wtorek, 17 września 2013

Krwawa sobota

II wojna światowa na trwałe zapisała się w naszej historii. Niestety w większości przypadków zapominamy o tym, że część globalnego konfliktu obejmowała również wojnę japońsko-chińską. Żołnierze japońscy często swym okrucieństwem i bestialstwem przewyższali hitlerowskich oprawców, a łączna liczba cywilnych ofiar po stronie Chin sięgnęła kilkunastu milionów osób. Jednym z przykładów tragicznej wojny jest zdjęcie "Bloody Saturday" autorstwa H.S. Wonga.

fot. H.S. Wong

W roku 1937 Cesarstwo Japonii dokonało dalszej inwazji na terytorium Chin. Rozgorzały wtedy walki, których koniec nastał dopiero w roku 1945. Jednym z ważniejszych wydarzeń w czasie wojny były toczone zmagania o Szanghaj. Zbliżające się do miasta japońskie wojska rozpoczęły stopniowe, a następnie gwałtowne bombardowania z powietrza, które zbierały krwawe żniwo. 28 sierpnia dokonały one nalotu na stację kolejową. 

H.S. “Newsreel” Wong był reporterem pracującym dla the Hearst Metrotone News. Tego dnia w przeciwieństwie do większości dziennikarzy i reporterów zdecydował się pozostać w mieście. Po godzinie 16, japońskie bombowce zniszczyły południowy dworzec kolejowy, który był zatłoczony przez uchodźców wojennych. Wong czym prędzej wyruszył samochodem na miejsce zdarzenia. Na miejscu zastał prawdziwy obraz zniszczenia przesiąknięty zapachem śmierci:

"To był straszny widok. Ranni ludzie próbowali wstać. Trupy i ranni leżeli porozrzucani na torach i platformach. Wszędzie leżały oderwane kończyny. Tylko dzięki pracy mogłem zapomnieć o tym, co widziałem. W pewnej chwili przestałem przeładowywać aparat i zauważyłem, że moje buty były całe przesiąknięte krwią. Robiąc zdjęcia rejonu bombardowania, zobaczyłem człowieka wyciągającego małe dziecko ze zgliszczy i przenoszącego je na peron. Następnie wrócił on z kolejnym ciężko rannym dzieckiem. Ich matka leżała martwa na torach. Kiedy dokumentowałem tę tragedię, usłyszałem dźwięk powracających samolotów. Szybko nakręciłem swój materiał i podbiegłem do dziecka, zamierzając przeprowadzić je w bezpieczne miejsce, jednak jego ojciec szybko powrócił. Bombowce przeleciały nam nad głową. Na szczęście nie zrzuciły swego ładunku."

Reporter nigdy nie dowiedział się, jak nazywało się poparzone i ranne dziecko, czy był to chłopiec, czy dziewczynka, a także, co się dalej z nim stało (łączna liczba ofiar nalotu to kilkuset zabitych i tylu samo rannych). 

kolejne zdjęcie
Materiał filmowy wraz ze zdjęciami szybko dotarł do wielu miejsc na całym świecie. Szacuje się, że w owym czasie ponad 130 milionów osób miało z nim styczność. Wywołał on oburzenie i protesty (niestety krótkotrwałe) przeciw japońskiej agresji. Sami Japończycy ogłosili, że materiały były sfabrykowane, jednocześnie wyznaczając 50 tysięcy $ nagrody za głowę Wonga. Reporter działając pod brytyjską ochroną, nadal dokumentował toczącą się wojnę, jednak ze względu na pogróżki i rosnące niebezpieczeństwo zdecydował się na ucieczkę wraz z rodziną do Hong Kongu. 

Niestety do dnia dzisiejszego nie wiadomo, kim było uwiecznione na zdjęciu dziecko, a także, jakie były jego dalsze losy. Jedyną poszlaką jest obraz innego reportera ukazujący je w czasie udzielania pierwszej pomocy. 


Zdjęcie stało się jednym z najsłynniejszych wojennych obrazów w historii. W roku 2003 zostało umieszczone na liście 100 fotografii, które zmieniły świat

Źródła:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz