poniedziałek, 23 grudnia 2013

Oded Balilty - The power of One

Przeciwstawienie się komuś silniejszemu zawsze wymaga sporej odwagi. Co w związku z tym możemy powiedzieć o pojedynczych osobach, jednostkach, które walczą z systemem, niesprawiedliwością, często z narażeniem życia. Jedną z takich sytuacji uwiecznił na zdjęciu izraelski fotograf Oded Balilty.



fot. Oded Balilty

Powstanie po II wojnie światowej państwa Izrael stało się punktem zapalnym na Bliskim Wschodzie, jaki do dziś doprowadza do wielu mniejszych i większych konfliktów izraelsko-palestyńskich. Szczególnie jest to widoczne na Zachodnim Brzegu Jordanu, który w chwili obecnej znajduje się w granicach Autonomii Palestyńskiej. To niezwykle ważne miejsce dla obu kultur, a zwłaszcza Żydów, dla których choćby Betlejem to święte miejsce. W związku z tym spora część obywateli Izraela nie zgadza się na palestyńską administrację na tych terenach. Jednym ze sposobów walki tej grupy o Zachodni Brzeg jest tworzenie izraelskich osad i enklaw. 

Symbolem konfliktu na linii osadnicy-rząd jest między innymi wieś Amona. Została ona założona pod koniec lat 90. i do dziś stanowi jedną z wielu półlegalnych osad na terenie Autonomii Palestyńskiej. Bezprawna budowa domostw stała się szybko nie tylko solą w oku izraelskiego rządu, lecz także silnym argumentem przetargowym dla krajów walczących o większe prawa dla Palestyńczyków. Ponadto w wielu przypadkach były to budynki o bardzo słabej konstrukcji, sprawiające zagrożenie dla ich mieszkańców.

W roku 2006 w wyniku międzynarodowych protestów oraz silnego oddziaływania lokalnej organizacji Pokój Teraz, której zadaniem jest pojednanie i pokój z sąsiadami Izraela, ostatecznie doszło do częściowego rozwiązania konfliktu. Zdecydowano się na rozbiórkę nielegalnych osiedli i przesiedlenie jej mieszkańców. Właśnie wtedy Oded Balilty 1 lutego w Amonie zrobił swe najsłynniejsze jak dotąd zdjęcie. Tego dnia w wiosce i jej okolicach pojawiły się tysiące policjantów, strażników granicznych oraz żołnierzy, których zadaniem miało być zabezpieczenie całej akcji. Przeciwstawili im się nie tylko mieszkańcy, lecz także kilka tysięcy protestujących z całego kraju.

Na zdjęciu ukazana została 16-letnia Ynet Nili. Obraz prezentuje niezwykłą odwagę samotnej dziewczyny wobec napierających sił policyjnych. Stał się najważniejszym symbolem tego wydarzenia. Z jednej strony można cenić ją za walkę o własne ideały, lecz z drugiej strony akcja rządowa wobec nielegalności całego miejsca miała swoje uzasadnienie. Niestety rozprawienie się z "buntownikami" oraz mieszkańcami było bardzo brutalne. O to, co o samym zdjęciu i tych wydarzeniach powiedziała bohaterska dziewczyna:

"Ten obraz jest po prostu wstydem dla naszego narodu. Zamiast bronić ludzi i ziemi Izraela, siły bezpieczeństwa zdecydowały się zniszczyć żydowskie domy. Obraz jak ten, jest znakiem hańby dla państwa Izrael. Choć może wyglądać niczym dzieło sztuki, to jednak nie oddaje tego, co wydarzyło się w Amonie."
fot. Guy Asiag
Nili powiedziała, że niedługo po zrobieniu zdjęcia, została pobita przez policjantów. Była targana za włosy, bita, kopana. Ten sam los spotkał wielu innych demonstrantów, a także osoby w ogóle nie stawiające oporu. Na pytanie, dlaczego to zrobiła, czemu nie uciekła z tego miejsca, mówi:

"Szliśmy do walki. Nie przyszliśmy tam poddać się lub też uciec. Czuliśmy całą tą niesprawiedliwość i zło, dlatego chcieliśmy stanąć w opozycji do niego, pokazać jedność i siłę naszej determinacji. Istnieje całe pokolenie młodzieży wychowanej w Izraelu, które wierzy w kraj i nauki płynące z Tory.  Jesteśmy gotowi do walki o niego. Przemoc i okrucieństwo w ​​Amonie nas nie złamał, lecz przeciwnie, wzmocniły nas. Policjanci mogą połamać nasze kości, ale nie mogą złamać naszego ducha. Jestem gotowa ponownie uczynić to samo. I wierzę w całą sprawę, podobnie jak tysiące młodych ludzi."
 
W czasie całej akcji policyjnej obrażenia odniosło ponad 300 osób. Zniszczono wtedy jednak tylko 9 domów. Pod koniec 2013 roku w osadzie nadal mieszkało kilkadziesiąt rodzin, a sytuacja prawna nie została uregulowana. Tak więc w najbliższym czasie możemy być świadkami podobnych demonstracji oraz walki o miejsca do zamieszkania.

Źródła:
http://www.ynetnews.com/articles/0,7340,L-3390079,00.html
http://en.wikipedia.org/wiki/Amona,_Mateh_Binyamin

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Don McCullin - Rozpacz

W historii fotografii mieliśmy do czynienia z wieloma zdjęciami, które prezentowały inną stronę wojny. Tę stronę, która ukazuje rozpacz rodzin, całych społeczności po stracie bliskiej osoby. Jednym z najbardziej znanych i dramatycznych obrazów jest niewątpliwie zdjęcie Dona McCullina, przedstawiające cypryjską kobietę rozpaczającą po śmierci swego męża w czasie wojny domowej.


fot. Don McCullin

Jednym z najmniej znanych konfliktów w Europie II połowy XX wieku była wojna domowa na Cyprze. Wyspa ta od wieków stanowiła miejsce, w którym dochodziło do zderzenia się kultury greckiej z turecką. W wyniku tego obok siebie znajdowały się greckie miasta i tureckie enklawy. Biorąc pod uwagę wzajemną wrogość obu nacji, która przybrała szczególną intensywność po wojnach z I połowy ubiegłego wieku, wybuch konfliktu był tylko kwestią czasu.

Ogromny problemem dla całego Cypru była powoli kończąca się dominacja Wielkiej Brytanii. Dla Brytyjczyków pozostawienie wyspy w rękach którejś ze stron nie wchodziło w rachubę, a coraz śmielsze zapędy cypryjskich Greków do przyłączenia tych terenów do Grecji, sprawiały, że szybko mogło dojść do eskalacji konfliktu. Niestety brak zgody na plany pokojowe oraz silne oddziaływanie Turcji i Grecji doprowadziło do wybuchu konfliktu. Ogromnym zagrożeniem dla Turków na wyspie był arcybiskup Makarios III, który dążył do unii z Grecją, a także miał ogromny wpływ na greckie bojówki atakujące tureckie wsie i miasteczka. Na przełomie 1963/1964 roku doszło do pierwszych poważnych starć. Poniższa mapa doskonale obrazuje ogromny podział etniczny i kulturowy na Cyprze. 




