poniedziałek, 19 grudnia 2011

Phan Thi Kim Phuc

Dnia 8 czerwca 1972 roku, Nick Ut wykonał zdjęcie, które zaszokowało opinię publiczną na całym świecie. Tego dnia udało mu się uwiecznić na zdjęciu Phan Thi Kim Phuc. Ta 9-letnia wietnamska dziewczynka została dotkliwie poparzona w wyniku omyłkowego zbombardowania przez samoloty wojsk Południowego Wietnamu grupy cywili uciekających z wioski Tramg Bang koło Sajgonu.


fot. Nick Ut
 
W 1972 roku wojna wietnamska wchodziła powoli w decydującą fazę. Obie strony konfliktu zaczęły stosować coraz bardziej drastyczne i brutalne środki walki. Wojska Wietcongu oraz Wietnamu Północnego w często dokonywały masakry ludności cywilnej, natomiast Amerykanie używając napalmu oraz  nalotów dywanowych wielokrotnie niszczyli cywilne osady i zabudowania.

8 czerwca doszło do walki o wioskę Tramg Bang. 9-letnia Kim Phuc dołączyła do grupy uciekinierów z wioski, która kierowała się w stronę stanowisk południowowietnamskich wojsk. Niestety w wyniku pomyłki pilota, który uznał ich za grupę wojsk nieprzyjaciela, dokonany został na nich zrzut ładunku z napalmem. W czasie bombardowania śmierć poniosły cztery osoby, w tym dwóch kuzynów Kim. Wiele innych osób zostało poważnie rannych.

Na miejscu tej tragedii znalazł się Nick Ut, 21-letni praktykant agencji Associated Press. Nagle z obłoków dymu wynurzyła się grupka dzieci. Na jej czele biegł niezwykle przerażony chłopiec. Tuż za nim podążała Kim krzycząca "Nong qua! Nong qua!", co oznaczało "za gorąco!". Całą tę sytuację zarejestrowała kamera Petera Davisa:
Fotograf początkowo sądził, że strzępy znajdujące się na ciele Kim, to kawałki ubrania. Z przerażeniem jednak uświadomił sobie, że to była jej skóra. Nick Ut na całe szczęście zrobił coś, czego w obecnych czasach raczej nie możemy się spodziewać po reporterach. Udało mu się zabrać Kim oraz inne poszkodowane dzieci do specjalistycznej kliniki w Sajgonie. Lekarze po badaniach stwierdzili, że poparzenia sięgające 60% powierzchni ciała, dają niewielkie szanse na uratowanie Kim. Jednak dziewczynce udało się przetrwać. Po 14 miesiącach oraz 17 operacjach ta młoda Wietnamka odzyskała zdrowie. W szpitalu odnalazła ją matka, a Nick odwiedzał dziewczynkę aż do czasu, gdy został ewakuowany z Sajgonu trzy lata później.

Niewiele brakowało, by ta słynna fotografia nigdy nie ujrzała światła dziennego. Agencja Associated Press początkowo odrzuciła zdjęcie, gdyż według ustalonych wcześniej zasad nie wolno było publikować nagich zdjęć postaci. Jednak kierownik Agencji zdecydował się na przesłanie fotografii do centrali w Nowym Jorku. Wkrótce zdjęcie poparzonej Kim znalazło się na pierwszych stronach dzienników całego świata.

Opisywana fotografia stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli wojny w Wietnamie. Ponadto po opublikowaniu jeszcze bardziej przyczyniła się do rozrostu manifestacji przeciw rządowi oraz samej wojnie. Nick Ut momentalnie zyskał sławę, zdobywając za swe zdjęcie najważniejsze nagrody, w tym Pulitzera oraz World Press Photo. 

Kim przez wiele lat wiodła spokojne życie aż do czasu, gdy będąc na studiach została rozpoznana jako słynna osoba na zdjęciu. Komunistyczny rząd uczynił z niej obiekt propagandowy. Przerwano jej studia i zmieniano życiorys, podając, że jest nauczycielką lub pielęgniarką. W 1986 roku udało jej się zdobyć zezwolenie na wyjazd na Kubę, gdzie mogła kontynuować przerwane studia. Tam poznała swego przyszłego męża. W czasie miesiąca miodowego w roku 1992 poprosili o azyl polityczny w Kanadzie. Obecnie jest Ambasadorem Dobrej Woli UNESCO oraz bierze czynny udział w pomocy dziecięcym ofiarom wojen na świecie.

9 komentarzy:

  1. ludzie ludziom...

    OdpowiedzUsuń
  2. A są jakieś informacje o tym chłopczyku wyniesionym na rękach? Ktoś wie, czy także jemu udzielono pomocy w tej klinice w Sajgonie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Z podanych informacji wynika, że fotograf zabrał wszystkie poszkodowane dzieci do szpitala, więc jemu zapewne tez udzielono pomocy, aczkolwiek nic nie wiem na temat jego późniejszych losów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za odpowiedź. Szukam od pewnego czasu informacji o tym chłopcu, jakoś tak okropnie to wygląda, że ciężko pozostać obojętnym...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe co czul pilot bombardujacego napalmem samolotu-ogladajac ta fotografie.Iciekawe czy ma dzieci.Moze dostal medal od dumnych z siebie Amerykanow.Moze sam uwazal,ze takie naloty to po prostu kolejna dniowka.Jkich wiele bylo w tej wojnie.Ciekawe....

    OdpowiedzUsuń
  6. Matko łzy same mi napływają do oczu ...

    OdpowiedzUsuń
  7. Wojna to wojna, żołnierz musi wykonywać rozkazy...

    OdpowiedzUsuń
  8. Cytat "Wojna to wojna, żołnierz musi wykonywać rozkazy..."
    Czyżby? - SSmani też tak mówili w Norymberdze, nie uchroniło ich to przed stryczkiem. Żołnierz ma PRAWO i OBOWIĄZEK odmowy wykonania rozkazu który jest niezgodny z prawem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Porównania do ss-mana są chyba nie na miejscu. Wojna to straszna rzecz, jednak pilot w samolocie nie ma perspektywy ss-mana w obozie. Tak o winie, a gdybym był pilotem wojskowym miałbym poważne problemy z wytłumaczeniem sobie, że nie będę nigdy sprawcą takiego zdarzenia jak to.

    OdpowiedzUsuń