają niewielkie szanse na uratowanie Kim. Jednak dziewczynce udało się przetrwać. Po 14 miesiącach oraz 17 operacjach ta młoda Wietnamka odzyskała zdrowie. W szpitalu odnalazła ją matka, a Nick odwiedzał dziewczynkę aż do czasu, gdy został ewakuowany z Sajgonu trzy lata później.

Niewiele brakowało, by ta słynna fotografia nigdy nie ujrzała światła dziennego. Agencja Associated Press początkowo odrzuciła zdjęcie, gdyż według ustalonych wcześniej zasad nie wolno było publikować nagich zdjęć postaci. Jednak kierownik Agencji zdecydował się na przesłanie fotografii do centrali w Nowym Jorku. Wkrótce zdjęcie poparzonej Kim znalazło się na pierwszych stronach dzienników całego świata.

Opisywana fotografia stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli wojny w Wietnamie. Ponadto po opublikowaniu jeszcze bardziej przyczyniła się do rozrostu manifestacji przeciw rządowi oraz samej wojnie. Nick Ut momentalnie zyskał sławę, zdobywając za swe zdjęcie najważniejsze nagrody, w tym Pulitzera oraz World Press Photo. 

Kim przez wiele lat wiodła spokojne życie aż do czasu, gdy będąc na studiach została rozpoznana jako słynna osoba na zdjęciu. Komunistyczny rząd uczynił z niej obiekt propagandowy. Przerwano jej studia i zmieniano życiorys, podając, że jest nauczycielką lub pielęgniarką. W 1986 roku udało jej się zdobyć zezwolenie na wyjazd na Kubę, gdzie mogła kontynuować przerwane studia. Tam poznała swego przyszłego męża. W czasie miesiąca miodowego w roku 1992 poprosili o azyl polityczny w Kanadzie. Obecnie jest Ambasadorem Dobrej Woli UNESCO oraz bierze czynny udział w pomocy dziecięcym ofiarom wojen na świecie.

czwartek, 15 grudnia 2011

Omayra Sánchez

Tym razem chciałbym zająć się zdjęciem, które wywołało w ówczesnym czasie ogromne emocje i doprowadziło do sporej debaty nad granicami moralności reporterów. Obraz przedstawia Omayre Sánchez, 13-letnią ofiarę erupcji wulkanu w Kolumbii. Autorem fotografii jest Frank Fournier.


fo. Frank Fournier

Na początku 1985 roku, grupa geologów przeprowadziła badania kolumbijskiego wulkanu Navado del Ruiz. Rezultatem prowadzonych obserwacji był raport stwierdzający, że wulkan jest bardzo aktywny sejsmicznie i istnieje spore ryzyko jego erupcji. Niestety z jakiegoś powodu raport trafił na półkę i nie wprowadzono jakichkolwiek środków bezpieczeństwa.

Dla kolumbijskich władz, ale w szczególności mieszkańców rejonów wokół wulkanu takie zaniedbania zakończyły się ogromną tragedią. 13 listopada 1985 roku nastąpiła potężna erupcja Navado del Ruiz. Pokrywa lodowcowa wulkanu błyskawicznie zamieniła się w ogromną falę lawin błotnych, które z wielką prędkością runęły na pobliskie miejscowości. Fala błota dotarła nawet na odległość 100 kilometrów od wulkanu, a w niektórych miejscach jej pokrywa sięgała 50 metrów.

W wyniku kataklizmu śmierć poniosło 28700 osób. Największe straty zanotowano w mieście Armero, w którym zginęło przeszło 21 tysięcy mieszkańców. Erupcję Navado del Ruiz uznaje się za jedną z największych katastrof związanych z erupcją wulkanu w XX wieku.

Zniszczenia były tak potworne, iż niektóre miejsca zostały praktycznie całkowicie odcięte od świata. Wielu Kolumbijczyków zmarło w nadziei nadejścia oczekiwanej pomocy. Jedną z ofiar kataklizmu była Omayra Sánchez. Jej zdjęcie stało się symbolem tragedii tysięcy ofiar.