To właśnie wtedy Don McCullin po raz pierwszy wyruszył na wojnę. Na Cyprze brytyjski fotograf zapoznał się z typowymi warunkami wojennymi - śmiercią, niebezpieczeństwem, rozpaczą. Wraz z brytyjskimi żołnierzami mającymi zadbać o pokój na wyspie, McCullin dostał się do tureckich wiosek otoczonych przez greckie bojówki. Pewnego dnia o poranku w jednej z wiosek fotograf wszedł do pobliskiego domu. Od razu mógł wyczuć zapach świeżej krwi. Na podłodze zauważył kilku mężczyzn zamordowanych ubiegłej nocy. Gdy zaczął wykonywać zdjęcia, nagle do pomieszczenia dostała się cała rodzina. Okazało się, że jednym z mężczyzn na ziemi jest mąż kobiety na poniższym zdjęciu. Nie byli małżeństwem nawet tydzień, gdy Grecy zaatakowali wioskę. 



fot. 3,4,5 Don McCullin
Był to dopiero początek prawdziwego dramatu, który udało się fotografowi uwiecznić na swych zdjęciach. Powracające rodziny zaczęły dowiadywać się o śmierci swych bliskich, którzy bronili wioski przed atakującymi. Oto, co sam McCullin powiedział o tytułowej fotografii:

"Poszedłem do tej jednej wsi wcześnie rano, gdzie znaleziono ciała mężczyzn, którzy bronili wioski. Powracające do niej kobiety dowiadywały się, że ich mężowie zginęli. Wtedy zobaczyłem ten widok, niczym z obrazów Goi, ludzi patrzących w niebo w kierunku Chrystusa. Z czasem w swej pracy zauważyłem, że wiele osób w trakcie wojny, będąc w głębokim żalu i smutku, spoglada w niebo, jakby szukając samego Boga, oferującego im pomoc."

Jest to jedno z najbardziej dramatycznych zdjęć, jakie zostały kiedykolwiek uwiecznione na wojnie. Nie przedstawia ono śmierci, zniszczeń, lecz ogromny smutek i żal kobiety, która dopiero co dowiedziała się o śmierci swego męża. McCullin w swej pracy często stawiał właśnie na pokazywanie tego drugiego aspektu wojny - ludzi dotkniętych przez głód, utratę kogoś bliskiego, ranionych przez bomby i pociski. Jak sam kiedyś stwierdził, mimo dłuższej już przerwy od zmagań wojennych, jego pracownia nadal jest nawiedzonym miejscem, które przechowuje pamięć o tylu ofiarach konfliktów i przemocy. Jest on także żywym przykładem tego, że będąc fotoreporterem można zachować człowieczeństwo, nie zawsze goniąc za sensacją.

Konflikt na Cyprze choć przytłumiony, nadal tam istnieje. Ostatecznie w wyniku negocjacji pokojowych wyspa została podzielona na stronę grecką i turecką, co przyczyniło się do sporej migracji ludności. Obecnie zarówno greko-cypryjczycy, jak i mniejszość turecka chcą zjednoczenia, jednak na innych warunkach niż proponuje ONZ, a każda ze stron ma także swoją koncepcję. Na rozwiązanie całej sprawy przyjdzie nam pewnie jeszcze długo poczekać.

Na sam koniec chciałbym jeszcze przedstawić krótką historię dowodzącą tego, jak wspaniałym człowiekiem jest McCullin. W czasie ewakuacji jednej z tureckich osad przed zbliżającymi się Grekami, fotograf zauważył staruszkę, która ledwo mogła się poruszać.

fot. Don McCullin
 Oto, jak postąpił fotograf w tej sytuacji:

fot. John Bulmer

"Widziałem całą wieś w czasie ewakuacji w bezpieczne miejsce. Była tam jedna staruszka, która miała kłopoty z chodzeniem, podpierając się cały czas dwoma kijami. Brytyjski żołnierz próbował prowadzić ją ze sobą. Byłem z moim przyjacielem i powiedziałem: "To jest śmieszne". Wykonałem jedno zdjęcie, schowałem aparat w torbie i chwyciłem staruszkę. Biegnąc z nią, po prostu nie chciałem, żeby ta starsza kobieta została zastrzelona. Poczułem się dzięki temu dobrze. Nie byłem jedynie zwykłym obserwatorem na wojennej wyprawie. Byłem często oskarżony o robienie wielu okropnych zdjęć i pytano się mnie, czy pomagałem ludziom. Oczywiście, że tak, ale nie chcę się tym chwalić. Myślę, że zrobiłem to wtedy, by oczyścić własne sumienie."

Źródła:
http://www.harpersbazaar.co.uk/going-out/who-what-where/best-of-don-mccullin-9#slide-5
http://www.harpersbazaar.co.uk/going-out/who-what-where/best-of-don-mccullin-4#slide-3
http://pl.wikipedia.org/wiki/Don_McCullin
http://pl.wikipedia.org/wiki/Cypr


niedziela, 24 listopada 2013

Keisha Thomas - Tolerancja

Różnice na tle politycznym, etnicznym są często w stanie wywoływać wojny, poważne spory. Brak poszanowania dla drugiego człowieka może doprowadzić do wybuchu agresji, zwłaszcza w przypadku większej grupy. Do takiej sytuacji doszło w latach 90. w Stanach Zjednoczonych, kiedy to na jednej z manifestacji doszło do konfrontacji grupy Ku Klux Klanu wraz z jej przeciwnikami. Nieoczekiwanie za sprawą Keishy Thomas miało miejsce wydarzenie przywracające wiarę w człowieczeństwo.

fot. Mark Brunner

Stany Zjednoczone to kraj, który już od wielu lat jest niezwykle podzielony ze względu na przekonania polityczne oraz pochodzenie rasowe. Swoboda praw obywatelskich sprawia, że każdy może praktycznie bez przeszkód manifestować swoje przekonania, często w naszej ocenie niepoprawne politycznie i społecznie. Już wielokrotnie dochodziło do starć faszystów, rasistów z organizacjami demokratycznymi. W naszej ocenie może się wydawać, że "złą" stroną w takich starciach mogą być rasiści. Tymczasem sytuacja, do jakiej doszło pod ratuszem w Ann Arbor w 22 czerwca 1996 roku, pokazała, że agresja może wyjść z każdego z nas.

Tego dnia organizacja Ku Klux Klanu zorganizowała spotkanie w miejscowym ratuszu. Pod budynkiem zgromadzili się jej przeciwnicy. Nagle wśród tłumu wypatrzono obserwującego całe zamieszanie białego mężczyznę ubranego w koszulkę konfederacji. Choć mężczyzna nie był członkiem Ku Klux Klanu, to jednak tłum postanowił wyładować na nim narastającą złość i agresję. Na załączonym poniżej zdjęciu widać tego uciekającego mężczyznę. 


fot. Mark Brunner
Mężczyzna mimo próby ucieczki, nie zdołał wymknąć się tłumowi. Albert McKeel Jr został błyskawicznie powalony na ziemię, a następnie grupa kilkunastu osób zaczęła z okrzykami "zabić nazistę!" okładać mężczyznę kijami oraz pięściami. 




Nieoczekiwanie pomoc dla neonazisty (na ramieniu miał wytatuowane symbole SS) przyszła ze strony 18-letniej czarnoskórej dziewczyny, Keishy Thomas. Udało jej się przedrzeć przez tłum mężczyzn, a następnie ochronić własnym ciałem katowanego mężczyznę. Dzięki tej brawurowej akcji zapewne udało jej się uratować życie tego człowieka.


 

Dziewczyna niezwykle szybko została okrzyknięta bohaterką. Choć nigdy potem nie spotkała już tego mężczyzny, to jednak kilka miesięcy później poszedł do niej w kawiarni młody chłopak, który powiedział jej "dziękuję". Na pytanie "za co?", otrzymała odpowiedź "to był mój ojciec".

