poniedziałek, 23 grudnia 2013

Oded Balilty - The power of One

Przeciwstawienie się komuś silniejszemu zawsze wymaga sporej odwagi. Co w związku z tym możemy powiedzieć o pojedynczych osobach, jednostkach, które walczą z systemem, niesprawiedliwością, często z narażeniem życia. Jedną z takich sytuacji uwiecznił na zdjęciu izraelski fotograf Oded Balilty.



fot. Oded Balilty

Powstanie po II wojnie światowej państwa Izrael stało się punktem zapalnym na Bliskim Wschodzie, jaki do dziś doprowadza do wielu mniejszych i większych konfliktów izraelsko-palestyńskich. Szczególnie jest to widoczne na Zachodnim Brzegu Jordanu, który w chwili obecnej znajduje się w granicach Autonomii Palestyńskiej. To niezwykle ważne miejsce dla obu kultur, a zwłaszcza Żydów, dla których choćby Betlejem to święte miejsce. W związku z tym spora część obywateli Izraela nie zgadza się na palestyńską administrację na tych terenach. Jednym ze sposobów walki tej grupy o Zachodni Brzeg jest tworzenie izraelskich osad i enklaw. 

Symbolem konfliktu na linii osadnicy-rząd jest między innymi wieś Amona. Została ona założona pod koniec lat 90. i do dziś stanowi jedną z wielu półlegalnych osad na terenie Autonomii Palestyńskiej. Bezprawna budowa domostw stała się szybko nie tylko solą w oku izraelskiego rządu, lecz także silnym argumentem przetargowym dla krajów walczących o większe prawa dla Palestyńczyków. Ponadto w wielu przypadkach były to budynki o bardzo słabej konstrukcji, sprawiające zagrożenie dla ich mieszkańców.

W roku 2006 w wyniku międzynarodowych protestów oraz silnego oddziaływania lokalnej organizacji Pokój Teraz, której zadaniem jest pojednanie i pokój z sąsiadami Izraela, ostatecznie doszło do częściowego rozwiązania konfliktu. Zdecydowano się na rozbiórkę nielegalnych osiedli i przesiedlenie jej mieszkańców. Właśnie wtedy Oded Balilty 1 lutego w Amonie zrobił swe najsłynniejsze jak dotąd zdjęcie. Tego dnia w wiosce i jej okolicach pojawiły się tysiące policjantów, strażników granicznych oraz żołnierzy, których zadaniem miało być zabezpieczenie całej akcji. Przeciwstawili im się nie tylko mieszkańcy, lecz także kilka tysięcy protestujących z całego kraju.

Na zdjęciu ukazana została 16-letnia Ynet Nili. Obraz prezentuje niezwykłą odwagę samotnej dziewczyny wobec napierających sił policyjnych. Stał się najważniejszym symbolem tego wydarzenia. Z jednej strony można cenić ją za walkę o własne ideały, lecz z drugiej strony akcja rządowa wobec nielegalności całego miejsca miała swoje uzasadnienie. Niestety rozprawienie się z "buntownikami" oraz mieszkańcami było bardzo brutalne. O to, co o samym zdjęciu i tych wydarzeniach powiedziała bohaterska dziewczyna:

"Ten obraz jest po prostu wstydem dla naszego narodu. Zamiast bronić ludzi i ziemi Izraela, siły bezpieczeństwa zdecydowały się zniszczyć żydowskie domy. Obraz jak ten, jest znakiem hańby dla państwa Izrael. Choć może wyglądać niczym dzieło sztuki, to jednak nie oddaje tego, co wydarzyło się w Amonie."
fot. Guy Asiag
Nili powiedziała, że niedługo po zrobieniu zdjęcia, została pobita przez policjantów. Była targana za włosy, bita, kopana. Ten sam los spotkał wielu innych demonstrantów, a także osoby w ogóle nie stawiające oporu. Na pytanie, dlaczego to zrobiła, czemu nie uciekła z tego miejsca, mówi:

"Szliśmy do walki. Nie przyszliśmy tam poddać się lub też uciec. Czuliśmy całą tą niesprawiedliwość i zło, dlatego chcieliśmy stanąć w opozycji do niego, pokazać jedność i siłę naszej determinacji. Istnieje całe pokolenie młodzieży wychowanej w Izraelu, które wierzy w kraj i nauki płynące z Tory.  Jesteśmy gotowi do walki o niego. Przemoc i okrucieństwo w ​​Amonie nas nie złamał, lecz przeciwnie, wzmocniły nas. Policjanci mogą połamać nasze kości, ale nie mogą złamać naszego ducha. Jestem gotowa ponownie uczynić to samo. I wierzę w całą sprawę, podobnie jak tysiące młodych ludzi."
 
W czasie całej akcji policyjnej obrażenia odniosło ponad 300 osób. Zniszczono wtedy jednak tylko 9 domów. Pod koniec 2013 roku w osadzie nadal mieszkało kilkadziesiąt rodzin, a sytuacja prawna nie została uregulowana. Tak więc w najbliższym czasie możemy być świadkami podobnych demonstracji oraz walki o miejsca do zamieszkania.

Źródła:
http://www.ynetnews.com/articles/0,7340,L-3390079,00.html
http://en.wikipedia.org/wiki/Amona,_Mateh_Binyamin

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Don McCullin - Rozpacz

W historii fotografii mieliśmy do czynienia z wieloma zdjęciami, które prezentowały inną stronę wojny. Tę stronę, która ukazuje rozpacz rodzin, całych społeczności po stracie bliskiej osoby. Jednym z najbardziej znanych i dramatycznych obrazów jest niewątpliwie zdjęcie Dona McCullina, przedstawiające cypryjską kobietę rozpaczającą po śmierci swego męża w czasie wojny domowej.


fot. Don McCullin

Jednym z najmniej znanych konfliktów w Europie II połowy XX wieku była wojna domowa na Cyprze. Wyspa ta od wieków stanowiła miejsce, w którym dochodziło do zderzenia się kultury greckiej z turecką. W wyniku tego na Cyprze obok siebie znajdowały się greckie miasta i tureckie enklawy. Biorąc pod uwagę wzajemną wrogość obu nacji, która przybrała szczególną intensywność po wojnach z I połowy ubiegłego wieku, wybuch konfliktu był tylko kwestią czasu.

Ogromny problemem dla całego Cypru była powoli kończąca się dominacja na nim Wielkiej Brytanii. Dla Brytyjczyków pozostawienie wyspy w rękach którejś ze stron nie wchodziło w rachubę, a coraz śmielsze zapędy cypryjskich Greków do przyłączenia tych terenów do Grecji, sprawiały, że szybko mogło dojść do eskalacji konfliktu. Niestety brak zgody na plany pokojowe oraz silne oddziaływanie Turcji i Grecji doprowadziło do wybuchu konfliktu. Ogromnym zagrożeniem dla Turków na wyspie był arcybiskup Makarios III, który dążył do unii z Grecją, a także miał ogromny wpływ na greckie bojówki atakujące tureckie wsie i miasteczka. Na przełomie 1963/1964 roku doszło do pierwszych poważnych starć. Poniższa mapa doskonale obrazuje ogromny podział etniczny i kulturowy na Cyprze. 




To właśnie wtedy Don McCullin po raz pierwszy wyruszył na wojnę. Na Cyprze brytyjski fotograf zapoznał się z typowymi warunkami wojennymi - śmiercią, niebezpieczeństwem, rozpaczą. Wraz z brytyjskimi żołnierzami mającymi zadbać o pokój na wyspie, McCullin dostał się do tureckich wiosek otoczonych przez greckie bojówki. Pewnego dnia o poranku w jednej z wiosek fotograf wszedł do pobliskiego domu. Od razu mógł wyczuć zapach świeżej krwi. Na podłodze zauważył kilku mężczyzn zamordowanych ubiegłej nocy. Gdy zaczął wykonywać zdjęcia, nagle do pomieszczenia dostała się cała rodzina. Okazało się, że jednym z mężczyzn na ziemi jest mąż kobiety na poniższym zdjęciu. Nie byli małżeństwem nawet tydzień, gdy Grecy zaatakowali wioskę. 



