czwartek, 2 lutego 2012

Lincz

Jedną z najtragiczniejszych kart w historii Stanów Zjednoczonych było stosowanie tak zwanego "prawa linczu". Wielu mieszkańców południowych stanów bardzo ochoczo korzystało z tego nielegalnego przywileju. Co ważniejsze, praktycznie niewielu egzekutorów tego absurdalnego prawa stanęło przed sądem. Dla mieszkańców Południa przesiąkniętych rasizmem była to znakomita okazja do wyładowania swej agresji wobec czarnych obywateli. Często lokalne gazety broniły oprawców, nazywając ich "porządnymi obywatelami", a ofiary "potworami w ludzkiej skórze".

Najczęstszym oskarżeniem wobec czarnoskórych były fizyczne napaści oraz morderstwa. Jednak często zdarzało się, że ofiarami linczu byli także zwolennicy zniesienia niewolnictwa, przeciwnicy linczowania. Żaden czarnoskóry mieszkaniec nie mógł czuć się bezpiecznym. Wiele przypadków samosądu dotyczyło tego, że ktoś stosował obraźliwe słowa, nie zdjął kapelusza przed białym lub nie ustąpił mu miejsca na chodniku. Choć lincz stosowany mógł być wobec każdego mieszkańca USA, to jednak przeszło 90% ofiar stanowili czarnoskórzy. 

Wraz z "rozwojem" linczowania oprawcy zaczęli rozwijać sposoby uśmiercania. Jeśli oskarżony od razu został zastrzelony lub powieszony, to mógł mówić o wielkim szczęściu. Zdarzały się przypadki rodem z okresu Świętej Inkwizycji. Ofiary były torturowane, obcinano im członki, podpalano. Niektórzy mieszkańcy zabierali ze sobą ich szczątki jako pamiątki rodzinne, natomiast niezwykłą popularnością cieszyło się portretowanie na tle ofiar linczu, ot takie "na tle martwego murzyna".

Szacuje się, że między 1882 a 1968 roku z powodu samosądów zginęło według oficjalnych danych 4742 Afroamerykanów. W najgorętszym okresie 1880-1920, statystycznie mordowano dwóch Afroamerykanów tygodniowo! Ponadto tysiące osób zostało okaleczonych. Ciekawe, ile w rzeczywistości osób padło ofiarą rasistów.

Jednym z największych symboli tego okresu jest zdjęcie wykonane przez Lawrence'a Beitlera ukazujące Thomasa Shippa oraz Abrama Smitha, ofiary linczu w mieście Marion w stanie Indiana.
Fot. Lawrence Beitler

Zaczątkiem tego wydarzenia było oskarżenie trzech czarnoskórych mężczyzn o zabicie Claude Deetera, białego pracownika miejscowej fabryki oraz o zgwałcenie jego dziewczyny. 6 sierpnia 1930 roku Shipp oraz Smith namówili swego przyjaciela Jamesa Camerona, żeby razem z nimi dokonał napadu. Cameron sceptycznie do tego podchodzący w końcu się zgodził, lecz w ostatniej chwili zdecydował się uciec z miejsca zdarzenia. Cała trójka została aresztowana i osadzona w areszcie. Wieść o tym wydarzeniu szybko się rozniosła i mieszkańcy miasteczka zdecydowali się samemu wymierzyć sprawiedliwość. 

Kilkutysięczny tłum przy okrzykach "zabić czarnuchów" zaatakował areszt. Młotami i kilofami zniszczyli drzwi i dostali się do wnętrza budynku. Policja ze względu na obecność w tłumie kobiet i dzieci nie zareagowała. Cameron obserwował, jak wściekły tłum wyciąga z celi jego przyjaciół i rozpoczyna cały spektakl. Pobici do nieprzytomności towarzysze Jamesa zostali powieszeni na pobliskim drzewie. Po kilku minutach tłum postanowił wrócić po Camerona. Miejscowy szeryf powiedział, że dwie ofiary już im wystarczą, lecz tłum skandował "Chcemy Camerona, chcemy Camerona!". 