Odwaga tej dziewczyny była czymś niesamowitym. Przeciwstawienie się tłumowi, który jest zdolny do wszystkiego, było niezwykłym czynem, wspaniałym aktem tolerancji, jaki przeszedł do historii. Paradoksem może się wydawać sytuacja, gdy wybawienie mężczyzny przyszło z rąk osoby, której zapewne w normalny dzień nie okazałby szacunku.

Na pytanie, dlaczego to zrobiła, odpowiedziała - "Wiedziałam, jak to jest czuć ból z tego powodu. Wiele razy mi się to przytrafiało. Zawsze chciałam, by ktoś tak stanął w mojej obronie".  Dziś Keisha ma ponad 35 lat i mieszka w Houston, w Teksasie. Każdego dnia koncentruje się na dobru, którego może udzielić w przyszłości. Według niej codzienne akty dobroci wobec drugiego człowieka są ważniejsze niż wielkie i publiczne gesty. Mottem, jakim się kieruje w życiu jest:

"Największą rzeczą, jaką możesz zrobić dla drugiego człowieka, to po prostu być dla niego dobrym. Może to być zwyczajne spojrzenie, uśmiech. To nie musi być spektakularny gest."

Podziękowania dla Adama Jerzego Bendkowskiego za propozycję tematu.

Źródła:
http://gruenefee.salon24.pl/548219,odwazna-czarna-dziewczyna-i-duzy-bialy-mezczyzna
http://www.viralnova.com/keshia-thomas/
http://www.mlive.com/news/ann-arbor/index.ssf/2013/10/former_ann_arborite_reflects_o.html
http://www.news.com.au/world/why-black-teenager-keshia-thomas-saved-a-white-supremacist/story-fndir2ev-1226749697993
http://ethicsalarms.com/2013/10/30/ethics-hero-keisha-thomas/

sobota, 23 listopada 2013

Fotoblogia

Ponieważ powinno się cieszyć z każdego, nawet najdrobniejszego sukcesu, dlatego chciałbym poinformować, że udało mi się nawiązać współpracę ze znanym serwisem Fotoblogia.pl. Od teraz historie mniej lub bardziej znanych fotografii będą się także ukazywać pod adresem Fotoblogia.

Dodatkowo od czasu do czasu moje wpisy będą pojawiać się na facebooku na stronie Historie, które wstrząsnęły światem. Polecam polubienie tej strony.

Na jutro (24 XI) planowany jest nowy wpis.

fot.
Mark Brunner

niedziela, 17 listopada 2013

Potwór z Loch Ness

Jedną z najbardziej znanych legend i jednocześnie atrakcją turystyczną Szkocji jest potwór z Loch Ness. Na przestrzeni ostatnich 80 lat ponad tysiąc osób twierdziło, że widziało na własne oczy legendarnego stwora zamieszkującego jezioro. Początki prawdziwej turystycznej legendy sięgają lat 30-tych ubiegłego wieku, kiedy to powstały dwie fotografie ukazujące Nessie. Niestety najsłynniejsza z nich okazała się wyłącznie mistyfikacją. 

fot. Marmaduke Wetherell i Robert Wilson.

Współczesna historia potwora z Loch Ness rozpoczęła się w 1933 roku, kiedy to stworzono drogę wzdłuż północnego brzegu jeziora Loch Ness, zapewniającą lepszy dostęp do jego obserwacji. Wkrótce pewna para zauważyła dziwne zwierzę w wodzie, a jej historia przytoczona przez lokalne gazety od razu spowodowała powstanie legendy. Choć początkowe badania nie wykazały żadnej obecności potwora w jeziorze, to jednak zdjęcie wykonane w roku 1934 przez brytyjskiego chirurga Roberta Wilsona ponownie rozpętało całą burzę wokół tajemniczego zwierzęcia. Według zeznań Wilsona, wykonał on swe zdjęcie rankiem 19 kwietnia 1934 roku podczas jazdy wzdłuż północnego brzegu jeziora Loch Ness. Zauważył on coś poruszającego się w wodzie i zatrzymał swój samochód, aby zrobić zdjęcie. Przez dziesięciolecia obraz ten uznawany był za najlepszy dowód istnienia potwora w jeziorze. Wilson nie chciał jednak, by jego nazwisko było łączone ze zdjęciem, dlatego do dziś jest ono znane po prostu jako zdjęcie chirurga. 

Już ten fakt mógł budzić wątpliwości co do autentyczności zdjęcia. Wielu naukowców próbowało obalić prawdziwość fotografii, jednak w walce z komercją i przemysłem turystycznym stali na przegranej pozycji. Sprawa została w pewien sposób wyjaśniona dopiero w latach 90. po śmierci Wilsona. Według zeznań Christiana Spurlinga sfotografowany obiekt w wodzie nie był formą życia, lecz zabawką o zaledwie kilku stopach wysokości. W 1994 roku Spurling przed swą śmiercią przyznał się do udziału w spisku w celu stworzenia słynnego zdjęcia, w którym obok niego wzięli udział Marmaduke Wetherell oraz Wilson. Spurling wraz z Wetherellem wykonali model zabawki, a także słynne zdjęcie. Chirurg jako szanowana osoba miał z kolei służyć wiarygodności całego przedsięwzięcia. Cała mistyfikacja miała być także zemstą Wetherella za to, jak został potraktowany za przeprowadzone kilka miesięcy wcześniej poszukiwania potwora. Warto tu wspomnieć, że z powodu braku śladów poszukiwacz przygód spreparował dowody, które jednak szybko zostały zdemaskowane. 

W oryginalnej wersji potwór widoczny w jeziorze jest bardzo niewielkich rozmiarów. W związku z tym do prasy zostało wysłane zdjęcie odpowiednio skadrowane, sprawiające, że potwór wydaje się rzeczywiście duży. 



Zdjęcie mimo wszystko przyczyniło się przez dziesiątki lat do ukształtowania wizerunku oraz legendy potwora. To właśnie tej mistyfikacji zawdzięczamy obraz zwierzęcia, które posiada kilka metrów długości oraz długą szyję podobną do dinozaurów. Warto na koniec dodać, że do dnia dzisiejszego powstało kilka zdjęć potwora, które również okazały się próbą sfałszowania rzeczywistości. 

Źródła:
http://www.museumofhoaxes.com/hoax/photo_database/image/the_surgeons_photo/
http://www.swiatobrazu.pl/100-najwazniejszych-zdjec-swiata-duke-wetherell-potwor-z-loch-ness-20995.html
http://www.unmuseum.org/nesshoax.htm



 

środa, 13 listopada 2013

Blokada Berlina

Po zakończeniu II wojny światowej Niemcy, a zwłaszcza Berlin stanowiły morze ruin. Wydarzenia historyczne sprawiły, że kraj został podzielony na kilka stref okupacyjnych, a niemiecka stolica znajdująca się w strefie rosyjskiej, również została podzielona między dotychczasowych sojuszników. Niestety szybko nastał czas zimnej wojny, a jednym z pierwszych kryzysów między ZSRR a Stanami Zjednoczonymi była blokada Berlina zarządzona przez Rosjan. 


fot. Henry Ries
Praktycznie od zakończenia działań wojennych sytuacja między dawnymi sprzymierzeńcami z każdym miesiącem ulegała zaostrzeniu. Dwa odmienne systemy i dwie odmienne koncepcje zarządzania Niemcami, doprowadzały do poważnych spięć. Istotnym problemem w zniszczonym kraju była gospodarka oraz system walutowy. Amerykanie jeszcze przed zakończeniem wojny rozpoczęli drukowanie Reichsmarek, za pomocą których można było lepiej kontrolować i naprawiać lokalną gospodarkę. W tym samym czasie jednak Rosjanie również znaleźli się w posiadaniu matryc do wydruku pieniędzy. Kiedy Amerykanie próbowali stworzyć stabilny system emisyjny, ZSRR rozpoczął masowe drukowanie banknotów. W szybkim czasie doprowadziło to do kryzysu na rynku i całkowitą utratę wartości Reichsmarek.