Omayra w wyniku lawiny została uwięziona po szyję w wodzie. Konstrukcja budynku przygniotła jej nogę, uniemożliwiając jakiekolwiek próby oswobodzenia dziewczynki. Przez 60 godzin dziewczynka walczyła o życie, wciąż mając nadzieję, że zostanie uratowana. Ratownicy wraz z Czerwonym Krzyżem kilkukrotnie apelowali do władz o możliwość wypompowania wody i udzielenia większej pomocy uwiezionej. W końcu dali za wygraną i pozostali przy Omayri, pocieszając ją w ostatnich chwilach życia. Dziewczynka z każdą chwilą traciła swe siły, aż w końcu zmarła w wyniku gangreny oraz hipotermii.

Mimo wszystko do samego końca wierzyła, że zostanie uratowana i spotka się ze swymi rodzicami:

Za sprawą tego materiału hiszpańskiej telewizji, cały świat mógł zobaczyć ostatnie chwile Omayri. Zadawano sobie pytanie - jak to jest możliwe, że dzięki technologii możemy uwiecznić i oglądać ten obraz, a nie potrafimy dziewczynce pomóc?

Frank Fournier przybył na miejsce katastrofy kilka godzin przed śmiercią Kolumbijki. Na miejsce tragedii dziewczynki zaprowadzony został przez miejscowego farmera. Wiele lat później w wywiadzie dla BBC stwierdził: 
Czułem, że jedyną rzeczą, jaką mogłem zrobić, to uwiecznić odwagę, cierpienie i godność dziewczynki, i mam nadzieję, że przez to zmobilizuję ludzi, aby pomogli tym, którzy przeżyli kataklizm.
Fotoreporter wysyłając swe zdjęcia do agencji nie wiedział jeszcze, jaką wielką burzę rozpęta jego dzieło. Wkrótce zaczęła się poważna debata na temat granic moralności reporterów. Fotografów nazywano sępami żerującymi na ludzkiej tragedii. Zarzucano Fournierowi, że nie zrobił niczego, by pomóc dziewczynce. Niestety mimo szczerych chęci nie mógł nic dla niej zrobić, prócz uwiecznienia jej walki o życie.

W wielu sytuacjach spotykamy się z kontrowersyjnymi zdjęciami oraz reportażami. Niewątpliwie część z nich jest tworzona tylko po to, by kosztem tragedii innych osiągnąć własny sukces, zdobyć sławę oraz prestiżowe nagrody. Jednak wśród tych fotografii, artykułów, filmów znajdują się także takie, które choć budzą kontrowersje, niosą ze sobą misję informowania świata o danych wydarzeniach, zjawiskach.
Bez wątpienia omawiana fotografia najbardziej ze wszystkich obrazów przyczyniła się do ogólnoświatowej zbiórki funduszy na pomoc ofiarom katastrofy. Bez Fourniera świat zapewne nie dowiedziałby się o tragedii Omayry Sánchez.

Na koniec kilka słów o samej fotografii. 
Dziewczynka umieszczona w centralnej części kadru spogląda na nas swymi przerażającymi oczyma. Wiedząc, że kilka godzin później Omayra będzie już martwa, możemy zastanawiać się, czy za tymi czarnymi oczami nie kryje się śmierć. 
Mimo wielkiej chęci życia prezentowanej w dokumencie całemu światu, spoglądamy na nią niczym na demona. Jej obraz z pewnością wywiera większe wrażenie, uczucie strachu niż niejedna postać grozy. 
Niezwykle ciężko obserwować kogoś martwego za życia. Trudno także stwierdzić, czy w tym spojrzeniu kryje się jeszcze jakaś nadzieja, wola przetrwania. Tez zupełny brak emocji mocno w nas trafia i sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad wieloma sprawami dotyczącymi życia i śmierci.




sobota, 10 grudnia 2011

Tank Man

Tym razem chciałbym zaprezentować zdjęcie, które jest jednym z najbardziej znanych na świecie symboli oporu przeciw władzy, dyktaturze. Autorem fotografii jest Charles Cole. Oprócz niego ową sytuację uwieczniło także trzech innych fotografów oraz ekipa filmowa.



