czwartek, 22 września 2016

Historia pewnego crowdfundingu

Dziś będzie trochę nietypowo. Przede wszystkim ze względu na to, że pierwszy raz zagości na blogu zdjęcie ze smartfona. Ponadto będzie ono dotyczyło historii świeżej, pewnego starszego pana, który przekonał się, jak wielką mocą dysponuje zjawisko crowdfundingu. 


fot. Joel Cervantes Macias

Joel Cervantes Macias podczas spaceru ulicami Chicago zauważył pewnego starszego pana sprzedającego lody. Byłby to widok jak co dzień, jednak w tym wypadku scena wręcz chwyta za serce. Widzimy staruszka ledwo pchającego swe główne źródło utrzymania. Osoba w takim wieku winna wypoczywać na emeryturze, zamiast ciężko pracować w sytuacji, gdy zdrowie odmawia już posłuszeństwa. Zdjęcie to w pewnym sensie nasuwa mi na myśl motywy mityczne lub biblijne, gdy człowiek musiał zmagać się ze swym losem, przeciwnościami.

Joel poruszony tą sytuacją, podszedł do starszego mężczyzny, by dowiedzieć się czegoś o nim. Okazało się, że postać ze zdjęcia to 89-letni Fidencio Sanchez, który od ponad 20 lat razem ze swą żoną sprzedaje lody na ulicy. Niestety od pewnego czasu jego małżonka poważnie choruje, dlatego też musi on samemu przemierzać miejskie ulice w celach zarobkowych, aby zapłacić za leki i rachunki. 

Joel postanowił od razu kupić od starszego pana trochę lodów za 50 dolarów. Po wrzuceniu zdjęcia na Facebooka, zauważył spore poruszenie wśród swych znajomych. Zmotywowało go to do otwarcia projektu na jednej ze stron crowdfundingowych. Za cel obrał sobie 3 tysiące dolarów. Oczywiście internauci nie zawiedli w tym momencie. Nie tylko szybko zebrano całą kwotę, lecz trochę przekroczono budżet. Dziś na koncie znajduje się blisko 400 tysięcy! W całą akcję zaangażowało się ponad 17 tysięcy osób, a to jeszcze nie koniec! Po raz kolejny okazało się, jak wielka moc kryje się w takich serwisach społecznościowych. 

Historia szybko obiegła nie tylko amerykańskie, lecz i światowe media. Z przeprowadzonych wywiadów dowiedziano się, że życie nie oszczędziło tego mężczyzny. Jako sierota musiał pracować od 13. roku życia, co robi do dnia dzisiejszego. Mimo podeszłego wieku cieszy się z każdej wykonywanej pracy. 



Źródła:
http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/7,107881,20715607,dzieki-temu-zdjeciu-los-89-latka-w-koncu-sie-odmieni.html#Czolka3Img
https://www.gofundme.com/2am4q7kk
http://edition.cnn.com/2016/09/12/us/popsicle-seller-chicago-fidencio-sanchez/
http://www.telegraph.co.uk/news/2016/09/12/well-wishers-raise-115000-in-two-days-for-hunched-89-year-old-ic/






niedziela, 18 września 2016

Pożar na Marlborough Street

W mediach często spotykamy się z historiami określanymi mianem "o włos od tragedii". Niestety czasem zdarzają się też i takie, kiedy to dosłownie sekundy dzieliły ludzi od ratunku. Jedna z nich wydarzyła się 22 lipca 1975 roku na Marlborough Street w Bostonie.


fot. Stanley Forman

Tego dnia w jednej z kamienic doszło do wybuchu pożaru. Na miejscu niezwykle szybko zjawiły się jednostki straży pożarnej. W pewnym momencie zauważono dwie osoby na piątym piętrze. 19-letnia Diana Bryant wraz z 2-letnią chrześnicą, Tiarą Jones zostały uwięzione przez ogień, bez możliwej drogi ucieczki. Strażak, Robert O'Neil po dostaniu się na dach kamienicy, postanowił za pomocą opuszczonej drabiny bezpiecznie ewakuować uwięzione.

Cała sytuacja była obserwowana przez tłum gapiów, w którym to znajdował się Stanley Forman, fotoreporter Boston Herald. W momencie, gdy strażak znalazł się na balkonie i przygotowywał się do przetransportowania dziewczyn na drabinę, nieoczekiwanie konstrukcja runęła. Zarówno Diana jak i Tiara bez żadnej asekuracji spadły z wysokości ponad 15 metrów. 19-latka trafiła do szpitala z poważnymi obrażeniami całego ciała i niestety nie udało się jej uratować. Szczęście w nieszczęściu, mała dziewczynka upadła na ciało swej matki chrzestnej, dzięki czemu cudem przeżyła. 