Z inicjatywy gubernatora amerykańskiej strefy okupacyjnej gen. Luciusa Claya, Amerykanie zdecydowali się na przeprowadzenie reformy walutowej, która obecnie jest znana jako reforma Erharda. Wprowadzenie nowej marki niemieckiej bez uzgodnienia tego z Rosjanami sprawiło, że ZSRR uświadomił sobie ogromne zagrożenie utraty wpływu na bieg wydarzeń w pozostałych strefach okupacyjnych. W związku z tym w nocy z 23-24 czerwca 1948, na rozkaz Stalina, dokonano odcięcia linii elektrycznych w Berlinie, a także jego całkowitą blokadę lądową. Dla zniszczonego miasta pozbawionego podstawowych środków do życia oznaczało to prawdziwą tragedię. Wystarczy jedynie wspomnieć, że przed wprowadzeniem blokady dzienna racja żywnościowa dla robotnika wynosiła jedynie 1500 kcal.

Rosjanie byli pewni, że w krótkim czasie dojdzie do rewolucji, dzięki której uda im się zwiększyć swe wpływy w pozostałych berlińskich i niemieckich strefach okupacyjnych. Tymczasem ku ich ogromnemu zaskoczeniu, Amerykanie zorganizowali niezwykle sprawny i wydajny most powietrzny do Berlina. W rekordowym tempie stworzono lotnisko Tegel, które wraz z lotniskiem Tempelhof i Gatow stało się miejscem ratunku dla berlińczyków. Wykorzystywano do transportu różne rodzaje samolotów, które mogły poruszać się wyłącznie wyznaczonymi pasami w przestrzeni powietrznej. Doprowadzony do perfekcji system kontroli lotów pozwalał na lądowanie samolotów co 3 minuty, co dawało około 1500 lądujących maszyn dziennie. Operacja ta przeszła do historii jako Vittles, natomiast Brytyjczycy również licznie biorący udział w pomocy nazywają ją operacją Plainfare. W ciągu 11 miesięcy blokady Berlin otrzymał ponad 2,4 miliona ton zaopatrzenia. Dla Stalina był to niezwykle upokarzający cios, gdyż nie przyszło mu do głowy, że można choćby ogromne ilości węgla transportować drogą lotniczą. Zniesienie blokady nastąpiło 12 maja 1949 roku. W czasie udzielania pomocy w wyniku katastrof lotniczych śmierć poniosło 70 brytyjskich i amerykańskich pilotów.

Bardzo znanym i pozytywnym epizodem blokady Berlina było zaaranżowanie akcji Little Vittles. Amerykański pilot Gail Halvorsen, przejęty widokiem głodnych dzieci w zablokowanym Berlinie, przeprowadził dla jednej grupki z nich zrzut słodyczy na malutkim spadochronie. Mimo reprymendy ze strony przełożonych pomysł pilota niezwykle spodobał się głównodowodzącemu całej operacji, który postanowił wykorzystać go do zwiększenia poparcia społeczeństwa dla pomocy udzielanej Niemcom. Szybko za sprawą mediów w Stanach Zjednoczonych dzieci zaczęły szyć niewielkie spadochrony i organizowały zbiórkę słodyczy dla swych rówieśników. Był to niezwykle doniosły fakt, zważywszy na to, że jeszcze kilka lat wcześniej w zabawach na dworze głównym dla nich wrogiem był właśnie Niemiec oraz Japończyk. Można to powiedzieć także z drugiej strony. Niemcy zapewne w czasie II wojny światowej nie spodziewali się, że te same alianckie bombowce niosące śmierć i zniszczenia, mogą uratować później miasto od śmierci głodowej. Dzięki pomocy firm cukierniczych do Berlina dostarczono na spadochronach kilka ton słodyczy. Sam Halvorsen zyskał przydomek Czekoladowego Pilota i często odwiedzał miejscowe szpitale, otrzymując od dzieci tysiące listów.

Blokada Berlina okazała się wielką porażką Rosjan, którym nie tylko nie udało się osiągnąć zamierzonego celu, lecz także wyjątkowo dużo stracili wcześniej zdobytego uznania na arenie międzynarodowej. Był to także czas, który znacznie przyczynił się do utworzenia dwóch odrębnych niemieckich krajów - RFN i NRD. 

Źródła:
http://siukumbalala.salon24.pl/416630,blokada-berlina
http://pl.wikipedia.org/wiki/Blokada_Berlina
http://en.wikipedia.org/wiki/Berlin_Blockade


niedziela, 27 października 2013

Angelo Merendino - Bitwa, której nie wybraliśmy

Choroba nowotworowa to jedno z największych przekleństw ludzkości, z którym nadal ponosimy porażki. Każdego dnia, każdej minuty, gdzieś na świecie ktoś przegrywa swą walkę z rakiem. Są to miliony nieopowiedzianych historii, dramatów. Za sprawą Angelo Merendino i wykonanego przez niego fotoreportażu, możemy poznać historię zmagań jego żony z rakiem piersi, niestety zmagań zakończonych porażką.



fot. Angelo Merendino

Jest to niezwykle dramatyczny reportaż, w którym Merendino pokazywał różne etapy choroby żony od momentu otrzymania diagnozy po ostatnie rozstanie. Po śmierci żony Angelo powołał do życia fundację "The Love You Share", która zajmuje się wsparciem finansowym kobiet chorujących na raka piersi. Jej konto jest zasilane m.in. dzięki sprzedaży książki Angelo ze zdjęciami Jennifer. Więcej o jego projekcie możecie przeczytać na stronie: www.mywifesfightwithbreastcancer.com.

Zdjęcia wraz z opisaną historią znajdziecie na:  http://wyborcza.pl/duzy_kadr/5,97904,14848750,Fotografowal_walke_swojej_zony_z_rakiem_piersi__Przegrana.html?i=0

oraz pod adresem http://9gag.com/gag/aoz56Oe?ref=fb.s

niedziela, 20 października 2013

Propozycje z okazji 200 tysięcy

Dzięki Wam zanotowany został kolejny sukces, a mianowicie 200 tysięcy odwiedzin na blogu! Z okazji tego wydarzenia, prosiłbym o Wasze propozycje kolejnych tematów. Zapewne macie jakieś ulubione fotografie, historie, o których chcielibyście dowiedzieć się czegoś interesującego. Postaram się każdą z nich przeanalizować i być może wpisać na listę kolejnych tematów. 