Rok 1989 był przełomowy dla historii świata. Właśnie wtedy rozpoczął się finalny rozpad Bloku Wschodniego. Pierwsze wolne wybory w Polsce oraz upadek muru berlińskiego odbiły się w świecie szerokim echem. Europejska rewolucja zakończyła się pełnym sukcesem ludzi pragnących wielkich zmian. Gdy świętowaliśmy pierwsze wolne wybory w naszym kraju, w Chinach na placu Tian'anmen rozgrywał się przerażający dramat protestujących.

Początek wielkiej rewolucji chińskiej zbiegł się z wizytą w pekińskim miasteczku studenckim Hu Yaobanga - byłego sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin. Yaobang zdobył olbrzymią popularność wśród studentów, gdyż powszechnie uznawany był za zwolennika reform i walki z korupcją u szczytów władzy. Szkodliwy dla elit partii, został odsunięty ze swego stanowiska i oskarżony o podburzanie młodych osób do rewolucji. Tego samego dnia, 15 kwietnia, były sekretarz zmarł na atak serca. Powszechnie uznaje się jego wizytę wśród studentów za początek rewolucji.

Śmierć nieformalnego przywódcy doprowadziła do masowych protestów. Studenci wraz z robotnikami domagali się demokratyzacji kraju, rozprawienia się z korupcja oraz rehabilitacji Hu. W dniu pogrzebu Yaobanga na ulice wyszło ponad sto tysięcy mieszkańców Pekinu. 26 kwietnia przewodniczący partii Deng Xiaoping ostro skrytykował protestujących, określając ich manifestacje jako przejaw warcholstwa. Jego wypowiedź odniosła odwrotny skutek do zamierzonego, gdyż przyczyniła się do gwałtownego wzrostu liczby protestujących. Obok siebie maszerowały setki tysięcy osób - studenci, robotnicy, lekarze, a nawet wojskowi. Każdego dnia do stolicy z różnych rejonów Chin przybywali nowi protestujący. Według przeprowadzonego sondażu aż 75% mieszkańców Pekinu popierało protest.

Od 4 maja ponad sto tysięcy protestujących zaczyna okupację placu Tian'anmen. 13 maja około trzech tysięcy z nich decyduje się na strajk głodowy. Pojawiają się wtedy również problemy ruchu rewolucyjnego. Robotnicy w niewielkim stopniu łączą się ze studentami, zaczynają się wewnętrzne podziały. Tymczasem w samym kierownictwie partii ważą się losy protestujących. Zhao Ziyang, zwolennik rozmów ze studentami zostaje odsunięty od władzy. Premier Li Peng wraz z ortodoksyjnym odłamem kierownictwa decyduje się na siłowe rozwiązania. 20 maja w Pekinie ogłoszono stan wyjątkowy. Setki ciężarówek z żołnierzami zostaje skierowanych do stolicy. Jednak protestujący zatrzymują kolumny wojskowe i nie zezwalają im na wjazd do centrum. Liderzy partii decydują się w tej sytuacji na odwrót armii. Ten policzek dla władzy ze strony ludu musiał jednak zostać srogo ukarany.

Wiedząc, że żołnierze stacjonujący w okolicach Pekinu są pod wpływem haseł głoszonych przez protestujących, przywódcy decydują się na wprowadzenie do stolicy 27. Armii stacjonującej na prowincji. Czołgi, pojazdy opancerzone oraz ogromne masy żołnierzy zaczynają okrążać miasto. Plac Tian'anmen zostaje otoczony wieloma barykadami przez studentów, którzy wciąż liczyli na rozwiązania pokojowe. Protestujący ponadto nadal wierzyli, że ludowa armia stanie po stronie obywateli - wielce się z tym jednak przeliczyli. Armia otrzymała wyraźne instrukcje "do szóstej rano plac ma być wolny od protestujących". Padają pierwsze strzały. Rozpoczyna się rzeź. Ludzie są zabijani karabinami, przebijani bagnetami, rozjeżdżani przez gąsienice czołgów. W ciągu kilku godzin olbrzymia szansa na reformy demokratyczne ginie pod gradem kul.

Do dnia dzisiejszego dokładna liczba ofiar masakry owiana jest tajemnicą. Według oficjalnych (rządowych) źródeł w czasie zamieszek zginęło 241 osób, a rannych zostało przeszło siedem tysięcy. Czerwony Krzyż mówi o 2,5 tysiącach ofiar śmiertelnych, natomiast w nieoficjalnych źródłach wojskowych wspomina się o ponad 40 tysiącach ofiar oraz przeszło 20 tysiącach rozstrzelanych po spacyfikowaniu rewolucji! Obecnie w więzieniach z dożywotnim wyrokiem wciąż mogą znajdować się setki, tysiące protestujących.

5 czerwca, dzień po stłumieniu protestów zdarzyła się sytuacja, która stała się symbolem tej rewolucji. Gdy wydawało się, że wojsko całkowicie zdobyło kontrolę nad miastem i zasiało we wszystkich mieszkańcach strach przed jakąkolwiek formą protestu, jeden człowiek odważył się pokazać władzy, iż wciąż sprzeciwia się jej decyzjom.

Grupa chińskich czołgów rozpoczęła wycofywanie się z centrum miasta. Nieoczekiwanie na ich drodze stanął samotny człowiek trzymający siatki na zakupy. Ten zwyczajny przechodzień zagrodził przejazd grupie pancernej i nie zezwolił na jej dalszy pochód. Mimo wcześniejszych krwawych wydarzeń, odważył się na czyn, który przeszedł do historii świata. Niestety do dzisiaj nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się, co takiego powiedział załodze czołgu. Co więcej, dokładnie nie można zidentyfikować tej osoby. Powszechnie określany jest jako Tank Man lub Nieznany Buntownik. Brytyjski Sunday Express podał, że tym człowiekiem był 19-letni Wang Weilin. Tej informacji nie udało się jednak potwierdzić. Zapewne jeśli został schwytany, jedyną karą za takie przewinienie mogła być śmierć. W końcu na oczach całego świata ośmieszył panujący reżim i ośmielił się sprzeciwić władzy. Dociekano też, czy grupa osób odciągająca go od kolumny, to zwykli przechodnie starający się ocalić mu życie, czy może pracownicy służb specjalnych. 

Hipotez dotyczących losu buntownika jest wiele. Jedna zakłada jego szybką śmierć, inna długie tortury i rozstrzelanie. Ktoś inny stwierdził, że słynna postać do dzisiaj mieszka na Tajwanie. Bez wątpienia jego słynny czyn sprawił, że masakra na placu Tian'anmen zyskała międzynarodowy rozgłos. 

21 lat po opisanych wydarzeniach, dzięki sprawnie prowadzonej polityce wewnętrznej Chin oraz stosowanej we wszystkich  środkach masowego przekazu cenzurze, coraz mniej osób wie, co tak naprawdę zdarzyło się w 1989 roku. Przy wpisaniu w chińskiej wersji Google hasła Tian'anmen nie otrzymamy żadnej informacji o rewolucji.

Tank Man symbolizuje miliony osób nie tylko z Chin, lecz i z całego świata, które decydują się sprzeciwić panującej władzy. Anonimowy człowiek zdobył się na czyn, na który stać tylko niewielu z nas. Zamieszczony powyżej film zadaje nam jednak pytanie "Kim była ta osoba?". Odpowiedź brzmi "Ty"!