fot. 3,4,5 Don McCullin
Był to dopiero początek prawdziwego dramatu, jaki udało się fotografowi uwiecznić na swych zdjęciach. Powracające rodziny zaczęły się dowiadywać o śmierci swych bliskich, którzy bronili wioski przed atakującymi. Oto, co sam McCullin powiedział o tytułowej fotografii:

"Poszedłem do tej jednej wsi wcześnie rano, gdzie znaleziono ciała mężczyzn, którzy bronili wioski. Powracające do niej kobiety dowiadywały się, że ich mężowie zginęli. Wtedy zobaczyłem ten widok, niczym z obrazów Goi, ludzi patrzących w niebo w kierunku Chrystusa. Z czasem w swej pracy zauważyłem, że wiele osób w trakcie wojny, będąc w głębokim żalu i smutku, spoglada w niebo, jakby szukając samego Boga, oferującego im pomoc."

Jest to jedno z najbardziej dramatycznych zdjęć, jakie zostały kiedykolwiek uwiecznione na wojnie. Nie przedstawia ono śmierci, zniszczeń, lecz ogromny smutek i żal kobiety, która dopiero co dowiedziała się o śmierci swego męża. McCullin w swej pracy często stawiał właśnie na pokazywanie tego drugiego aspektu wojny - ludzi dotkniętych przez głód, utratę kogoś bliskiego, ranionych przez bomby i pociski. Jak sam kiedyś stwierdził, mimo dłuższej już przerwy od zmagań wojennych, jego pracownia nadal jest nawiedzonym miejscem, które przechowuje pamięć o tylu ofiarach konfliktów i przemocy. Jest on także żywym przykładem tego, że będąc fotoreporterem można zachować człowieczeństwo, nie zawsze goniąc za sensacją.

Konflikt na Cyprze choć przytłumiony, nadal tam istnieje. Ostatecznie w wyniku negocjacji pokojowych wyspa została podzielona na stronę grecką i turecką, co przyczyniło się do sporej migracji ludności. Obecnie zarówno greko-cypryjczycy, jak i mniejszość turecka chce zjednoczenia, jednak na innych warunkach niż proponuje ONZ, a każda ze stron ma także swoją koncepcję. Na rozwiązanie całej sprawy przyjdzie nam pewnie jeszcze długo poczekać.

Na sam koniec chciałbym jeszcze przedstawić krótką historię dowodzącą tego, jak wspaniałym człowiekiem jest McCullin. W czasie ewakuacji jednej z tureckich osad przed zbliżającymi się Grekami, fotograf zauważył staruszkę, która ledwo mogła się poruszać.

fot. Don McCullin
 Oto, jak postąpił fotograf w tej sytuacji:

fot. John Bulmer

"Widziałem całą wieś w czasie ewakuacji w bezpieczne miejsce. Była tam jedna staruszka, która miała kłopoty z chodzeniem, podpierając się cały czas dwoma kijami. Brytyjski żołnierz próbował prowadzić ją ze sobą. Byłem z moim przyjacielem i powiedziałem: "To jest śmieszne". Wykonałem jedno zdjęcie, schowałem aparat w torbie i chwyciłem staruszkę. Biegnąc z nią, po prostu nie chciałem, żeby ta starsza kobieta została zastrzelona. Poczułem się dzięki temu dobrze. Nie byłem jedynie zwykłym obserwatorem na wojennej wyprawie. Byłem często oskarżony o robienie wielu okropnych zdjęć i pytano się mnie, czy pomagałem ludziom. Oczywiście, że tak, ale nie chcę się tym chwalić. Myślę, że zrobiłem to wtedy, by oczyścić własne sumienie."

Źródła:
http://www.harpersbazaar.co.uk/going-out/who-what-where/best-of-don-mccullin-9#slide-5
http://www.harpersbazaar.co.uk/going-out/who-what-where/best-of-don-mccullin-4#slide-3
http://pl.wikipedia.org/wiki/Don_McCullin
http://pl.wikipedia.org/wiki/Cypr