Tak oto całą sytuację relacjonował potem fotograf:

Pobiegłem na tył budynku, a kiedy spojrzałem w górę, zobaczyłem kobietę i dziecko na schodach przeciwpożarowych. W międzyczasie, strażak Bob O'Neil wspiął się na dach i zobaczył tą samą parę na drodze ewakuacyjnej. Standardowo wybrałem rutynowe miejsce i pozycję do robienia zdjęć. W momencie sięgania przez strażaka po drabinę, całość konstrukcji zawaliła się. Instynktownie zacząłem robić zdjęcia, lecz w momencie samego upadku odwróciłem wzrok. Nie chciałem widzieć ich uderzających o ziemię. Cały się trząsłem. Nie chciałem się także udać potem na miejsce tragedii. 

Fotografia szybko została opublikowana w Boston Herald. Choć wzbudziła wiele kontrowersji, to jednak w przeciągu 24 godzin władze miejskie zdecydowały się na poważne zmiany w zabezpieczeniach przeciwpożarowych, zwłaszcza w zakresie dróg ewakuacyjnych. Za ich śladem podążyły także inne amerykańskie miasta. 

Za swe zdjęcia Forman otrzymał w 1976 roku prestiżową Nagrodę Pulitzera.




fot. 2, 3. Stanley Forman

Źródła:
http://www.o2.pl/artykul/nic-nie-zapowiadalo-tej-tragedii-byli-juz-o-krok-gdy-5921195884487809a
https://en.wikipedia.org/wiki/Fire_Escape_Collapse
http://rarehistoricalphotos.com/mother-daughter-falling-fire-escape-1975/




środa, 3 sierpnia 2016

Nawet Bóg odwrócił wzrok

I wojna światowa była jednym z najtragiczniejszych wydarzeń czasów nowożytnych. Miliony poległych w walkach o metry, drugie tyle okaleczonych do końca życia, wszechobecne okopy sprawiły, że do dziś okres ten kojarzyć się nam może z brudem i beznadzieją. Był to jednak czas, kiedy to nastąpił rozkwit fotografii wojennej, a jedną z osób dokumentujących tamte wydarzenia był niemiecki żołnierz, Walter Kleinfeldt. 


fot. Walter Kleinfeldt

Pierwsza z wojen światowych była odarciem z marzeń o wspaniałych bitwach, szlachetnych potyczkach. Miliony chłopców, młodych mężczyzn zaczytanych w pamiętnikach dawnych bohaterów, prozie wojennej, zafascynowanych propagandą, przystępowało do wojny z myślą, że zwycięstwo nastąpi po kilku tygodniach. Pierwsze bitwy szybko zweryfikowały te marzenia, a rzeczywistość okazała się jedynie okopami, błotem i codziennym obcowaniem ze śmiercią.

Jedną z osób, która została wysłana na front był niemiecki nastolatek, Walter Kleinfeldt. Zgłosił się on na ochotnika w wieku 15 lat, by już rok później w 1916 brać udział w jednej z największych potyczek tamtych lat, czyli bitwie nad Sommą. Na front zabrał ze sobą podręczny aparat, dzięki któremu wykonał jedne z najlepszych zdjęć tamtych czasów. Na jego fotografiach przeważa przede wszystkim życie codzienne żołnierzy, a także towarzysząca im wszędzie śmierć. 

Zdecydowanie najpopularniejszym i najbardziej znanym z jego ujęć jest to, które przedstawia poległych towarzyszy z ukrzyżowanym Jezusem w tle. Uderzające jest tu pobojowisko, jakby wyssane z życia. Obraz beznadziei, zniszczenia dopełniany jest przez same trupy, nie tylko obdarte z życia, lecz nawet z butów. Jednak najważniejszą postacią na zdjęciu jest wizerunek Jezusa odwróconego od tego okrucieństwa. Wydawać by się mogło, że w tym momencie Bóg opuścił wzrok, odszedł od człowieka. Nawiązując do słów samego Jezusa, można by się pokusić o stwierdzenie, że żołnierze na zdjęciu wypowiadają słowa "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?". Czasem trudno sobie wyobrazić, że tak wyglądały dziesiątki, setki kilometrów na francuskiej czy belgijskiej ziemi. 

Walter na szczęście przeżył wojenne zmagania. Nie dane mu jednak było przetrwać kolejnej wojny, albowiem zginął on w 1945 roku. Jego syn stwierdził wiele lat później, że ta fotografia jest jak oskarżenie, oskarżenie wobec wojny. Dodał także, że z czasem obrazy stawały się coraz bardziej poważne, mroczne. Głęboko dotknęło ojca to, co wtedy przeżył. Nie można zapominać, że był wtedy tylko chłopcem. 

Źródła:
http://www.dailymail.co.uk/news/article-2576335/How-Germany-crucified-Hidden-100-years-astonishing-images-German-soldiers-haunted-spectre-defeat-paying-ultimate-price-captured-camera-one-brothers-arms.html
http://www.mirror.co.uk/news/real-life-stories/two-soldiers-opposing-sides-whose-3224063
https://www.facebook.com/WielkaWojnaWFotografii/photos/a.566885880010212.1073741828.566854300013370/718455628186569/?type=3&theater