środa, 7 grudnia 2011

Portret Lewisa Payne'a

Pierwszym zdjęciem, jakie chciałbym omówić jest Portret Lewisa Payne'a autorstwa Alexandra Gardnera.



Zdjęcie to zrobiło na mnie kilka lat temu ogromne wrażenie. "Odnalazłem" je dla siebie czytając jeden z rozdziałów eseju Studium Obrazu Rolanda Barthesa. Od tego czasu często do niego powracam.

Na pierwszy rzut oka widzimy młodego mężczyznę, który wpatruje się wprost w nas. Dostrzec możemy kajdany na jego rękach. Szczególnie intrygująca jest jego postawa oraz te oczy, którymi nas świdruje. Swym wyglądem przypomina kamienny posąg, pełen powagi i spokoju. Możemy owe zdjęcie interpretować na różne sposoby, aczkolwiek jego historia jest niewątpliwie najważniejsza. 

Na fotografii uwieczniony został Lewis Thornton Powell, znany bardziej jako Lewis Payne. W 1865 roku ten 21-letni chłopak dokonał nieudanego zamachu na amerykańskiego sekretarza stanu W.H. Sewarda. Gardner, który zyskał sławę zdjęciami wojny secesyjnej, uwiecznił Payne'a w jego więziennej celi, gdy ten oczekiwał na swą egzekucję poprzez powieszenie.

Ten fakt w mym przypadku diametralnie zmienia odczucia co do prezentowanego obrazu. Widzimy młodego, przystojnego chłopaka, który w wieku 21 lat zostanie stracony na szubienicy. Od egzekucji dzielą go dni, może godziny. Całe jego przyszłe życie zostanie ukrócone w jednej chwili. Oczy są zdecydowanie najważniejszym elementem zdjęcia. Spogląda na nas człowiek jeszcze żywy ale już w zasadzie martwy. Jakie były jego myśli w chwili utrwalania zdjęcia?

Spojrzenie Lewisa przeszywa nas i nie daje o sobie zapomnieć. Mimo częstego analizowania fotografii, do dzisiaj nie jestem w stanie dokładnie ocenić, czy w tym spojrzeniu znajdziemy jeszcze jakąś iskierkę życia czy tylko martwy punkt, pogodzenie się z nadchodzącą śmiercią.



Początek

Ostatnio jedna z najbliższych mi osób zasugerowała, że mimo dużego potencjału we mnie drzemiącego, niestety nie robię nic konkretnego w swym życiu. Taka jest prawda! Mimo tylu możliwości, by coś robić, rozwijać się, ja popadam w marazm brakiem aktywności twórczej i intelektualnej.

Dlatego postanowiłem między innymi założyć ten blog. Mam zamiar dzielić się z innymi osobami swymi spostrzeżeniami odnoszącymi się do poszczególnych fotografii. Często nie zdajemy sobie sprawy z faktu, iż każde zdjęcie posiada jakąś historię. Niektóre obrazy niosą ze sobą sporą dawkę emocji lub sprawiają, że zaczynamy o nich myśleć w zupełnie innych perspektywach. Dla mnie w wielu przypadkach książka lub artykuł pozbawione zdjęć lub ilustracji są jak film bez muzyki.

Poznanie historii danego zdjęcia lub obiektu, który został na nim uwieczniony, może w znacznym stopniu odmienić nasze wcześniejsze spostrzeżenia i refleksje. Fotografia jest jak poezja czy malarstwo. Możemy poprzez nią poznawać czyjąś historię lub dany obiekt dowolnie interpretować. Mam tu na myśli określone przez Rolanda Barthesa punctum oraz studium. 

Historia Jednej Fotografii nie będzie odnosić się mimo jasno określonego tytułu tylko do jednego obrazu, lecz do tych zdjęć, które wywarły na mnie największe wrażenie. Mam zamiar pokazać, iż od jednego zdjęcia można wyjść nieraz do ciekawej historii. 

Życzę miłej lektury!