A oto zdjęcie, które będzie tematem następnego wpisu.


czwartek, 10 października 2013

Masakra w Huế

Wojna w Wietnamie była jednym z najbardziej krwawych konfliktów na świecie po roku 1945. Znaczną większość ofiar nie stanowili żołnierze, lecz ludność cywilna. Szacuje się, że śmierć oraz rany poniosło ponad dwa miliony niewinnych osób. Obie strony konfliktu dokonywały wtedy wielu zabójstw i egzekucji. Jednym z najtragiczniejszych, a wciąż mało znanych epizodów tej wojny jest masakra w Huế, do jakiej doszło w roku 1968.

fot. Horst Faas
Huế to miasto położone w środkowym Wietnamie. Po konferencji genewskiej w roku 1954, miasto znalazło się na obszarze Wietnamu Południowego, jednak nieopodal granicy z komunistyczną częścią tego kraju. Okazało się, że wraz z przebiegiem wojny, miało to bardzo zgubne skutki. W wyniku działań wojennych uległo sporemu zniszczeniu, jednak największą tragedią dla miasta okazała się styczniowa ofensywa wojsk Wietnamu Północnego oraz Wietkongu w roku 1968. 

31 stycznia po silnym uderzeniu, wojska z Północy szybko zajęły miasto. Na miejscu od razu ustanowiona została władza rewolucyjna, której zadaniem było rozprawienie się z "wrogami ludu".  Okupacyjne siły Wietkongu od samego początku były niezwykle sprawnie zorganizowane. Wkroczyły do miasta z gotowymi listami osób, z jakimi należy się jak najszybciej rozprawić. Na liście figurowały osoby związane z miejscową administracją, żołnierze, członkowie partii politycznych, duchowni, zwykli mieszkańcy oraz kilku cudzoziemców. Osoby te zostały szybko aresztowane i wywiezione poza granice miasta. Część z nich została zaklasyfikowana jako niegroźna dla władzy i poddana resocjalizacji, niestety większość osób z listy spotkał tragiczny los. W ciągu zaledwie 24 dni władzy, komuniści dokonali zabójstwa kilku tysięcy mieszkańców. Ich los został poznany dopiero wraz z odkrywaniem kolejnych masowych grobów. 

Po wypędzeniu z miasta żołnierzy Wietkongu okazało się, że praktycznie nie ma w Huế rodziny, która nie straciłaby kontaktu z kimś bliskim lub znajomym. Mężczyźni wysyłani do obozów resocjalizacyjnych nigdy nie powrócili, podobnie, jak zaginęły całe rodziny "wrogów ludu". Rolnicy zauważyli, że w wielu miejscach na polu trawa była bardziej gęsta i wyższa. Wydarzenia wojenne sprawiły, że pierwsze groby i ślady tragedii zaczęto odkrywać dopiero po kilku miesiącach. W całym regionie miasta, a nawet w jego centrum znaleziono dziesiątki miejsc masowych morderstw. Niektóre groby skrywały kilkadziesiąt, a inne nawet setki ciał. Szybko wyszło na jaw ogromne okrucieństwo komunistów. Szczególnie w tym okresie ucierpiała dzielnica katolicka, gdzie tylko jednego dnia zamordowano kilkuset mieszkańców, którzy schronili się w katedrze.

Znalezione ciała w wielu przypadkach były ze sobą powiązane drutem kolczastym, kablem telefonicznym. Do częstych praktyk należało zakłuwanie nożami i bagnetami związanych ofiar, śmiertelne pobicia, podpalenia, czy też zakopywanie żywcem. Nie oszczędzano kobiet, dzieci i starców. Wraz z odkrywaniem kolejnych grobów, rodziny poszukujące bliskich, musiały dokonywać identyfikacji, tylko na podstawie kości oraz fragmentów ubrań i rzeczy osobistych. Zagraniczni reporterzy opisywali te miejsca jako przesiąknięte odorem śmierci, gdzie co jakiś czas rozlegał się przeraźliwy krzyk kobiety odnajdującej swego męża, syna, ojca. Wiele osób przybywało tu chcąc odnaleźć swych bliższych, mając jednak wciąż nadzieję, że nie spotkał ich straszliwy los. 






Właśnie podczas odkrywania i identyfikacji zaginionych, niemiecki fotograf Horst Faas uwiecznił na zdjęciu zrozpaczoną kobietę nad ciałem swego męża. Działo się to w roku 1969, czyli kilkanaście miesięcy po tragicznych wydarzeniach. Nie trudno zrozumieć rozpacz tej kobiety, która przez tak długi czas żywiła się nadzieją, że jednak jej mężowi nic się nie stało. To bardzo tragiczne zdjęcie, zważywszy na fakt, że kilka lat później miasto zostało już na stałe opanowane przez Wietnam Północny, a rządzący robili wszystko, by sprawę jak najlepiej zatuszować, włącznie z przymusowymi wysiedleniami rodzin ofiar. Wśród tych osób mogła się również znajdować kobieta ze zdjęcia. Autor fotografii stał się jednym z najlepszych fotoreporterów wojennych, prawdziwą ikoną wojny w Wietnamie. Jego zdjęcia do dziś stanowią znakomity dowód cierpienia Wietnamczyków oraz bezsensowności tamtego kofliktu.

Szacuje się, że w Huế zamordowanych mogło zostać od 3 do nawet 6-ciu tysięcy osób. Zbrodnia ta wywołała gwałtowne protesty, do których przyłączyli się nawet dotychczasowi zwolennicy komunistów. Choć rząd Wietnamu Północnego oficjalnie potępił sprawców masakry, to jednak dla większości osób była to wyłącznie zagrywka polityczna. Warto dodać, że Huế było jednym z wielu miejsc, które stało się areną masowych morderstw na tle ludności cywilnej.

Źródła:
http://en.wikipedia.org/wiki/Massacre_at_Hu%E1%BA%BF
http://pl.wikipedia.org/wiki/Hu%E1%BA%BF
http://www2.vcdh.virginia.edu/HIUS316/mbase/docs/hue.html
http://vnafmamn.com/fighting/massacre_athue.html

piątek, 4 października 2013

Janek Wiśniewski padł

Grudzień 1970 to jedno z najtragiczniejszych wydarzeń powojennej Polski. W wyniku strajku na Wybrzeżu i jego brutalnego stłumienia przez milicję i wojsko, śmierć poniosło kilkadziesiąt osób, a rannych zostały setki. Symbolem tego wydarzenia stało się zdjęcie strajkujących niosących ciało Zbyszka Godlewskiego, który bardziej znany jest jako Janek Wiśniewski.

fot. Edmund Popliński

Na grudzień 1970 roku rząd zaplanował podwyżkę cen żywności, która miała zdrożeć przeciętnie o ponad 20 procent. Dla niewiele zarabiających pracowników, którym każdego dnia trudno było zdobyć podstawowe produkty w sklepach, taka podwyżka oznaczała kolejne kłopoty. W wielu miejscach w kraju organizowano wiece protestacyjne, w czasie których domagano się cofnięcia najnowszego rozporządzenia, uregulowania systemu płacowego oraz dymisji rządzących, którzy byli odpowiedzialni za projekt podwyżki. Największe protesty wybuchły na Wybrzeżu. Niestety po raz kolejny rządzący nie mieli w swych planach dialogu ze społeczeństwem, a rozwiązania siłowe doprowadziły do tragedii.

Z każdym dniem sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Po przystąpieniu do strajku Stoczni Gdańskiej oraz wielu zakładów w północnej Polsce, rząd zdecydował się wysłać w ten region w celu pacyfikacji tysiące żołnierzy i setki wozów bojowych. Po kilkudniowych protestach nadszedł Czarny Czwartek. Rozpętało się wtedy prawdziwe piekło. Wojsko otworzyło ogień do robotników przybywających na stację Stocznia Gdynia i pod jej bramę. Właśnie w tym miejscu postrzelony został Zbyszek Godlewski.