Ten 16-letni, niewinny chłopak miał za chwilę dołączyć do swych towarzyszy. Po drodze był bity, opluwany, także przez swych sąsiadów. Wśród zgromadzonych na próżno szukał kogoś, kto zechciałby mu pomóc. Zawieszono mu pętlę na szyi. James modlił się do Boga o przebaczenie wszystkich grzechów. Powoli godził się z tym, że zaraz umrze. W pewnym momencie któryś z mieszkańców Marion stanął na masce samochodu i krzyknął "Zostawcie go. On jest niewinny!". Do dzisiaj James uważa, że był to głos anioła. Momentalnie zdjęto mu pętlę z szyi i odprowadzono do aresztu. James został skazany za udział w kradzieży i morderstwie, w wyniku czego przesiedział cztery lata w więzieniu. 

Choć uniknął śmierci z rąk oprawców, to jednak jako niewinny człowiek musiał iść do więzienia. Skazany został na wyłącznie na podstawie przesłanek. Rzekomo zgwałcona dziewczyna w niedługim czasie odwołała swe wcześniejsze zeznania. W więzieniu Cameron przebaczył mieszkańcom Marion. Wiele lat później był stałym gościem podczas miejscowych uroczystości. Dopiero w 1993 roku, gubernator Indiany oficjalnie zrehabilitował Jamesa. 

Mimo wszystko James Cameron może mówić o wielkim szczęściu. W przeciwieństwie do tysięcy innych osób udało mu się ujść z życiem. Prawo linczu pokazało, do jakich czynów zdolny jest zwykły obywatel pod wpływem działania tłumu. Spoglądając na przedstawione zdjęcie zauważymy mieszkańców Marion, którzy nie odczuwają z tego powodu żadnego smutku. Co więcej, na ich twarzach zauważyć możemy zaciekawienie, gniew, a nawet radość. Obyśmy nigdy w przyszłości nie byli świadkami, a co ważniejsze uczestnikami takich zdarzeń!

Źródła:
http://www.focus.pl/historia/artykuly/zobacz/publikacje/lincz-historia-prawdziwa/
http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=129025516
http://abcnews.go.com/Nightline/US/story?id=525676&page=1#.Typ8Msh0G2B


8 komentarzy:

  1. świetny blog Panie Michale! Trafiłam na niego przypadkiem, szukając informacji o Omayri Sanchez, a zaczytałam się totalnie, nadrabiając wszystkie Pańskie posty. Dodaje do ulubionych i czekam na kolejne wpisy.
    Chciałam jeszcze zapytać, czy są jakieś pozycje o historii fotografii, które mógłby Pan polecić?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za pochwałę i miłe słowa. Niestety w tej chwili trudno jest mi wskazać pozycje, które są najlepsze na rynku.

    OdpowiedzUsuń
  3. 5001 - przekroczyłam pół dziesiątki! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Patrick Chauvel - Reporter Wojenny polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, kilka lat temu czytałem, bardzo dobra książka

      Usuń
  5. Panie Michale,
    niesamowite- zostałam po godzinach w pracy by móc dokonczyć post. Jeden, potem kolejny i kolejny.... na szczęście praca mi na to pozwala! :)
    dziękuję za wszyskie informacje, jakie Pan przekazuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Michal ....tak trzymac.Czy mozna zebrac zdjecia wszystkich 9 Afroamerykanow ktorzy osmielili sie siegnac po wyksztalcenie.Fotografia jednej z ofiar znajduje sie w muzeum Pokojowej Nagrody Nobla w Oslo.Czym to sie rozni od Talibanow ktorzy leja kwas na dziewczyny idace do szkoly.

    OdpowiedzUsuń
  7. 3. 01. 2017 Świeżo po wydarzeniach w Ełku. Świeżo po tym jak w Legnicy pobito Pakistańczyka, w Lubinie zdemolowano bar prowadzony przez Hindusów, po tym jak w Bydgoszczy lżono Bułgarskich i Tureckich studentów i jeszcze można by wymienić kilkanaście takich "pojedynczych" incydentów- jak nazywa je niewidzący żadnego problemu min. Błaszczak... Niedługo tak jak topole w Stanach Zjednoczonych w tamtym czasie, nasze rodzime topole też zaczną rodzić "dziwne owoce"...

    OdpowiedzUsuń