Mieszkał on w Elblągu. Kilka miesięcy wcześniej ukończył szkołę zawodową i udało mu się zdobyć pracę w gdyńskiej stoczni, gdzie pracował przy przeładunku statków. Dzień przed tragicznymi wydarzeniami udał się do Gdańska w celu rozeznania się w sytuacji. Wieczorem napisał krótki list do rodziców -  "Kochani Rodzice, byłem dzisiaj w Gdańsku. Wszystko widziałem. Nie martwcie się… Zbyszek". Niestety nie zdążył go wysłać. Otrzymali go dopiero 20 grudnia poprzez kolegę Zbyszka w czasie jego pogrzebu. 

Po tym, jak młody chłopak śmiertelnie raniony upadł na ziemię, ktoś krzyknął, aby zanieść jego zwłoki pod dom partii. Zorganizowano drzwi z toalety mieszczącej się w pobliskim baraku, położono na nich zwłoki. Tłum demonstrantów ruszył przed siebie niosąc zwłoki Godlewskiego. Tuż obok ciała niesiono biało-czerwony sztandar, który również stał się ważnym symbolem tamtego dnia. W czasie pochodu krążące nad miastem śmigłowce zrzucały w kierunku tłumu petardy i ładunki z gazem łzawiącym. Demonstrantom udało się dostać z kościoła krzyż, który przytwierdzono do drzwi. Niewiele dalej padły kolejne strzały, ranni i zabici...

Właśnie w czasie przemarszu pochodu z okna swego mieszkania, Edmund Pepliński wykonał swe zdjęcie, które zyskało ogromną sławę i stało się symbolem tych tragicznych dni. Oto, jak sam fotograf relacjonuje tamto wydarzenie:

(…) W późniejszych godzinach, około godziny 10, szedł następny pochód. Ten z chłopcem na drzwiach. Niesiono przed nim pokrwawioną biało-czerwoną flagę, długą tak, że sięgała w poprzek od chodnika do chodnika. Na zdjęciu jej nie widać, bo niesiono ją kilkanaście metrów z przodu, a ja czekałem na ten zasadniczy moment, żeby chłopca mieć na pierwszym planie. Jak się dobrze zdjęciu przyjrzeć, widać też, że między stopami umieszczony jest krzyż. Zrobiłem to zdjęcie i wychyliwszy się przez okno, obserwowałem. Na rogu Świętojańskiej i Kilińskiego uformowała się milicyjna zapora. Były tam gaziki, które stały tyłem do maszerującego tłumu, wystawiając w kierunku pochodu działka z wyrzutniami granatników. Gaziki jechały do tyłu, w stronę nadchodzących. Teraz nastąpiła scena, jakby specjalnie przygotowana dla filmu: gdy pierwsze granaty wybuchły, powstały obłoki dymu, za którymi szli milicjanci z wielkimi, krzyżackimi tarczami i nacierali na tłum. Dym przysłonił mi widoczność. Kiedy opadł, zobaczyłem, że drzwi z chłopcem leżą na jezdni. Po chwili robotnicy podnieśli je znowu i ponieśli dalej (…)".                                    (http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/483983)

Przekazywane odbitki fotografii w drugim obiegu szybko znalazły się w całym kraju. Krzysztof Dowgiałło będąc pod silnym wrażeniem tej sceny, napisał Balladę o Janku Wiśniewskim. Ponieważ nie wiedział, kim był zastrzelony chłopak, dlatego nazwał go Jankiem Wiśniewskim. Od tego czasu wiele osób kojarzy tę postać bardziej od realnego Zbyszka Godlewskiego. 



Rodzice chłopaka niedługo po jego śmierci otrzymali krótki telegram - "Zbyszek nie żyje. Kazimierz Podowski" (kolega Zbyszka). Na drugi dzień szybko pojechali do Gdyni szukać swego syna. Udaje im się ustalić, że jego zwłoki mogą być w szpitalu w Redłowie. W szpitalu okazuje się, że więcej rodzin szuka zwłok. Nie pozwolono im zobaczyć ciała syna. Powiedziano w prokuraturze, że wszelkie formalności można załatwić dopiero od poniedziałku. Tymczasem w niedzielę w nocy zostali obudzeni i zabrani na tajny pogrzeb Zbyszka (ofiary wydarzeń pochowano po cichu w obawie przed kolejnymi zamieszkami). Dzięki otrzymanemu ubraniu i rzeczom osobistym ojcu tragicznie zmarłego udało się ustalić, że syn otrzymał trzy rany postrzałowe. Jego ojciec będąc wojskowym od razu zauważył, że nie były to ślady po przypadkowych kulach.

Sztandar niesiony w czasie pochodu oraz słynne drzwi ocalały. Są one obecnie przechowywane w kaplicy kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. Z racji na tematykę zdjęcia, Edmund Pepliński ujawnił, że jest autorem zdjęcia dopiero w latach 80.

Niestety do dziś sprawcy odpowiedzialni za masakrę na Wybrzeżu nie zostali osądzeni.

Źródła:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbyszek_Godlewski
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ballada_o_Janku_Wi%C5%9Bniewskim
http://pl.wikipedia.org/wiki/Grudzie%C5%84_1970
http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/483983,edmund-peplinski-to-on-zrobil-najslynniejsze-zdjecie-z-grudnia1970,3,id,t,sa.html
http://www.polskieradio.pl/39/1240/Artykul/282993,Prawdziwa-historia-Janka-Wisniewskiego
http://www.rp.pl/artykul/921023.html?print=tak&p=0

czwartek, 26 września 2013

Roman Polański po śmierci żony

W roku 1969 doszło do jednego z najsłynniejszych morderstw w Hollywood, kiedy to Sharon Tate, żona Romana Polańskiego, wraz ze znajomymi została brutalnie zamordowana we własnym domu przez członków sekty Charlesa Mansona. Symbolem tego dramatycznego wydarzenia stało się zdjęcie ukazujące Romana Polańskiego siedzącego przed domem wciąż pełnym krwi po tragicznej nocy.


fot. Julian Wasser

Roman Polański i Sharon Tate wzięli ze sobą ślub 20 stycznia 1968 roku. Półtora roku później, na sierpień przewidziany był termin porodu pierwszego ich dziecka. Pod koniec czerwca Tate powróciła z Europy do Beverly Hills, natomiast Polański miał dołączyć do żony 12 sierpnia. Niestety w nocy z 8 na 9 sierpnia doszło do tragicznych wydarzeń.

Tamtej nocy Tate wraz z Jayem Sebringiem, Wojciechem Frykowskim, Stevenem Parentem i Abigail Folger padła ofiarą zbiorowego morderstwa, którego dopuścili się członkowie sekty Charlesa Mansona. Ich ciała zostały odkryte dopiero rano przez gosposię Tate. Szczegółowego opisu zbrodni nie będę tu przytaczał, gdyż bez trudu można go znaleźć w sieci (choćby na Wikipedii). Wystarczy jedynie wspomnieć, że ciężarna żona Polańskiego otrzymała kilkanaście ciosów nożem.

Załamany reżyser jak najszybciej przybył do Stanów. Niestety mimo prowadzonego śledztwa nie znaleziono początkowo żadnych tropów wiodących do morderców. Wtedy właśnie Polański zgodził się na obszerny reportaż z miejsca zbrodni, z którego pochodzi powyższa fotografia. Na zdjęciu widoczny jest wciąż załamany i zszokowany reżyser, siedzący przed drzwiami wejściowymi, na których widać namalowany krwią napis PIG (slangowe określenie ludzi bogatych). Reportaż wywołał spore kontrowersje, lecz w zamyśle Polaka miał on pomóc w uchwyceniu sprawców tej tragedii. Po nagłośnieniu sprawy w Hollywood zapanowała prawdziwa histeria. Wiele gwiazd masowo opuszczało miasto, inne instalowały w swych domach alarmy i korzystały z firm ochroniarskich. Dziennikarze określali atmosferę w mieście jako niebywałą. Po pewnym czasie Steve McQueen przyznał się, że na pogrzeb Jaya Sebringa zabrał ze sobą broń. Zaczęto również plotkować, że wcześniejsze filmy Polańskiego mogły sprowokować zabójców, a także twierdzono, że reżyser z żoną praktykowali czarną magię.

Ujęcie sprawców zabójstwa nastąpiło całkiem przypadkiem. W listopadzie 1969 roku Susan Atkins po aresztowaniu za kradzież samochodu, zwierzyła się swemu współwięźniowi, że jest zamieszana w morderstwo Sharon Tate i jej przyjaciół. Po jej przesłuchaniu, aresztowano pozostałe osoby: Charlesa Mansona, Charlesa "Texa" Watsona, Patricię Krenwinkel i Lindę Kasabian. Oskarżeni zostali skazani na karę śmierci, zamienioną potem na dożywocie.

Polański powrócił w wir pracy, a jego ekranizacja Tragedii Makbeta uznawana jest za najbardziej krwawą i nierealną ze wszystkich, co przypisuje się właśnie stanem reżysera po śmierci żony.

Na sam koniec warto pokazać, jak piękną kobietę i być może wielką gwiazdę filmową wtedy utracono:


Źródła:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Sharon_Tate
http://www.filmweb.pl/person/Roman.Polanski/biography
http://carrie.republika.pl/www/sharon_tate.htm

wtorek, 17 września 2013

Krwawa sobota

II wojna światowa na trwałe zapisała się w naszej historii. Niestety w większości przypadków zapominamy o tym, że część globalnego konfliktu obejmowała również wojnę japońsko-chińską. Żołnierze japońscy często swym okrucieństwem i bestialstwem przewyższali hitlerowskich oprawców, a łączna liczba cywilnych ofiar po stronie Chin sięgnęła kilkunastu milionów osób. Jednym z przykładów tragicznej wojny jest zdjęcie "Bloody Saturday" autorstwa H.S. Wonga.

fot. H.S. Wong

W roku 1937 Cesarstwo Japonii dokonało dalszej inwazji na terytorium Chin. Rozgorzały wtedy walki, których koniec nastał dopiero w roku 1945. Jednym z ważniejszych wydarzeń w czasie wojny były toczone zmagania o Szanghaj. Zbliżające się do miasta japońskie wojska rozpoczęły stopniowe, a następnie gwałtowne bombardowania z powietrza, które zbierały krwawe żniwo. 28 sierpnia dokonały one nalotu na stację kolejową. 

H.S. “Newsreel” Wong był reporterem pracującym dla the Hearst Metrotone News. Tego dnia w przeciwieństwie do większości dziennikarzy i reporterów zdecydował się pozostać w mieście. Po godzinie 16, japońskie bombowce zniszczyły południowy dworzec kolejowy, który był zatłoczony przez uchodźców wojennych. Wong czym prędzej wyruszył samochodem na miejsce zdarzenia. Na miejscu zastał prawdziwy obraz zniszczenia przesiąknięty zapachem śmierci:

"To był straszny widok. Ranni ludzie próbowali wstać. Trupy i ranni leżeli porozrzucani na torach i platformach. Wszędzie leżały oderwane kończyny. Tylko dzięki pracy mogłem zapomnieć o tym, co widziałem. W pewnej chwili przestałem przeładowywać aparat i zauważyłem, że moje buty były całe przesiąknięte krwią. Robiąc zdjęcia rejonu bombardowania, zobaczyłem człowieka wyciągającego małe dziecko ze zgliszczy i przenoszącego je na peron. Następnie wrócił on z kolejnym ciężko rannym dzieckiem. Ich matka leżała martwa na torach. Kiedy dokumentowałem tę tragedię, usłyszałem dźwięk powracających samolotów. Szybko nakręciłem swój materiał i podbiegłem do dziecka, zamierzając przeprowadzić je w bezpieczne miejsce, jednak jego ojciec szybko powrócił. Bombowce przeleciały nam nad głową. Na szczęście nie zrzuciły swego ładunku."

Reporter nigdy nie dowiedział się, jak nazywało się poparzone i ranne dziecko, czy był to chłopiec, czy dziewczynka, a także, co się dalej z nim stało (łączna liczba ofiar nalotu to kilkuset zabitych i tylu samo rannych). 

kolejne zdjęcie
Materiał filmowy wraz ze zdjęciami szybko dotarł do wielu miejsc na całym świecie. Szacuje się, że w owym czasie ponad 130 milionów osób miało z nim styczność. Wywołał on oburzenie i protesty (niestety krótkotrwałe) przeciw japońskiej agresji. Sami Japończycy ogłosili, że materiały były sfabrykowane, jednocześnie wyznaczając 50 tysięcy $ nagrody za głowę Wonga. Reporter działając pod brytyjską ochroną, nadal dokumentował toczącą się wojnę, jednak ze względu na pogróżki i rosnące niebezpieczeństwo zdecydował się na ucieczkę wraz z rodziną do Hong Kongu. 

Niestety do dnia dzisiejszego nie wiadomo, kim było uwiecznione na zdjęciu dziecko, a także, jakie były jego dalsze losy. Jedyną poszlaką jest obraz innego reportera ukazujący je w czasie udzielania pierwszej pomocy. 


Zdjęcie stało się jednym z najsłynniejszych wojennych obrazów w historii. W roku 2003 zostało umieszczone na liście 100 fotografii, które zmieniły świat

Źródła:

sobota, 31 sierpnia 2013

Biafra 1969

Nie ma chyba większej tragedii w dzisiejszych czasach niż umierające z głodu afrykańskie dzieci, których obraz przewija się często w mediach. Tego rodzaju fotografie mają za zadanie zmusić nas do refleksji nad swym życiem, pobudzić do dyskusji i działania. Jednym z obrazów, które na długo zapadają w pamięci jest widok zagłodzonego dziecka w Biafrze w roku 1969. 


fot. Don McCullin
W 1960 roku Nigeria uzyskała niepodległość od Wielkiej Brytanii i została podzielona na kilka regionów zamieszkiwanych przez lokalne plemiona. Niestety podział kraju oraz przynależność do głównego nigeryjskiego rządu nie wszystkim odpowiadał. 30 maja 1967 roku lud Igbo odciął się od Nigerii i ogłosił niepodległość nowej Republiki Biafry. Wywołało to poważny konflikt, ponieważ większość zasobów nigeryjskiej ropy naftowej znajdowało się w ziemi Biafry, a ponieważ ropa była głównym źródłem dochodów Nigerii, dlatego jej armia zaatakowała nowy kraj i doprowadziła do jego blokady, która wpłynęła na problem z zaopatrzeniem w żywność i pomoc medyczną.

To, co nastąpiło później było ogromną tragedią. Biafra odmówiła dostaw żywności od zachodnich rządów podejrzewając, że może być ona zatrute, gdyż rządy te wspierały politycznie Nigerię. Straszny głód ogarnął cały naród, uśmiercając ponad milion osób. Świat zewnętrzny z powodu blokady miał nikłe pojęcie o rzeczywistych rozmiarach tragedii. Tylko kilku fotografom udało się przedostać do Biafry, a jednym z nich był Don McCullin. 

Brytyjskiemu reporterowi udało się zrobić zdjęcie, które wstrząsnęło opinią publiczną. Był to również obraz, który niezwykle mocno odcisnął na nim swe piętno. 

"Wszedłem do obozu, który w rzeczywistości był starym budynkiem szkoły. Znajdowało się w nim 800 umierających dzieci. Kiedy wchodzisz do obozu jak ten, to dzieci myślą, że przychodzisz do nich z ocaleniem. Nie widzą, że jedynie po to, by robić zdjęcia. Widziałem tam jednego chłopca albinosa, który prześladuje mnie do dziś. Ledwo mógł stanąć na swych wrzecionowatych nogach. W ręku ściskał pustą peklowaną puszkę wołowiny, którą lizał w środku. Po prostu nie mogłem patrzeć na niego, więc zacząłem rozmawiać z lekarzem. Nagle coś dotknęło mojej ręki, gdy spojrzałem w dół, był to właśnie ten chłopiec, trzymający mnie za rękę. I pomyślałem: "Dlaczego mnie właśnie to robisz?". Jednocześnie chłopiec sprawiał, że czułem ogromny wstyd. Czułem łzy napływające mi do oczu. Starałem się myśleć o czymś innym. Powtarzałem sobie - nie płacz przed tymi dzieciakami. Gdybym mógł, wyjąłby ten jeden dzień z mojego życia, wykasował z pamięci. Dałem mu więc trochę cukru z kieszeni, a on poszedł dalej, liżąc go. To było coś gorszego niż piekło pełne obłędu. Prawie zostałem sparaliżowany, byłem tak zszokowany."
  
Na całe szczęście zdjęcie Dona McCullina zostało szybko opublikowane w prasie, czym odniosło zamierzony skutek. Oburzona społeczność międzynarodowa wymogła na politykach pomoc humanitarną, dzięki której zażegnano klęskę głodu i uratowano wiele istnień. Biafra została pokonana przez Nigerię rok później, dzięki czemu zakończyła się blokada regionu. 

Zdjęcie wygłodzonego chłopca, który z powodu swej odmienności był dodatkowo nieakceptowany przez inne dzieci mimo upływu wielu lat nadal szokuje, przypominając nam, że każdego dnia wiele dzieci na świecie umiera z powodu braku pożywienia. Spojrzenie chłopca pełne braku nadziei, życia, sprawia, że nie można o nim zapomnieć. Jego wygląd kojarzy się ze zdjęciami żydowskich dzieci z getta lub z obozów zagłady.

Choć jednostkowa pomoc nie może zdziałać zbyt wiele, to jednak razem mamy szansę w minimalny sposób pomóc głodującym na świecie. Dlatego przy okazji codziennego załączania przeglądarki, kliknijcie na kilka  z tych stron. 

Pajacyk, Okruszek, The hunger site, Care2, ripple, http://hungrychildren.com/, http://www.hungerfighters.com/, http://www.giveaminute.org/donate2.htm, http://www.bhookh.com/, http://www.thenonprofits.com/

Źródła:
http://www.harpersbazaar.co.uk/going-out/who-what-where/best-of-don-mccullin-3#slide-9
http://lalitkumar.in/blog/biafra-famine-famous-photograph/
http://hhumthinkinginpublic.blogspot.com/2013/04/representing-biafran-conflict.html

środa, 21 sierpnia 2013

Siedmiu żołnierzy

Przeglądając informacje w sieci lub w codziennej prasie, możemy znaleźć wzmianki o kolejnych ofiarach wojny w Iraku i Afganistanie. Często nie zdajemy sobie sprawy, że za każdą liczbą kryje się ogromne cierpienie czyjejś rodziny lub nawet całej społeczności. Przykładem może być sprowadzenie siedmiu poległych brytyjskich żołnierzy w Afganistanie do bazy lotniczej w Wootton Bassett.

fot. Matt Cardy
W roku 2010, w ciągu niespełna 72 godzin aż siedmiu brytyjskich żołnierzy zginęło w czasie służby w Afganistanie. Ich ciała zostały przetransportowane do bazy lotniczej mieszczącej się na terenie niewielkiego miasteczka Wotton Bassett. Ceremonia pogrzebowa sprawiła, że wszyscy mieszkańcy wyszli na ulicę oddać hołd poległym żołnierzom. Na ten jeden krótki moment czas jakby stanął w miejscu, zapanowała cisza. Łez nie ukrywali nawet najtwardsi weterani. 

Przybycie trumien oraz przejazd orszaku pogrzebowego oznaczało kolejne chwile cierpienia dla rodzin zgromadzonych w miasteczku. W tym momencie została uwieczniona chwila, która najbardziej odzwierciedlała tragedię każdego członka rodziny i przyjaciela zmarłych żołnierzy. Ze łzami w oczach, z twarzą wykrzywioną z bólu wzdłuż orszaku podąża młoda kobieta. Idąc powoli z bukietem żółtych róż, Helen Fisher dostrzega w końcu samochód z ciałem swego kuzyna, 20-letniego Douglasa Hallidaya.


W tej jednej krótkiej chwili, kobieta miała dla siebie odrobinę prywatności przepełnionej smutkiem i rozpaczą. Nie zważając na tłumy i kamery, przycisnęła policzek do szyby, by choć przez moment poczuć bliskość drogiej osoby, która oddała swe życie w służbie ojczyzny. "Wewnątrz siebie cicho wykrzykiwałam jego imię. Dougie. Dougie. Chciałam tylko znaleźć się blisko niego, jak tylko mogłam. Chciałam dotknąć go, uściskać, tchnąć w niego życie. Powiedzieć mu, że go kocham i że cała rodzina jest z niego dumna."


Jest to niezwykle poruszająca i prywatna chwila, której nie da się i nie powinno się w żaden sposób komentować lub interpretować. 





Sądzę, że Polacy nie dojrzeli jeszcze do okazywania należytego szacunku osobom, jakie oddały swe życie za nasz kraj. Podobnie można powiedzieć o samych podniosłych uroczystościach. Tłumy osób robiących zdjęcia podczas przejazdu samochodu z ciałem Lecha Kaczyńskiego lub gwizdy w czasie ważnych historycznych obchodów są tylko tego dowodem. Bardzo mało wspomina się o naszych żołnierzach, którzy giną lub odnoszą obrażenia w czasie zagranicznych misji. Choć z politycznego punktu widzenia można nie popierać takich działań, to jednak poległym zawsze powinien należeć się szacunek oraz pamięć. 

Przykładem tego, jak powinno wyglądać zachowanie nie tylko rodziny, rządzących, lecz całej społeczności, jest między innymi historia pochówku Jamesa Cantheya, o której wspominałem w poście Todd Heisler - Final salute.

Źródła:
http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/asia/afghanistan/7870339/A-cousins-grief-at-the-loss-of-a-British-soldier-in-Afghanistan.html
http://www.dailymail.co.uk/news/article-1290658/Wootton-Bassett-stops-remembrance-British-soldiers-killed-Afghanistan.html
http://www.mirror.co.uk/news/uk-news/anguish-as-seven-british-soldiers-killed-232293
http://news2.onlinenigeria.com/national/41470-wootton-bassett-stops-as-bodies-of-seven-british-soldiers-killed-in-afghanistan-are-repatriated-to-the-uk.html?print